27.08.2024, 14:30 ✶
Charles miał w sobie wiele emocji, których ujście zwykle znajdował we łzach. Walczył ze sobą i powstrzymywał płacz, choć uważał, że uronienie paru łez jest o wiele bardziej sensowne niż choćby uciekanie się do agresji. Chociaż zdemolowanie pubu mogłoby wydać się bardziej męskie, czy nie lepiej było być nazwanym beską i wypłakać się w ramię kolegi, póki oczy nie napuchną, nos nie poczerwienieje, a głowa nie rozboli od nadmiaru emocji?
- Dlatego teraz będę radził sobie sam. - Postanowił butnie, lecz sam nie radził sobie nawet z utrzymaniem się w pionie, gdy wciskał twarz w koszulę Rolpha. Zdawał się zupełnie nie zauważać, że nowy kolega spiął się od tej czułości, bo i coś innego znaczyła ręka, która znalazła drogę do pleców i pogładziła je, jakby Charlie był najlepszym przyjacielem. A może to Rodolphus stał się najlepszym przyjacielem Charlesa? Młody Mulciber nie miał wielu znajomych w Londynie. Mało kto okazywał mu tyle czułości, której tak był spragniony!
Charles wydał z siebie ni to pomruk, ni to jęk, gdy Rolph dalej mówił tak miłe słowa i tak dzielnie chciał ratować go przed podsłuchującymi drabami. Co prawda Charles nie miał o tym pojęcia, że jego interesy są w niebezpieczeństwie, ale czy miało to jakieś znaczenie? Żadnego. Oparłszy się o kolegę, Charlie nie spodziewał się, że ten tak szybko się aportuje do innego miejsca. Tylko to mogła znaczyć ta nagła zmiana położenia, nagły ból zwiastujący rozszczepienie, nagły... Widok lamp sufitowych, i to od dołu? Charlie nie pojął od razu, że nie była to wina nieudanego mignięcia, a działanie wypitej na początku wieczoru tequili, która skutecznie zmiękczyła mu kolana. Stracił równowagę, spróbował złapać się Rolpha, po czym obaj zostali powaleni, sprowadzeni do parteru. Rąbnięcie o krawędź stolika zostawi na ramieniu siniaka, ale przecież nic wielkiego się nie stało.
- Rolph? - Zawołał kolegę, starając się podnieść, lecz podłoga... Cóż, chyba ktoś musiał rzucić na nią zaklęcie magnetyczne! Podniesienie się do siadu tak dużo go kosztowało! - Rolph, upadłem.
Wypadek chwilowo odciągnął jego uwagę od negatywnych emocji. Chciało mu się palić. Nie bronił się, gdy któryś z gości złapał go pod ramiona i podniósł.
- Dlatego teraz będę radził sobie sam. - Postanowił butnie, lecz sam nie radził sobie nawet z utrzymaniem się w pionie, gdy wciskał twarz w koszulę Rolpha. Zdawał się zupełnie nie zauważać, że nowy kolega spiął się od tej czułości, bo i coś innego znaczyła ręka, która znalazła drogę do pleców i pogładziła je, jakby Charlie był najlepszym przyjacielem. A może to Rodolphus stał się najlepszym przyjacielem Charlesa? Młody Mulciber nie miał wielu znajomych w Londynie. Mało kto okazywał mu tyle czułości, której tak był spragniony!
Charles wydał z siebie ni to pomruk, ni to jęk, gdy Rolph dalej mówił tak miłe słowa i tak dzielnie chciał ratować go przed podsłuchującymi drabami. Co prawda Charles nie miał o tym pojęcia, że jego interesy są w niebezpieczeństwie, ale czy miało to jakieś znaczenie? Żadnego. Oparłszy się o kolegę, Charlie nie spodziewał się, że ten tak szybko się aportuje do innego miejsca. Tylko to mogła znaczyć ta nagła zmiana położenia, nagły ból zwiastujący rozszczepienie, nagły... Widok lamp sufitowych, i to od dołu? Charlie nie pojął od razu, że nie była to wina nieudanego mignięcia, a działanie wypitej na początku wieczoru tequili, która skutecznie zmiękczyła mu kolana. Stracił równowagę, spróbował złapać się Rolpha, po czym obaj zostali powaleni, sprowadzeni do parteru. Rąbnięcie o krawędź stolika zostawi na ramieniu siniaka, ale przecież nic wielkiego się nie stało.
- Rolph? - Zawołał kolegę, starając się podnieść, lecz podłoga... Cóż, chyba ktoś musiał rzucić na nią zaklęcie magnetyczne! Podniesienie się do siadu tak dużo go kosztowało! - Rolph, upadłem.
Wypadek chwilowo odciągnął jego uwagę od negatywnych emocji. Chciało mu się palić. Nie bronił się, gdy któryś z gości złapał go pod ramiona i podniósł.