27.08.2024, 20:57 ✶
Spodziewał się, że Brenna wyciągnie swoje racje i zacznie się z nim spierać. Ewentualnie stwierdzi, że to tylko wypadek przy pracy, a chwila nieuwagi zdarza się każdemu. Spodziewał się wszystkiego, ale nie tego, że się z nim zgodzi. Tak po prostu. Potrzebował kilku długich sekund, żeby to przetrawić i upewnić się, że dobrze ją usłyszał. Dlaczego tak po prostu przyznała mu rację? Było to co najmniej podejrzane. Przyjrzał się jej nieco podejrzliwie, czekając na kontynuację, która kryłaby w sobie jakieś niewygodne fakty, a gdy tak się nie stało, nieco zgłupiał. Bardziej nawet niż wcześniej. Przez kilka chwil miał ochotę temat pociągnąć dalej, ale ostatecznie zrezygnował. Przecież nie musiała mieć żadnych niecnych, ukrytych celów. Zwłaszcza że w tej konkretnej kwestii miał po prostu rację. Nagle jednak dotarło do niego kolejne, nowe znaczenie jej słów, które mimowolnie zmotywowało go do tego, żeby przerwać tę ciszę.
— Zaraz... będziemy musieli? My...? — rzucił powoli, zastanawiając się, czy dobrze to rozumie. Do tej pory był przekonany, ze jego rola będzie się ograniczała tylko do pomocy medycznej, ale może coś się zmieniło? Co tu dużo mówić. Alkohol, brak snu i przebodźcowanie były naprawdę średnim połączeniem.
— Dokładnie, czasem siedzisz. Ja natomiast praktycznie nigdy nie opuszczam szpitala, ale... niech będzie, że obie sytuacje mają swoje wymagania. Zadowolona? — mówiąc to, posłał jej nieco słaby, ale mimo wszystko uśmiech. Starał się zachować klasyczną dla niego pogodę ducha, co w jej towarzystwie było nieco łatwiejsze niż w domu czy pracy. Towarzystwo bliskich mu osób zdecydowanie pomagało. Nawet wtedy, gdy musiał ich najpierw połatać.
— Jestem przekonany, że nie zapominasz o słodyczach, ale co do reszty. Hm, ujmując to dyplomatycznie, mam podejrzenia, że w natłoku pracy zdarza ci się zagapić. Hmm? — dodał jeszcze, zerkając na nią, ciekaw jak odpowie na to. Wiedział, że przesadne naciskanie w przypadku jej osoby może odbić się czkawką. Zazwyczaj starał się nie przesadzać, ale odrobina procentów dodała mu nieco więcej animuszu. Nie dane mu było jednak sprawdzić, jak daleko mógłby pociągnąć ten temat. Wszystko przez to, że rozmowa przeszła nagle na niego. Może to dobrze, bo gdyby Brenna faktycznie się pogniewała, pogorszyłoby to tylko jego i tak chwiejną już psychikę. Nie, żeby rozmawianie o tym, co wydarzyło się na wyjeździe, miało być jakkolwiek przyjemniejsze.
Przez chwilę się wahał, ale ostatecznie postanowił jej o wszystkim opowiedzieć. Bo przecież mało było osób, którym ufał tak bardzo jak Brennie. Była dla niego niczym starsza siostra i chociaż nie zawsze pochwalał jej działania, to zawsze brał pod uwagę jej zdanie. Naprawdę chciał wierzyć w to, że uda się jej wyciągnąć z całej tej sytuacji więcej niż jemu. Bo chociaż zachowanie Vior nie pozostawiało raczej zbyt dużo miejsca na nadzieję to i tak nie potrafił o niej tak po prostu zapomnieć. Nie zakładał jednak, że wyciągnięcie na powierzchnię tych wspomnień aż tak mocno go zaboli.
Dopiero po chwili dotarło do niego, że Brenna postanowiła go przytulić i chociaż w pierwszym odruchu chciał uciec, a najlepiej zapaść się pod ziemię, to zaraz po tym pojawiło się uczucie ulgi. W jego głowie wciąż panował nieskładny chaos, ale dobrze było wiedzieć, że nie jest w tym sam.
— Ja... naprawdę tak myślisz? — wychrypiał cicho, podciągając przy tym nosem. Oczy wciąż miał mokre od łez, ale teraz pojawiło się w nich coś nowego. Iskierka nadziei. Może nie wszystko było jeszcze stracone?
Jej dalszej wypowiedzi słuchał w ciszy, palce zaciskając nerwowo na kolanach. Świadomość, że ktoś mógł skrzywdzić dziewczynę taką jak Vior była bolesna, a jednocześnie frustrująca. Chciał coś z tym zrobić, ale... tak właściwie to nawet nie wiedział, od czego mógłby zacząć.
— Czyli to nie moja wina... chyba? — zaczął w końcu, próbując jakoś zebrać w głowie wszystkie myśli, które w tej chwili zlewały się w chaotyczną papkę. — Ktoś ją skrzywdził i boi się, że zrobię to samo. Czyli chyba zrobiłem coś nie tak? — przy ostatnim zdaniu dało się wyczuć w jego głosie nutkę bólu, ale i niepewności. — Co ja mam teraz zrobić, Brenn? Ona... to co mówiła, brzmiało, jakby nie chciała mnie już widzieć — głos znowu mu się urwał, a oczy raz jeszcze zaszkliły. Mimowolnie się do niej przytulił, czując, jak znowu zaczyna tracić kontrolę. Jego myśli znowu zalały wspomnienia ich pożegnania w Windermere.
— Zaraz... będziemy musieli? My...? — rzucił powoli, zastanawiając się, czy dobrze to rozumie. Do tej pory był przekonany, ze jego rola będzie się ograniczała tylko do pomocy medycznej, ale może coś się zmieniło? Co tu dużo mówić. Alkohol, brak snu i przebodźcowanie były naprawdę średnim połączeniem.
— Dokładnie, czasem siedzisz. Ja natomiast praktycznie nigdy nie opuszczam szpitala, ale... niech będzie, że obie sytuacje mają swoje wymagania. Zadowolona? — mówiąc to, posłał jej nieco słaby, ale mimo wszystko uśmiech. Starał się zachować klasyczną dla niego pogodę ducha, co w jej towarzystwie było nieco łatwiejsze niż w domu czy pracy. Towarzystwo bliskich mu osób zdecydowanie pomagało. Nawet wtedy, gdy musiał ich najpierw połatać.
— Jestem przekonany, że nie zapominasz o słodyczach, ale co do reszty. Hm, ujmując to dyplomatycznie, mam podejrzenia, że w natłoku pracy zdarza ci się zagapić. Hmm? — dodał jeszcze, zerkając na nią, ciekaw jak odpowie na to. Wiedział, że przesadne naciskanie w przypadku jej osoby może odbić się czkawką. Zazwyczaj starał się nie przesadzać, ale odrobina procentów dodała mu nieco więcej animuszu. Nie dane mu było jednak sprawdzić, jak daleko mógłby pociągnąć ten temat. Wszystko przez to, że rozmowa przeszła nagle na niego. Może to dobrze, bo gdyby Brenna faktycznie się pogniewała, pogorszyłoby to tylko jego i tak chwiejną już psychikę. Nie, żeby rozmawianie o tym, co wydarzyło się na wyjeździe, miało być jakkolwiek przyjemniejsze.
Przez chwilę się wahał, ale ostatecznie postanowił jej o wszystkim opowiedzieć. Bo przecież mało było osób, którym ufał tak bardzo jak Brennie. Była dla niego niczym starsza siostra i chociaż nie zawsze pochwalał jej działania, to zawsze brał pod uwagę jej zdanie. Naprawdę chciał wierzyć w to, że uda się jej wyciągnąć z całej tej sytuacji więcej niż jemu. Bo chociaż zachowanie Vior nie pozostawiało raczej zbyt dużo miejsca na nadzieję to i tak nie potrafił o niej tak po prostu zapomnieć. Nie zakładał jednak, że wyciągnięcie na powierzchnię tych wspomnień aż tak mocno go zaboli.
Dopiero po chwili dotarło do niego, że Brenna postanowiła go przytulić i chociaż w pierwszym odruchu chciał uciec, a najlepiej zapaść się pod ziemię, to zaraz po tym pojawiło się uczucie ulgi. W jego głowie wciąż panował nieskładny chaos, ale dobrze było wiedzieć, że nie jest w tym sam.
— Ja... naprawdę tak myślisz? — wychrypiał cicho, podciągając przy tym nosem. Oczy wciąż miał mokre od łez, ale teraz pojawiło się w nich coś nowego. Iskierka nadziei. Może nie wszystko było jeszcze stracone?
Jej dalszej wypowiedzi słuchał w ciszy, palce zaciskając nerwowo na kolanach. Świadomość, że ktoś mógł skrzywdzić dziewczynę taką jak Vior była bolesna, a jednocześnie frustrująca. Chciał coś z tym zrobić, ale... tak właściwie to nawet nie wiedział, od czego mógłby zacząć.
— Czyli to nie moja wina... chyba? — zaczął w końcu, próbując jakoś zebrać w głowie wszystkie myśli, które w tej chwili zlewały się w chaotyczną papkę. — Ktoś ją skrzywdził i boi się, że zrobię to samo. Czyli chyba zrobiłem coś nie tak? — przy ostatnim zdaniu dało się wyczuć w jego głosie nutkę bólu, ale i niepewności. — Co ja mam teraz zrobić, Brenn? Ona... to co mówiła, brzmiało, jakby nie chciała mnie już widzieć — głos znowu mu się urwał, a oczy raz jeszcze zaszkliły. Mimowolnie się do niej przytulił, czując, jak znowu zaczyna tracić kontrolę. Jego myśli znowu zalały wspomnienia ich pożegnania w Windermere.