Nie było co oszukiwać – wiadomość Rodolphusa, który chciał się dość pilnie spotkać z Victorią, całkiem ją zaskoczyła, bo nie sądziła, że w ogóle będzie chciał. Wydawał się być poruszony, kiedy poprosił ją na to poprzednie spotkanie i jednocześnie jakby ten kontakt z rodziną mu wystarczył na najbliższy miesiąc (i absolutnie nie mogła się mu dziwić, większość Lestrange to byli tacy ludzie trochę oderwani od rzeczywistości, wiecznie zajęci własnymi sprawami). Więc ten list i zaproszenie jej na obiad (kiedy ostatnio odmówił – i nie, nie była absolutnie obrażona) zaskoczyły ją dość mocno, ale czemu miałaby odmówić? Akurat ona całkiem lubiła spotkania z członkami rodziny, każdy z nich miał jakiś swój charakterek, jednych lubiła mniej, drugich bardziej, ale to nadal była rodzina. I wszystkich traktowała właśnie tak, że chciała wiedzieć, co się u nich dzieje. Wysłać jakąś wiadomość, informację, że pamięta, prezent i życzenia urodzinowe, zapytać o zdrowie i tak dalej… Pogłosek o rodzinie nie zostawiała ot tak, wolała zapytać się u źródła co jest grane, żeby wiedzieć, jaką wersję przyjąć, gdy ktoś inny zapyta. O rodzinę się dba – tak została wychowana. I to starała się robić, nawet jeśli ostatnimi czasy jednak bardziej była zajęta swoimi sprawami.
Restauracja zupełnie jej nie przeszkadzała. Sama wolała się nie spotykać we własnym domu w Dolinie Godryka (wciąż nie rozmawiała z matką), a do rezydencji rodowej w Londynie udawała się właściwie tylko, jeśli chciała odwiedzić babcię.
W umówione miejsce przyszła jak zwykle punktualnie. Potrzebowała kilka sekund, by rozejrzeć się po stolikach, kelnerowi powiedziała, że jest umówiona i zaraz zresztą dojrzała charakterystyczną sylwetkę młodszego mężczyzny, do którego się zbliżyła, by na końcu uśmiechnąć się delikatnie. Nie wiedziała na ile chciał zachować konwenanse – czy wstanie się przywitać, by dostać widmowego buziaka w powietrze od najzimniejszej kobiety w kraju, czy jednak wolał ograniczyć się do kiwnięcia głową, obie opcje były dostępne w jej repertuarze.
– Długo czekasz? – zagaiła, widząc napełnioną szklankę stojącą przed Rodolphusem. Zaraz też zajęła swoje miejsce po drugiej stronie stolika, poprawiła czarną sukienkę z koronkami w kształcie roślin, nieco prześwitującą na rękach, torebkę przewiesiła przez oparcie krzesła, a kiedy kelner pojawił się nagle obok, poprosiła na początek o lampkę czerwonego wina. A potem złożyła ze sobą palce dłoni i wpatrzyła te swoje duże, ciemne oczy w kuzyna. – Nie spodziewałam się, że będziesz chciał wspólnie jeść obiad, ale to całkiem miła niespodzianka. Lepiej się czujesz? – lepiej w nawiązaniu do ich ostatniej rozmowy i dylematu, jaki miał, tego związanego z narzeczoną… Albo już byłą narzeczoną.