28.08.2024, 11:35 ✶
Tura do 1.09, godzina 11.00 (rano)
Morpheus nie znajdował się na kamieniu dalszych podpowiedzi – było tylko kilka run, których znaczenie niewiele mu mówiło i które nie dawały odpowiedzi na jego pytania. Wszystkie jego obliczenia wskazywały jednak na konkretne miejsce na terenie kompleksu Stonehange i mógł udać się w tamtą stronę.
Panna Moss widząc, że się przemieszczają, ruszyła za nimi, niby to przypadkiem. Trzymała odległość, nie chcąc może przeszkadzać, a może by nie być z tym pilnowaniem nazbyt ostentacyjną, ale była na tyle blisko, by w razie czego móc interweniować. Morpheus był Niewymownym: tak jak Niewymowni z nikim nie dzielili się swoimi sekretami, tak i inni pracownicy Ministerstwa niekiedy traktowali ich nieufnie. Isaac zaś był historykiem spoza wydziałów i nawet jeśli tutaj zaproszono go do współpracy, podsuwając odpowiednią umowę, Moss musiała pilnować, co robią. Zwłaszcza w obliczu wydarzeń, jakich świadkami w czerwcu stały się te stare kamienie. Ledwo przedwczoraj uwięziono duchy, uwolnione podczas Lithy, które usiłowały doprowadzić ludzi do szaleństwa.
Pozornie miejsce, które wskazywały zapiski z ołtarza, wyglądało zupełnie zwyczajnie.
Ale czy było to dziwne? Gdyby dało się odkryć sekret tego miejsca tak banalnie, zrobiłby to ktoś już dawno. Wiedza Morpheusa podpowiadała zresztą, że pewnie jeśli coś się tu kryło, dostęp do tego był możliwy w Lithę – a i w ostatnich setkach, może tysiącach lat, mógł być w jakiś sposób zablokowany i w tym czasie. Skoro Polanę Ognisk skaził Voldemort, złożenie tu tak wielu ofiar, których duchy znów się pojawiły, mogło skazić kiedyś i to miejsce – nie wiedzieli tego, bo minęło tak wiele czasu.
Morpheus był jednak mężczyzną o ponadprzeciętnej percepcji, i najwyraźniej czy podczas Lithy, czy przed dwoma dniami, stało się tu coś, co pozostawiło drobny świat. Dostrzegł w końcu, że rośliny zdawały się wyrastać w dziwny sposób – że trawa w niektórych miejscach była nieco wyższa niż w innych.
Układały się we wzór słońca i księżyca. Na tyle duży, że dostrzeżenie tego było właściwie niemożliwe, jeśli nie wiedziała się, czego szukać.
Te same znaki Isaac wskazywał mu na kamieniu, jako jedne z symboli Stonehange – tyle że tam były splecione, tutaj zaledwie się do siebie zbliżały. Być może należało to zmienić?
Morpheus nie znajdował się na kamieniu dalszych podpowiedzi – było tylko kilka run, których znaczenie niewiele mu mówiło i które nie dawały odpowiedzi na jego pytania. Wszystkie jego obliczenia wskazywały jednak na konkretne miejsce na terenie kompleksu Stonehange i mógł udać się w tamtą stronę.
Panna Moss widząc, że się przemieszczają, ruszyła za nimi, niby to przypadkiem. Trzymała odległość, nie chcąc może przeszkadzać, a może by nie być z tym pilnowaniem nazbyt ostentacyjną, ale była na tyle blisko, by w razie czego móc interweniować. Morpheus był Niewymownym: tak jak Niewymowni z nikim nie dzielili się swoimi sekretami, tak i inni pracownicy Ministerstwa niekiedy traktowali ich nieufnie. Isaac zaś był historykiem spoza wydziałów i nawet jeśli tutaj zaproszono go do współpracy, podsuwając odpowiednią umowę, Moss musiała pilnować, co robią. Zwłaszcza w obliczu wydarzeń, jakich świadkami w czerwcu stały się te stare kamienie. Ledwo przedwczoraj uwięziono duchy, uwolnione podczas Lithy, które usiłowały doprowadzić ludzi do szaleństwa.
Pozornie miejsce, które wskazywały zapiski z ołtarza, wyglądało zupełnie zwyczajnie.
Ale czy było to dziwne? Gdyby dało się odkryć sekret tego miejsca tak banalnie, zrobiłby to ktoś już dawno. Wiedza Morpheusa podpowiadała zresztą, że pewnie jeśli coś się tu kryło, dostęp do tego był możliwy w Lithę – a i w ostatnich setkach, może tysiącach lat, mógł być w jakiś sposób zablokowany i w tym czasie. Skoro Polanę Ognisk skaził Voldemort, złożenie tu tak wielu ofiar, których duchy znów się pojawiły, mogło skazić kiedyś i to miejsce – nie wiedzieli tego, bo minęło tak wiele czasu.
Morpheus był jednak mężczyzną o ponadprzeciętnej percepcji, i najwyraźniej czy podczas Lithy, czy przed dwoma dniami, stało się tu coś, co pozostawiło drobny świat. Dostrzegł w końcu, że rośliny zdawały się wyrastać w dziwny sposób – że trawa w niektórych miejscach była nieco wyższa niż w innych.
Układały się we wzór słońca i księżyca. Na tyle duży, że dostrzeżenie tego było właściwie niemożliwe, jeśli nie wiedziała się, czego szukać.
Te same znaki Isaac wskazywał mu na kamieniu, jako jedne z symboli Stonehange – tyle że tam były splecione, tutaj zaledwie się do siebie zbliżały. Być może należało to zmienić?