27.08.2024, 14:10 ✶
Brenna nie była najbardziej pilną uczennicą Hogwartu, ani tą najpopularniejszą, ani najbardziej chętną do dowcipów, mającą najwięcej zainteresowań czy angażującą się w najwięcej zajęć pozalekcyjnych – ale w każdej z tych dziedzin (pęd do nauki, życie towarzyskie, płatanie żartów, dodatkowe zainteresowania i zajęcia) klasyfikowała się tak gdzieś pomiędzy osią przeciętności, a osobą „naj”, nigdy poniżej tejże linii i w efekcie okazywała się uczennicą bardzo zajętą, wiecznie gdzieś pędzącą.
Wczoraj wieczorem uczyła się więc z kolegami z Gryffindoru, po nocy włóczyła po korytarzu z Mavelle, potem czytała książkę podkradzioną Hardwickowi i spała krótko, a i tak na ten sen szkoda było czasu. Teraz na spotkanie z Thomasem też biegła ze śniadania, zjedzonego w towarzystwie Ślizgońskich koleżanek i jeszcze w pędzie kończyła swojego tosta z dużą ilością marmolady.
– Cześć, Tommy – rzuciła, wyhamowując tuż przed nim, bo oczywiście biegła. Jedną ręką odruchowo poprawiła włosy, po potterowsku rozczochrane – genów nie dało się oszukać, a z kolei Brennie szkoda było czasu na codzienne używanie specjalnej maseczki z serii Ulizanna, produkowanej przez rodzinę jej matki – a drugą wpakowała sobie do ust resztą tosta. – Co wykombinowałeś? Tylko błagam, nie mów, że to miałby być jakiś dowcip wycinany McGonagall, bo McGongall to już jest na mnie cięta, wczoraj urządzała mi pogawędkę, i jeśli znowu będę musiała słuchać o odpowiedzialności i myśleniu o swojej przyszłości, to chyba rzucę się jak nic z rozpaczy z jakiegoś najbliższego okna.
Brenna nie do końca rozumiała, o co Minerwie chodzi. Bywała czasem bardzo bystrą dziewczynką, a czasem absolutnie nieogarniętą, i jakoś nie docierało do niej, że w tym wypadku chodziło prawdopodobnie o to, że nauczycielka zobaczyła swoją wychowankę ze starszym Ślizgonem o nie najlepszej reputacji. A że dla Brenny to był tylko kolega, którego pogróżek w ogóle się nie bała, bo i po prawdzie jeśli jej groził, że ją udusi czy coś to tylko w żartach, i który ani nigdy z nią nie flirtował, ani jej nie przyszłoby do głowy z nim flirtować, patrzyła więc na profesor z absolutną pustką w oczach, absolutnie nie pojmując, o co chodzi.
Wczoraj wieczorem uczyła się więc z kolegami z Gryffindoru, po nocy włóczyła po korytarzu z Mavelle, potem czytała książkę podkradzioną Hardwickowi i spała krótko, a i tak na ten sen szkoda było czasu. Teraz na spotkanie z Thomasem też biegła ze śniadania, zjedzonego w towarzystwie Ślizgońskich koleżanek i jeszcze w pędzie kończyła swojego tosta z dużą ilością marmolady.
– Cześć, Tommy – rzuciła, wyhamowując tuż przed nim, bo oczywiście biegła. Jedną ręką odruchowo poprawiła włosy, po potterowsku rozczochrane – genów nie dało się oszukać, a z kolei Brennie szkoda było czasu na codzienne używanie specjalnej maseczki z serii Ulizanna, produkowanej przez rodzinę jej matki – a drugą wpakowała sobie do ust resztą tosta. – Co wykombinowałeś? Tylko błagam, nie mów, że to miałby być jakiś dowcip wycinany McGonagall, bo McGongall to już jest na mnie cięta, wczoraj urządzała mi pogawędkę, i jeśli znowu będę musiała słuchać o odpowiedzialności i myśleniu o swojej przyszłości, to chyba rzucę się jak nic z rozpaczy z jakiegoś najbliższego okna.
Brenna nie do końca rozumiała, o co Minerwie chodzi. Bywała czasem bardzo bystrą dziewczynką, a czasem absolutnie nieogarniętą, i jakoś nie docierało do niej, że w tym wypadku chodziło prawdopodobnie o to, że nauczycielka zobaczyła swoją wychowankę ze starszym Ślizgonem o nie najlepszej reputacji. A że dla Brenny to był tylko kolega, którego pogróżek w ogóle się nie bała, bo i po prawdzie jeśli jej groził, że ją udusi czy coś to tylko w żartach, i który ani nigdy z nią nie flirtował, ani jej nie przyszłoby do głowy z nim flirtować, patrzyła więc na profesor z absolutną pustką w oczach, absolutnie nie pojmując, o co chodzi.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.