• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 11 Dalej »
[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé

[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
178cm, ciemne

Esmé Rowle
#14
28.08.2024, 02:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.08.2024, 02:36 przez Esmé Rowle.)  

- W każdym przypadku zachłyśnięcie się może prowadzić do śmierci. - rzucił w odpowiedzi. Nie należało wyprzedzać teraźniejszości lub nawet negować rzeczywistość. Błędy zdarzały się każdemu, w każdej sferze życia, ale stawały się śmiertelnymi dopiero wtedy, gdy... nadchodziła śmierć z ich powodu. Rowle nie należał do osób, które łamałyby sobie głowę z powodu potknięcia. Lekcja jak lekcja - kolejna. Należało przyjąć ją z pokorą, pogodzić się z własną porażką i zadbać, by nie powtórzyła się. A im częściej testowało się wyciągniętą naukę, tym większe istniały szanse, że porażka się powtórzy. Pewnych rzeczy nie dało się uniknąć w życiu, tak po prostu. Można było wypominać sobie, że powinno być się lepszym, że to nie powinno się zdarzyć, ale... to się zdarzyło. Wracanie i wałkowanie tego tematu było zbędnym wysiłkiem. Pokora była odpowiedzią. Opuszczenie głowy, uznanie wydarzeń za przeszłość i tyle, ruszenie dalej.

Niektóre elementy egzystencji Esmé miał aż za bardzo rozgryzione. Znalazł wiele metod, które doskonale rozwiązywały problemy i pozwalały mu brnąć dalej, rozwijać się, dążyć ku... czemuś lepszemu. W żadnym wypadku nie były to uniwersalne metody i Rowle nie zamierzał ich tak określać. Wszystko było jego rozwiązaniami, na jego problemy, które widział poprzez jego światopogląd. Niemniej, dzielił się nimi sporadycznie, często właśnie w ten sposób - wyrzucając je z siebie. Nie po to, aby ktoś je podniósł i uznał za perfekcyjne, a następnie wprowadził do swojego życia. Chodziło tylko i wyłącznie o to, by pokazać alternatywę, by ktoś mógł podnieść jego rozwiązanie i przerobić je na własne - pasujące do jego potrzeb i problemów. Swoisty rodzaj inspiracji, chociaż bardzo naciąganej i, chciałoby się rzec, subtelnej. Niestety, z subtelnością niewiele to wszystko miało wspólnego.

Jasne, nie znała Madame Fontaine i... bardzo dobrze. Esmé nie zamierzał tego zmieniać, nie zamierzał nic opowiadać więcej, bo Nokturn nie był miejscem, w którym dzielono się takimi informacjami. Rzemieślnik mógł być na swój sposób niepasującym elementem w tym mrocznym świecie, ale... to tylko wrażenie. Odnajdował się tutaj wyśmienicie. I chociaż ufał Geraldine, tak nie zamierzał robić dla niej wyjątków, nie zamierzał gadać o osobach, o których nie powinien. Nic więcej, niżeli minimum. Oczywistą zaletą takiego zachowania było to, że dzięki temu oboje pozostawali znacznie bezpieczniejsi.

Nie miał nic przeciwko ckliwym historyjkom o rodzinie, lecz zdecydowanie nie można było oczekiwać od niego zrozumienia w tym temacie. Pozostawał on abstraktem, czymś o czym Esmé sporadycznie śnił, odwiedzając w sennych marach uczucia, jakie dane mu było uświadczyć w najmłodszych latach swego życia. Te iluzoryczne doznania napełniały go tak samo smutkiem, jak i radością. Ale przede wszystkim napełniały go obrzydzeniem, bo należało je skonfrontować z brutalną rzeczywistością. Rodzina nie istniała. Nie dla niego. Była tak prawdziwa, jak prawdziwy był uśmiech Laurenta na jego metaforycznym wybiegu. Wszystko jedynie na pokaz.

Spodziewał się, że Geraldine nie będzie oponować wobec tego, by to on "dowodził". Esmé, wbrew pozorom, nie był głupi i jednocześnie rozumiał, że ta zgoda i przyzwolenie trwało tak długo, jak wszystko było pod kontrolą. Domyślał się, że łowczyni miałaby w głębokim poważaniu słowa Rowle, gdyby sytuacja zaczęła się sypać. A tym bardziej, gdyby znalazł się w zagrożeniu, bo zdążył już zauważyć, że Ger dbała o wszystkich. Ale nie o siebie.

- Nie działaj pochopnie, gdyby wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Nokturn to królestwo pozorów i podchodów. - jedynie taką radę mógł jej dać bez wchodzenia w szczegóły. Posiadanie wybuchowej osobowości było jak proszenie się o kłopoty na Nokturnie. Istniały dziesiątki ludzi, którzy dla samej satysfakcji prowokowaliby taką osobę do momentu, aż tej skończyłyby się nerwy. I to tylko po to, by ujrzeć jak zostaje to wykorzystane przeciwko niej. Na Nokturnie nic nie było tak oczywiste, jak poza nim. A już zdecydowanie nie tak oczywiste, jak pośród gęszczy puszczy czy lasów - bo podejrzewał, że to właśnie w takich terenach Geraldine poluje najczęściej. Tutaj sygnały były często zmyłką, często fałszywym celem tak, jak wzory na skrzydłach motyla.

Motyl nocny. Ileż razy Esmé miał zostać uświadomiony, że jego zwierzę totemiczne nie jest przypadkowe. Nie dało się opisać ciepła, jakie poczuł, gdy Ger zupełnie swobodnie oznajmiła, że będzie się o niego martwić. Nieważne co. Nieważne jaką rozmowę przeprowadzili. Słyszał wiele słów na swój temat. Jedne były mniej przychylne, drugie bardziej. Niektóre wręcz obwieszczały go Bogiem. Mało kiedy odczuwał jednak, że za tymi słowami stoi... to ciepło. I tyle. Nic więcej, żaden podstęp, żadne ukryte własne motywy. Po prostu ciepło, dobro drugiego serca, którym zdawało się, że bezwarunkowo był obdarzany przez łowczynię.

Kąciki jego ust mimowolnie się uniosły, a on oparł swoją głowę o jej, podświadomie przytulając ją mocniej do siebie. Jakże przyjemnym uczuciem było to ciepło. Jakże wspaniałą świadomością była ta, że ktoś się o niego martwi. Tak, co za egoistyczne, wręcz egocentryczne zachowanie. Dało się nazwać je nawet toksycznym, ale Esmé nigdy nie twierdził, że jest osobą dobrą lub zdrową. Koniec końców, jak każdy człowiek, był produktem własnego życia. Był efektem tego, co przytrafiło mu się. Czy można było go za to winić? Jak najbardziej. Czy powinno się go za to winić? Pozostawało to do indywidualnej oceny.

- Mówiono Ci, że masz w swym sercu zbyt wiele miejsca dla innych, a zbyt mało dla siebie? - chociaż mieli taką, a nie inną relację, to nie uważał, że dla Geraldine był kimś... istotnym. Nie uważał, że powinien być dla niej aż tak ważny. Nie odczuwał, że zasługiwał na to, by się nim martwiła, by kładła jego bezpieczeństwo ponad własne nawet w takich momentach. Koniec końców - znali się słabo. Nie, znali się całkiem dobrze, a wiedzieli o sobie mało. Poznali się na sobie, dlatego właśnie tak dobrze dogadywali się, jakby mieli przynajmniej kilka lat znajomości za sobą. Ale... wiedzieli mało. Esmé był świadom, że Ger tak naprawdę nic o nim nie wie. Wie jaką jest osobą dla niej, wie że zajmuje się rzemiosłem i pewnie tyle. Nie wiedziała nic na temat jego problemów, przeszłości, a nawet teraźniejszość była dla niej mglista. Czy robił to z premedytacją? Nie, w żadnym wypadku. Rowle, tak po prostu, nie uważał siebie za kogoś istotnego. Nie uważał, że on, jako osoba, jest ważny. Liczyło się jego rzemiosło, liczył się jego światopogląd, ale nic więcej.

Trwali w uścisku dobrą chwilę. On po prostu dla niej był, zatem to ona decydowała kiedy "wystarczy". Nie trzymał jej na siłę, czując jak oddala się, powoli rozluźnił uścisk, powstrzymując się od prychnięcia śmiechem. Czemu? Teraz dosłownie czuł jak ciepło z niego ucieka, jak jego ciało zostało zagrzane od drugiego ciała, które odsunęło się i... chłód znów wracał. Czy to emocje imitowały naturę, czy natura emocje? Banalna, głupia zagadka.

- I ja również dziękuję. - nie tłumaczył dlaczego dziękuje, a nawet zapytany raczej przemilczałby ten temat, by nie rozgadywać się o sobie. Zresztą - i tak nie mógł. Nie w pełni. Jeżeli miał mówić półprawdę, to wolał nie mówić wcale. Zsunął tyłek z lady, stukając półbutami o drewnianą podłogę, gdy na niej wylądował. Zaraz odwrócił się twarzą w stronę Ger i wystawił ku niej rękę - jakby zapraszał ją do tańca, a było to jedynie karykaturalnie grzecznościowym gestem, mającym ułatwić jej "zejście na ziemię". Oczywiście nie potrzebowała tego, bo nie siedzieli wcale tak wysoko, a nawet jeżeli, to skoro Rowle sobie poradził, to tym bardziej ona. Ale kaletnik lubił czasem korzystać z kultury jak z żartu. Wiedział też, że takie zachowania, nawet jeżeli nie dodawały mu powagi, to dodawały mu czaru, dodawały jego osobie... czegoś. Czegoś, co lubił, czegoś przez co czuł się "personą", a nie byle osobą. A przecież było to to samo.

Niezależnie czy Ger skorzystała z jego pomocy, czy nie - zaraz nadeszła przykra dla Beksy chwila, w której został pochwycony w powietrzu i wciśnięty na siłę do klatki. Obserwatorzy mogliby być pod wrażeniem zręczności rzemieślnika, bo smoczoognik zdecydowanie należał do żwawych zwierzątek, ale tak naprawdę nie było tutaj niczego ze zręczności. Wszystko polegało na znajomości tej skrzydlatej jaszczurki. Doskonale znał jej tempo, jej nawyki, jej powietrzne trasy we własnej pracowni. Z zamkniętymi oczyma, posługując się wyłącznie słuchem byłby w stanie pewnie złapać Beksę w locie. Ekhem, a przynajmniej tak mu się wydawało. Tak czy inaczej - jego wierny towarzysz musiał zostać w pracowni, w klatce, którą zaraz Esmé przykrył całkiem grubą skórą, ubezpieczając otoczenie od przypadkowych iskier z ogona smoczoognika.

Na szybko zgarnął półelegancką marynarkę, którą wrzucił na siebie, by zaraz w jej kieszeniach ukryć papierośnicę i zapalniczkę. Rozejrzał się po otoczeniu, jakby upewniał się, że wszystko ma, by następnie podejść do lady i zgarnąć z niej mały pęk kluczy. Gotów do wyruszenia podszedł do Geraldine i wysunął ramię, jakby proponując jej oparcie - zupełnie jakby byli parą lub nawet małżeństwem idącym pod rękę. To od niej zależało czy to było zbyt wiele, czy nie. Co za tym gestem krył Rowle? Oh, w tym tkwiła najpewniej magia jego osobowości, bo było to oczywiście nieoczywiste.

W ten lub inny sposób w końcu opuścili pracownię, którą Esmé naturalnie zamknął na wszystkie spusty, by nikt niczego nie wyniósł. Naprawdę rzadko opuszczał ją za dnia, toteż czuł swoisty niepokój. Większy, niżeli wychodząc nocą, a przecież to mrok Nokturnu budził najwięcej strachu. Nieśpiesznym krokiem kierował ich duet w głąb Nokturnu, w coraz bardziej podejrzane uliczki, dziwne przejścia i wątpliwe budynki. Z nadzwyczajnym spokojem kierował się gdzieś, w jakimś kierunku, mijając szemranych typów jak gdyby nigdy nic. Jakby był zupełnie nietykalny. Gra pozorów, czyż nie? Jego ciemne spojrzenie pozostawało beznamiętne, ale skupione, by ewentualne zagrożenie nie pozostało niewykryte. Tak, czuł się odpowiedzialny za Ger i chociaż może w wypatrywaniu niebezpieczeństwa był gorszy, to czuł, że powinien być lepszy. Tylko tutaj, tylko w jego naturalnym środowisku.

Pośród jednej z wąskich, naprawdę wąskich uliczek zasiadał... ktoś. Na zwyczajnym taboreciku, jakby czegoś pilnował, a przecież alejka nie posiadała żadnych drzwi, ani żadnego wejścia od tej strony. Esmé spokojnie podszedł do mężczyzny, który uniósł głowę w jego kierunku, błyszcząc błękitnymi, zamglonymi oczyma. Jegomość miał pewnie coś między czterdzieści, a pięćdziesiąt lat, ubrany zupełnie nieszczególnie, nijako, mając nawet sporej wielkości dziurę na wysokości kolana w swych spodniach. Uśmiechnął się, obnażając pożółkłe, niepełne uzębienie.

"Pan Rowle, jakże mi miło."

- Zgodnie z obietnicą wróciłem, by wyrównać rachunek. - odpowiedział kaletnik, na co mina drugiego mężczyzny natychmiast zrzedła. - Spokojnie, jestem tylko ciekaw czy wiesz coś o Thoranie Yaxley. - mężczyzna przysłuchiwał się, zwężając swe spojrzenie, oczekując swego rodzaju podstępu ze strony rzemieślnika lecz... nagle otworzył szeroko oczy, podrywając się z taboretu. Otworzył usta, złapał się za głowę i... usiadł zaraz znów, będąc widocznie skonfundowanym. - Czyli wiesz. Podziel się co wiesz i jesteśmy kwita. Piękny układ, czyż nie? - chociaż twarz Rowle nie zmieniła wyrazu, tak w tonie jego głosu dało się wyczuć zadowolenie... a może szyderę?

"Jak zawsze. Kurewsko piękny."

Mężczyzna zaczął opowiadać dosyć nijaką historię na temat Thorana - że kiedyś uciekał przed kimś i wpadł na niego, a później przepraszał nieustannie, aż w końcu goniący go ludzie zjawili się, a wtedy Thoran rozpłynął się w powietrzu. Poszukujący Thorana uznali, że mężczyzna go ukrył jakoś i chcieli go obić, ale ostatecznie ten wygadał się jakoś z tej sytuacji. Esmé nagle zapytał czy ten jest w stanie powiedzieć mu coś "ekstra". Mężczyzna długo kręcił nosem, aż w końcu wyburczał, że zapomniał o tym całym Thoranie zupełnie i dopiero przypomniał sobie, gdy teraz został o niego zapytany.

Spotkań podobnych do tego było więcej. Kaletnik odwiedzał różne uliczki, ale też wchodził nawet do różnego rodzaju domów, zazwyczaj nie zagłębiając się dalej, niż do korytarza - często znajdującego się w opłakanym stanie, odstraszającego od dalszej eksploracji budynku. Kolejne osoby, kolejne historie o Thoranie, które zdawały się nie mieć żadnego wspólnego punktu. Żadnych szczegółów, a większość nie potrafiła nawet powiedzieć z kiedy są te wspomnienia. Zaskakującym było jednak to, że każda, ale to każda zapytana przez Esmé osoba coś o Thoranie wiedziała. I zdawała się być mocno zaskoczona pytaniem o właśnie tego "człowieka". Tym bardziej zastanawiającym był fakt, że widok Geraldine budził w spotkanych osobach mieszane uczucia - jedni nie chcieli rozmawiać wcale, jedni byli sceptycznie nastawieni, jednym nie sprawiało to problemu. Większość jednak zdawała się rozpoznawać łowczynię - mniej lub bardziej, chociaż nikt jej nie zagadywał, gdyż takie próby były natychmiast ucinane przez Rowle, który upominał, że to z nim rozmawiają. I tyle. I nawet rozpoznanie Geraldine jako słynnej łowczyni z rodziny Yaxley nie sprawiało, że przypominali sobie o Thoranie. O Thoranie przypominali sobie... gdy zapytał o niego Esmé.

Ale nie tylko przez niego sobie przypominali. Im dłużej spacerowali po Nokturnie, tym więcej plotek się roznosiło, że ten zdziwaczały kaletnik pyta o Thorana z jakiegoś powodu. Coraz częściej imię "Thoran" pojawiało się zanim zdążył wypowiedzieć je Esmé. Jedna z pań, najpewniej wątpliwych obyczajów, przywitała kaletnika słowami "niech zgadnę, interesuje cię ta szuja Thoran, nie?". Rowle wypytał ją o szczegóły, by dowiedzieć się, że przypomniała sobie o nim dopiero wtedy, gdy ktoś jej powiedział, że rzemieślnik włóczy się z Yaxleyową po ulicach i o niego pyta. Historie jakie słyszeli były różne - każdy wiedział coś o Thoranie, każdy znał go z nieco innej strony, chociaż prawie każdy od tej złej, od tej która wprowadzała chaos we wszystko i wszystkich. Im dłużej chodzili po ulicach, tym mniej osób chciało rozmawiać, wiedząc z góry, że chodzi o Thorana.

- Nokturn pomocny jak zwykle. - mruknął, spoglądając na Geraldine, gdy wyszli z uliczki i... znów byli naprzeciwko pracowni "Skóra i Kości". - Zrobiliśmy za dużo szumu, dzisiaj niczego więcej się nie dowiemy. - dodał, wyciągając papierośnicę i podsuwając ją w stronę Ger, by się poczęstowała. Zaraz wyciągnął sam szluga, którego wetknął sobie w usta. - Moim zdaniem dowiedzieliśmy się i tak wystarczająco. - uśmiechnął się pod nosem, wyciągnął zapalniczkę, której ogniem uraczył również Geraldine - o ile w ogóle wzięła papierosa. Rozpalił, porządnie zaciągnął się dymem i spokojnym krokiem podszedł do witryny własnego przybytku, by krańcem tyłka zasiąść na murku od niej. - Te wszystkie opowieści... to wszystko bzdura, wiesz? - a skąd on mógł to wiedzieć? Oczywiście że nie wiedział, ale zdawał się być święcie przekonanym, że wie. - Domyślam się, że też zauważyłaś pewien schemat. - oparł głowę o szybę, wpatrując się w Geraldine, mając na twarzy, jak na niego, całkiem zadowolony wyraz. - Ilekroć pojawiło się słowo "Thoran", tyle razy ktoś sobie o nim przypomniał. - uśmiechnął się delikatnie, wystawiając dłoń, by wskazać na... Ger. - Prawie każdy cię rozpoznał, a dopóki nie rozeszła się fama, że wypytuję o Thorana, to nikt sobie o nim nie przypomniał zanim zadałem pytanie. Nikt nie skojarzył, że to może chodzić o niego. Rozumiesz do czego zmierzam? - opuścił dłoń i przeczesał nią swoje włosy, które z jakiegoś powodu wydawały mu się lepkie, brudne. Ah, no tak, spacerował po Nokturnie. - Thoran jest jak zaraza, a my jesteśmy nosicielami tej choroby. Ilekroć kogoś zapytamy o niego, tyle razy ktoś przypomina sobie coś fałszywego i sam zostaje nosicielem. - i na koniec nabrał porządnie dymu do płuc, uśmiechając się pod nosem. Bawiło go, że właściwie... możliwe, że właśnie zaszkodzili sobie i innym. Możliwe, że właśnie ich akcja poszukiwania informacji wprowadziła tylko więcej dezinformacji. Ale w całym tym bałaganie zaczynała pojawiać się jakaś cząstka Prawdy. Oh, Prawdy. Jakże słodkiej, jakże lubianej przez Esmé.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (16012), Geraldine Greengrass-Yaxley (13292)




Wiadomości w tym wątku
[12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 20.07.2024, 20:53
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 24.07.2024, 01:28
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 24.07.2024, 11:29
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 26.07.2024, 03:49
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 26.07.2024, 10:55
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 31.07.2024, 01:37
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 31.07.2024, 11:10
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 04.08.2024, 04:26
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 04.08.2024, 20:24
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Esmé Rowle - 09.08.2024, 03:03
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esme - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.08.2024, 10:06
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 18.08.2024, 16:08
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.08.2024, 21:05
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 28.08.2024, 02:33
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 30.08.2024, 23:42
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 08.09.2024, 02:14
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.09.2024, 11:31
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Esmé Rowle - 27.09.2024, 03:30
RE: [12.08.1972] Sprawy bieżące | Ger & Esmé - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 03.10.2024, 11:43

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa