14.01.2023, 21:36 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.01.2023, 21:53 przez Fergus Ollivander.)
Lepsza meduza z mieczem, aniżeli różdżką. Samą przemocą wiele by nie zdziałała, co innego z magią. A jeśli na dodatek byłaby na tyle inteligentna, by wyuczyć się zaklęć, wróżyło to niemałe kłopoty. Meduzy w ogóle się rozmnażały? W sumie chyba jakoś musiały, skoro było ich aż tyle. Co, jeśli powstałaby cała armia myślących parzydełek? Nie dość, że rzucałyby czary, to jeszcze paraliżowały swoje ofiary. Wizja świata gorsza niż pod władaniem Śmierciożerców. Czemu nikt wcześniej na to nie wpadł?
- Zaufam ci na słowo – stwierdził, bo sam nie potrafiłby tego dokonać. Był raczej słabym obserwatorem w kwestii magicznych stworzeń. A to dziwne, biorąc pod uwagę, że potrzebował ich do swojej pracy. Lepiej znał się na roślinach, zwłaszcza tych hodowanych pod eliksiry, a to za sprawą swojej matki. Inna kwestia, że wiecznie wysadzał kociołki albo psuł mikstury, tworząc coś bezużytecznego. Teoria zdawała się o wiele łatwiejszą dziedziną. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej był przekonany o tym, że chyba wypadałoby coś w końcu z tym zrobić. Długo nie pociągnie, opierając się na umiejętnościach innych osób.
Nadal lekko zaniepokojony po swoim niedoszłym upadku zatrzymał się bez słowa sprzeciwu. Wolał się nie wychylać i tym samym nie niszczyć ewentualnych śladów, skoro Regina najwyraźniej coś dostrzegła. Może to okropne uczucie skręcające mu żołądek nie brało się znikąd i z tym rezerwatem naprawdę było coś nie tak? Cofnął się o krok, dostrzegając, że Rowle znalazła w liściach jakiś przedmiot, a coś zachrzęściło mu pod nogami. Po raz kolejny prawie się potknął, tym razem jednak utrzymał równowagę. Poleciałby w tył, gdyby tak się nie stało. Spojrzał w dół na tę nieszczęsną gałąź, która najwyraźniej się na niego uwzięła.
Odkryj wiadomość pozafabularną
Z tym, że wcale nią nie była. Aż go zemdliło na widok wystającej spod zaschniętych liści żółtawej kości. Była ludzka? Niekoniecznie, zbyt długa i przez to jeszcze bardziej niepokojąca. Wpatrywał się w nią z niemrawą miną, nie wiedząc, co zrobić. W gardle czuł obrzydliwą gulę, która uniemożliwiała mu odezwanie się do Reginy do momentu, aż pojawiła się przy nim. Spojrzał na nią, aż utkwił wzrok w tym, co trzymała w rękach. Kawałek rogu. Służył za składnik niektórych eliksirów, ale zazwyczaj był wtedy w lepszym stanie, odpowiednio przechowywany. Ten wyglądał jak… wygrzebany z kupy liści.
- Niespecjalnie – mruknął, wskazując dłonią na swoje znalezisko. – Co tu się, do cholery, stało? – zapytał jeszcze, wciąż nieufny wobec otoczenia. Zwierzęta umierały, to było całkiem naturalne, ale zwykle znajdowały do tego ustronniejsze miejsce w gęstwinie. Nie to, gdzie drzewa rosły rzadziej, zwiastując jakąś polanę lub koniec lasu. – Czy ja dobrze myślę, że coś zaatakowało jednorożca? – spytał, ponownie kierując wzrok na róg w dłoni olbrzymki. Czy ta kość należała do konia? Nie był pewien, ale istniała taka możliwość. Równie dobrze mogła być własnością innego zwierzęcia, nie jemu to oceniać.
- Zaufam ci na słowo – stwierdził, bo sam nie potrafiłby tego dokonać. Był raczej słabym obserwatorem w kwestii magicznych stworzeń. A to dziwne, biorąc pod uwagę, że potrzebował ich do swojej pracy. Lepiej znał się na roślinach, zwłaszcza tych hodowanych pod eliksiry, a to za sprawą swojej matki. Inna kwestia, że wiecznie wysadzał kociołki albo psuł mikstury, tworząc coś bezużytecznego. Teoria zdawała się o wiele łatwiejszą dziedziną. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej był przekonany o tym, że chyba wypadałoby coś w końcu z tym zrobić. Długo nie pociągnie, opierając się na umiejętnościach innych osób.
Nadal lekko zaniepokojony po swoim niedoszłym upadku zatrzymał się bez słowa sprzeciwu. Wolał się nie wychylać i tym samym nie niszczyć ewentualnych śladów, skoro Regina najwyraźniej coś dostrzegła. Może to okropne uczucie skręcające mu żołądek nie brało się znikąd i z tym rezerwatem naprawdę było coś nie tak? Cofnął się o krok, dostrzegając, że Rowle znalazła w liściach jakiś przedmiot, a coś zachrzęściło mu pod nogami. Po raz kolejny prawie się potknął, tym razem jednak utrzymał równowagę. Poleciałby w tył, gdyby tak się nie stało. Spojrzał w dół na tę nieszczęsną gałąź, która najwyraźniej się na niego uwzięła.
Rzut N 1d100 - 65
Sukces!
Sukces!
rzut na percepcję
Z tym, że wcale nią nie była. Aż go zemdliło na widok wystającej spod zaschniętych liści żółtawej kości. Była ludzka? Niekoniecznie, zbyt długa i przez to jeszcze bardziej niepokojąca. Wpatrywał się w nią z niemrawą miną, nie wiedząc, co zrobić. W gardle czuł obrzydliwą gulę, która uniemożliwiała mu odezwanie się do Reginy do momentu, aż pojawiła się przy nim. Spojrzał na nią, aż utkwił wzrok w tym, co trzymała w rękach. Kawałek rogu. Służył za składnik niektórych eliksirów, ale zazwyczaj był wtedy w lepszym stanie, odpowiednio przechowywany. Ten wyglądał jak… wygrzebany z kupy liści.
- Niespecjalnie – mruknął, wskazując dłonią na swoje znalezisko. – Co tu się, do cholery, stało? – zapytał jeszcze, wciąż nieufny wobec otoczenia. Zwierzęta umierały, to było całkiem naturalne, ale zwykle znajdowały do tego ustronniejsze miejsce w gęstwinie. Nie to, gdzie drzewa rosły rzadziej, zwiastując jakąś polanę lub koniec lasu. – Czy ja dobrze myślę, że coś zaatakowało jednorożca? – spytał, ponownie kierując wzrok na róg w dłoni olbrzymki. Czy ta kość należała do konia? Nie był pewien, ale istniała taka możliwość. Równie dobrze mogła być własnością innego zwierzęcia, nie jemu to oceniać.