27.08.2024, 20:40 ✶
Nie przyznałby się do tego, ale na sekundę wprawiła go w konsternację. Następnie w zaskoczenie. Zaś potem przyprawiła o przekorny uśmieszek i towarzyszące temu parsknięcie.
- Imponujące oddanie - stwierdził Ambroise, po czym chrząknął - Il Mostro Italiano - znów przykrył to kaszlo-chrząknięciem, jak gdyby nigdy nic. Nie miał pojęcia jakim przezwiskiem obdarzyli go stażyści (miał nadzieję, że chociaż równie śmiesznym), ale Bulstrode mogła pochwalić się całkiem zabawnym określeniem. Nawet jeśli nie zgadzał się z tym, żeby była przesadnym potworem. Niewątpliwie szanował jej oddanie pracy i utrzymaniu porządku tam, gdzie należało. Tym bardziej, że dzięki temu miała okazję uczestniczyć w wielu interesujących wydarzeniach, dzieląc się doświadczeniami.
Przez całą opowieść wpatrywał się w nią z zainteresowaniem, doskonale wyczuwając, że raczej nie potrzebowała komentarzy z jego strony. Odezwał się dopiero wtedy, kiedy nadeszła na to pora i powrócili do bieżących problemów.
- Przedtem warto złapać jedną czy dwie do badań. To też pokonało naszych drogich stażystów - nieznacznie potrząsnął głową - bo musisz wiedzieć, moja droga Flo, że te naszprycowane eliksirami rzekotki są zrozumiale bardziej wrażliwe na urazy mechaniczne. Złapiesz taką zbyt mocno i puf! trzymasz w ręce skrzek puf! ścigasz sto nowych żab. Rozumiesz, że chciałbym wiedzieć, co dostała matka prażaba - nie pytał. Wiedział, że od czasu do czasu dzielili naukową ciekawość.
Prócz tego trzeba było wiedzieć, co zrobić z problemem pomnażania nowych płazów z tych zabitych. Kiedy ostatnio słyszał jakieś wieści, ktoś miał zamiar skontaktować się z odpowiednimi służbami porządkowymi. Jak widać, tych nadal nie było, więc albo to nie doszło do skutku, albo nikt tam nie uznał ich problemów za priorytet. Czyli standardowo. Ambroise byłby zdziwiony, gdyby od razu zażegnano problem. W tym wypadku, skoro żaby nadal opanowywały szpital, niespecjalnie żałował swojego braku zaangażowania. Sami pracownicy urazów magizoologicznych mieli związane ręce. Co powinni zrobić inni uzdrowiciele? To było całkiem bezcelowe, jeśli nie mieli otrzymać rychłego wsparcia. Pozostawało starać się omijać plaży i robić co innego.
Skoro mógł zająć się innym kłopotem, zamierzał to zrobić. Kto wie, może pnącza były mięsożerne i mogliby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu dzięki rzucaniu w nie żabami. To byłoby tak dobre, że aż niemal nieprawdopodobne. Mimo to nie tracił zapału. Z wewnętrznym entuzjazmem podszedł do badania pierwszych roślin powstałych z klątwy. Przesuwając różdżką niemal nie zwrócił uwagi na zadawane mu pytanie.
- Widzisz, nie używam ani odrobiny magii poza tą naturalnie emitowaną przez różdżkę a one i tak za nią podążają. Spójrz na sposób w jaki obracają płatki. Są bardzo wrażliwe na strzępki czarów. Nawet jak na to, skąd powstały - odpowiedzia. Cały czas nie odrywał wzroku od ławki. Dawno nie widział, żeby coś tak bardzo… musiał znaleźć odpowiednie określenie. - Łaszą się do różdżki.
To był bardzo wieloraki znak. Nie wiedział jak powinien go odbierać. Im dłużej testował rośliny, tym więcej reagowało. Po chwili każde źdźbło trawy i każdy kwiatek dosłownie tańcowały za różdżką.
- Weźmy pod uwagę kilka opcji zanim zaczniemy coś robić - spojrzał na Florence. Upewniał się, że ma pełne zainteresowanie. - Logiczne, że wyrosły przed pnączami. Skoro miał zieloną rękę to ławka nie była wyjątkiem. Pytanie czemu te tutaj są łagodne a tamte chcą kogoś udusić - zamyślił się, bo to nie był wytwór przypadku. Koleżanka zapewne potwierdziłaby taki wniosek, ale nie czuł potrzeby, żeby się tym dzielić.
- Pnącza stały się pnączami, bo używałaś magii, żeby pozbyć się klątwy. To była forma samoobrony. Naładowałaś rośliny magią, więc stały się mniej przewidywalne i mocniejsze. Te tutaj mogą zrobić to samo. Dlatego nie użyjemy więcej magii. Jak zwykłe rośliny, niepodlewane wodą czy w tym wypadku zaklęciem umrą same z siebie - sam sobie przytaknął, ale zaraz kontynuował. W żadnym razie nie powinni spocząć na laurach. Najprostsze założenia mogły być omylne.
- Albo te tutaj też były pnączami, ale zdjęcie klątwy zadziałało i skutki zaczynają cofać się od tych najstarszych do najświeższych. Pnącza w gabinecie były później, więc mogły zmienić się i złagodzić chwilę temu. Albo za chwilę. Ogólnie to znaczy, że mogą mieć przyspieszony cykl rozwojowy. A wtedy poczekamy, nie podlejemy ich, same zginą. Albo pozbywamy się logiki i zakładamy, że wyrosły po pnączach, bo wszystkie statystyki poszły obronę klątwy, w pnącza w gabinecie. Te tutaj nie miały szansy na rozwój. Klątwa została zdjęta. To by znaczyło, że nie są groźne. Nie zostało im wiele, próbują łykać resztki magii z różdżki, więc zaraz same znikną albo będą bardzo łatwe do sprzątnięcia, gdy pozbędziemy się tych tam - stwierdził, przez ten cały czas mówiąc bardzo szybko i nie zastanawiając się nad tym czy brzmi zrozumiale. Głównie wypowiadał na głos to co myślał, próbując poukładać to sobie w głowie.
- Nie sądzę, żeby były niebezpieczne, ale nie warto ryzykować. Pod wpływem magii mogą się rozrosnąć i zmienić w to samo co w gabinecie. Albo po sprzątnięciu tamtych mogą dostać magicznego kopa. Nie wiemy jak są połączone. Poza tym są za ładne. Ktoś może na tym usiąść i pożałować. Na moje oko, trzeba je wstępnie odgrodzić. Bez użycia magii. Zaryzykujemy i najpierw zajmiemy się gabinetem, później tym tutaj. Zgoda?
Pytanie było tylko formalnością, ponieważ mieli do czynienia z gabinetem Florence. Gdyby nie to, pewnie nawet wolałby poradzić jej pozostanie na zewnątrz.
- Imponujące oddanie - stwierdził Ambroise, po czym chrząknął - Il Mostro Italiano - znów przykrył to kaszlo-chrząknięciem, jak gdyby nigdy nic. Nie miał pojęcia jakim przezwiskiem obdarzyli go stażyści (miał nadzieję, że chociaż równie śmiesznym), ale Bulstrode mogła pochwalić się całkiem zabawnym określeniem. Nawet jeśli nie zgadzał się z tym, żeby była przesadnym potworem. Niewątpliwie szanował jej oddanie pracy i utrzymaniu porządku tam, gdzie należało. Tym bardziej, że dzięki temu miała okazję uczestniczyć w wielu interesujących wydarzeniach, dzieląc się doświadczeniami.
Przez całą opowieść wpatrywał się w nią z zainteresowaniem, doskonale wyczuwając, że raczej nie potrzebowała komentarzy z jego strony. Odezwał się dopiero wtedy, kiedy nadeszła na to pora i powrócili do bieżących problemów.
- Przedtem warto złapać jedną czy dwie do badań. To też pokonało naszych drogich stażystów - nieznacznie potrząsnął głową - bo musisz wiedzieć, moja droga Flo, że te naszprycowane eliksirami rzekotki są zrozumiale bardziej wrażliwe na urazy mechaniczne. Złapiesz taką zbyt mocno i puf! trzymasz w ręce skrzek puf! ścigasz sto nowych żab. Rozumiesz, że chciałbym wiedzieć, co dostała matka prażaba - nie pytał. Wiedział, że od czasu do czasu dzielili naukową ciekawość.
Prócz tego trzeba było wiedzieć, co zrobić z problemem pomnażania nowych płazów z tych zabitych. Kiedy ostatnio słyszał jakieś wieści, ktoś miał zamiar skontaktować się z odpowiednimi służbami porządkowymi. Jak widać, tych nadal nie było, więc albo to nie doszło do skutku, albo nikt tam nie uznał ich problemów za priorytet. Czyli standardowo. Ambroise byłby zdziwiony, gdyby od razu zażegnano problem. W tym wypadku, skoro żaby nadal opanowywały szpital, niespecjalnie żałował swojego braku zaangażowania. Sami pracownicy urazów magizoologicznych mieli związane ręce. Co powinni zrobić inni uzdrowiciele? To było całkiem bezcelowe, jeśli nie mieli otrzymać rychłego wsparcia. Pozostawało starać się omijać plaży i robić co innego.
Skoro mógł zająć się innym kłopotem, zamierzał to zrobić. Kto wie, może pnącza były mięsożerne i mogliby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu dzięki rzucaniu w nie żabami. To byłoby tak dobre, że aż niemal nieprawdopodobne. Mimo to nie tracił zapału. Z wewnętrznym entuzjazmem podszedł do badania pierwszych roślin powstałych z klątwy. Przesuwając różdżką niemal nie zwrócił uwagi na zadawane mu pytanie.
- Widzisz, nie używam ani odrobiny magii poza tą naturalnie emitowaną przez różdżkę a one i tak za nią podążają. Spójrz na sposób w jaki obracają płatki. Są bardzo wrażliwe na strzępki czarów. Nawet jak na to, skąd powstały - odpowiedzia. Cały czas nie odrywał wzroku od ławki. Dawno nie widział, żeby coś tak bardzo… musiał znaleźć odpowiednie określenie. - Łaszą się do różdżki.
To był bardzo wieloraki znak. Nie wiedział jak powinien go odbierać. Im dłużej testował rośliny, tym więcej reagowało. Po chwili każde źdźbło trawy i każdy kwiatek dosłownie tańcowały za różdżką.
- Weźmy pod uwagę kilka opcji zanim zaczniemy coś robić - spojrzał na Florence. Upewniał się, że ma pełne zainteresowanie. - Logiczne, że wyrosły przed pnączami. Skoro miał zieloną rękę to ławka nie była wyjątkiem. Pytanie czemu te tutaj są łagodne a tamte chcą kogoś udusić - zamyślił się, bo to nie był wytwór przypadku. Koleżanka zapewne potwierdziłaby taki wniosek, ale nie czuł potrzeby, żeby się tym dzielić.
- Pnącza stały się pnączami, bo używałaś magii, żeby pozbyć się klątwy. To była forma samoobrony. Naładowałaś rośliny magią, więc stały się mniej przewidywalne i mocniejsze. Te tutaj mogą zrobić to samo. Dlatego nie użyjemy więcej magii. Jak zwykłe rośliny, niepodlewane wodą czy w tym wypadku zaklęciem umrą same z siebie - sam sobie przytaknął, ale zaraz kontynuował. W żadnym razie nie powinni spocząć na laurach. Najprostsze założenia mogły być omylne.
- Albo te tutaj też były pnączami, ale zdjęcie klątwy zadziałało i skutki zaczynają cofać się od tych najstarszych do najświeższych. Pnącza w gabinecie były później, więc mogły zmienić się i złagodzić chwilę temu. Albo za chwilę. Ogólnie to znaczy, że mogą mieć przyspieszony cykl rozwojowy. A wtedy poczekamy, nie podlejemy ich, same zginą. Albo pozbywamy się logiki i zakładamy, że wyrosły po pnączach, bo wszystkie statystyki poszły obronę klątwy, w pnącza w gabinecie. Te tutaj nie miały szansy na rozwój. Klątwa została zdjęta. To by znaczyło, że nie są groźne. Nie zostało im wiele, próbują łykać resztki magii z różdżki, więc zaraz same znikną albo będą bardzo łatwe do sprzątnięcia, gdy pozbędziemy się tych tam - stwierdził, przez ten cały czas mówiąc bardzo szybko i nie zastanawiając się nad tym czy brzmi zrozumiale. Głównie wypowiadał na głos to co myślał, próbując poukładać to sobie w głowie.
- Nie sądzę, żeby były niebezpieczne, ale nie warto ryzykować. Pod wpływem magii mogą się rozrosnąć i zmienić w to samo co w gabinecie. Albo po sprzątnięciu tamtych mogą dostać magicznego kopa. Nie wiemy jak są połączone. Poza tym są za ładne. Ktoś może na tym usiąść i pożałować. Na moje oko, trzeba je wstępnie odgrodzić. Bez użycia magii. Zaryzykujemy i najpierw zajmiemy się gabinetem, później tym tutaj. Zgoda?
Pytanie było tylko formalnością, ponieważ mieli do czynienia z gabinetem Florence. Gdyby nie to, pewnie nawet wolałby poradzić jej pozostanie na zewnątrz.