Jessie nie raz słyszał w pracy rozmowy, przeprowadzane między sobą przez gobliny. Nie raz również w takich rozmowach uczestniczył. Różnice między czarodziejami i goblinami były spore, ci drudzy nosili również w sobie żal do tych pierwszych i gdy tak się tego słuchało, i to nie z podręczników czy plotek, a z ust samych "poszkodowanych", aż dziw brał, jak te dwie rasy zdołały dojść do porozumienia, które pozwoliło im na wspólną pracę. Kwestia własności była głównym tematem, który rozpoczynał między pracownikami Gringotta wiele sprzeczek, ponieważ niejeden depozyt klientów był wytworem goblińskich rąk i gobliny czasami nie potrafiły utrzymać języka za zębami, przez co niejeden czarodziej opuścił bank z zepsutym humorem, ponieważ został przez któregoś z pracowników nazwany "złodziejem". Na szczęście do tej pory udawało się jakoś załagodzić sytuację, by bank nie stracił wszystkich swoich klientów.
-Mhm - mruknął, zdając sobie sprawę, że pomysł założenia mugolskiego konta musiał wyjść od jego ojca. -Uwierz mi, oni nie ufają ci równie mocno.
Wszystkie zabezpieczenia, strzegące skrytek w podziemiach banku Gringotta, mówiły same za siebie.
Jessie zmrużył oczy, dostrzegając zbliżających się do nich czarodziejów, którzy, sądząc po ich stanie, dobrze się tego wieczoru bawili. Nie byli jeszcze tak okropnym stanie upojenia, by przebywanie obok nich wywoływało obrzydzenie albo mogło zwiastować kłopoty, ale zdecydowanie kilka kolejek ognistej było już za nimi. I kiedy jeden z nich tak bezceremonialnie chwycił Charlotte za ramię, Jessiemu brew drgnęła i chciał już gościa odepchnąć, kiedy jego następne słowa wzbudziły zainteresowanie jego mamy i kobieta ujęła jego ramię.
Aurora? Jaka Aurora? Patricia? Harold? Siedmiopiętrowy tort? Co tu się odwalało? Czyżby mama mu o czymś nie powiedziała, gdy umawiali się na wyjście? Nie, nie byłaby taka zaskoczona.
No dobrze, mama dała się im wciągnąć. Ciekawe, czy w ogóle wiedziała, kim jest ta cała Aurora... No ale skoro chciała tam iść, to trzeba było ją pilnować. Oczywiście, Jasper nigdy by nie podejrzewał, że Charlotte zrobiłaby coś głupiego, gdyby spuścić ją z oczu, ale mogłaby zrobić coś głupiego, gdyby spuścić ją z oczu.
-Patricii byłoby przykro, gdybyśmy tak wzgardzili wybranym przez nią tortem - no co miał zrobić? Zepsuć mamie zabawę, odciągając ją od imprezy?
-Ha! Tak jest, młody! - obok niego pojawił się drugi szczęśliwy czarodziej, ścisnął go mocno ramieniem i potargał mu fryzurę. -A po torcie strzelimy sobie jeszcze kolejeczkę!