14.01.2023, 21:53 ✶
Nieczęsto musiał mieć do czynienia z jej poważną wersją. Być może z tego względu, że bardzo rzadko to on inicjował sytuacje niezbyt bezpieczne, narażając na szwank zdrowie i życie osób trzecich. Dobrze, że nie miała pojęcia co kiedyś zrobił razem z Williamem... Fakt faktem nie ucieknie przed tą rozmową. Mógł na nią liczyć w trudnej sytuacji więc winien jej jest bardzo wiele. Nie powinien zaczynać odpracowywać długu wdzięczności poprzez unikanie rozmowy.
- I zapewne pełne dementorów? - westchnął lecz nie oczekiwał odpowiedzi. Nie miał ochoty na żarty a i mimika Brenny dawała jasno do zrozumienia, że im prędzej przejdą do sedna sytuacji tym szybciej będzie miał to za sobą. Niestety ale zdawał sobie sprawę, że wydarzenie w gabinecie zostanie w jego duszy zapisane już na zawsze i nigdy o tym nie zapomni.
- To chociaż usiądźmy. - wskazał ręką kraniec pomostu bo skoro już mają rozmawiać o nieprzyjemnej sytuacji to nie muszą mieć przygnębiającego otoczenia. Widoki były w jego mniemaniu bardzo piękne a i obecność wody umożliwiała ponowną ucieczkę gdyby nagle stchórzył. Usiadł na drewnianej kładce ze stopami skierowanymi w kierunku spokojnej tafli wody. Opierał się o swoją rękę i przez chwilę patrzył na pływający w oddali jacht. To było jego ulubione miejsce do rozmów i tworzenia wspomnień.
- Co mam powiedzieć oprócz tego, co wszyscy wiemy? - zapytał, wzdychając głęboko. - Zostawiłem Fergusa na dwie minuty w obecności artefaktu nad którym rozpocząłem tamtego dnia pracę. Chwilę później usłyszałem jego krzyk i gdy do niego wróciłem to... - nie pamiętał już szczegółów bowiem trauma robiła swoje, eliminowała szczegóły na rzecz wstrząsającej sytuacji.
- ... to szkatułka pożerała jego rękę. - uniósł dłoń do twarzy i na moment zakrył oczy. Potrząsnął głową.
- Znajdowałem się pięć metrów dalej, za drzwiami. To były sekundy... nie mam pojęcia jak to się stało, że go artefakt zaatakował. Nie wiem czy coś robił, coś mówił, może miał przy sobie jakiś inny przedmiot, który mógł wywołać interakcję magiczną... Nie rozmawiałem z nim od tamtego dnia. - omiótł go chłód związany nie tylko z tematem rozmowy, wspomnieniami ale i schnącym kombinezonie.
- Pracowałem cały dzień nad tym artefaktem i był całkowicie uśpiony... - bo zachowywałem procedury bezpieczeństwa, włącznie z narzuceniem na siebie zaklęcia ochronnego... zapominając, że powinien zrobić to samo przy Fergusie. Przyćmiony radością na jego widok zaniedbał ten standardowy obowiązek.
Pomysł utonięcia znów zawitał w jego głowie.
- I zapewne pełne dementorów? - westchnął lecz nie oczekiwał odpowiedzi. Nie miał ochoty na żarty a i mimika Brenny dawała jasno do zrozumienia, że im prędzej przejdą do sedna sytuacji tym szybciej będzie miał to za sobą. Niestety ale zdawał sobie sprawę, że wydarzenie w gabinecie zostanie w jego duszy zapisane już na zawsze i nigdy o tym nie zapomni.
- To chociaż usiądźmy. - wskazał ręką kraniec pomostu bo skoro już mają rozmawiać o nieprzyjemnej sytuacji to nie muszą mieć przygnębiającego otoczenia. Widoki były w jego mniemaniu bardzo piękne a i obecność wody umożliwiała ponowną ucieczkę gdyby nagle stchórzył. Usiadł na drewnianej kładce ze stopami skierowanymi w kierunku spokojnej tafli wody. Opierał się o swoją rękę i przez chwilę patrzył na pływający w oddali jacht. To było jego ulubione miejsce do rozmów i tworzenia wspomnień.
- Co mam powiedzieć oprócz tego, co wszyscy wiemy? - zapytał, wzdychając głęboko. - Zostawiłem Fergusa na dwie minuty w obecności artefaktu nad którym rozpocząłem tamtego dnia pracę. Chwilę później usłyszałem jego krzyk i gdy do niego wróciłem to... - nie pamiętał już szczegółów bowiem trauma robiła swoje, eliminowała szczegóły na rzecz wstrząsającej sytuacji.
- ... to szkatułka pożerała jego rękę. - uniósł dłoń do twarzy i na moment zakrył oczy. Potrząsnął głową.
- Znajdowałem się pięć metrów dalej, za drzwiami. To były sekundy... nie mam pojęcia jak to się stało, że go artefakt zaatakował. Nie wiem czy coś robił, coś mówił, może miał przy sobie jakiś inny przedmiot, który mógł wywołać interakcję magiczną... Nie rozmawiałem z nim od tamtego dnia. - omiótł go chłód związany nie tylko z tematem rozmowy, wspomnieniami ale i schnącym kombinezonie.
- Pracowałem cały dzień nad tym artefaktem i był całkowicie uśpiony... - bo zachowywałem procedury bezpieczeństwa, włącznie z narzuceniem na siebie zaklęcia ochronnego... zapominając, że powinien zrobić to samo przy Fergusie. Przyćmiony radością na jego widok zaniedbał ten standardowy obowiązek.
Pomysł utonięcia znów zawitał w jego głowie.