Nic. Standardowa odpowiedź, która w tym punkcie nie ruszyła Laurenta tak, jak powinna go ruszyć. Nie lubił, kiedy ludzie twierdzili, że nic się nie dzieje, kiedy ewidentnie się działo. Przynajmniej jedno "coś" miało miejsce. Dzisiejszego dnia Flynn wziął sobie za punkt honoru nie odpowiadanie na jego pytania, jakikolwiek miał powód - Laurent chciał go o to zapytać, ale miał o to zapytać i... dostać odpowiedź taką jak wcześniej, że no przecież odpowiada. Więc musiałby zagłębić temat. Nie miał na to energii. I to wszystko się toczyło wokół "to po prostu Crow". Nic nie było jednak w jego przypadku "tak po prostu". Złożoność wszystkich elementów, studnia jego uczuć, tworzyła z tego huragan, którego poruszanie się było nieprzewidywalne. A Laurent chciał przewidywać. I przede wszystkim - uczyć się.
- Po prostu ty. - Nawet leciuteńko się uśmiechnął na to stwierdzenie, bo jak prosto nagle było ująć ten huragan, tę studnię, tę pustkę, która była tak nęcąca. Ktoś taki jak Fleamont nie powinien wzbudzać w nim takich odczuć zaufania, bo przeczył wszystkim normom tego, czego potrzebował, czego poszukiwał - oparcia. Na nim nie dało się oprzeć, bo ciągle znikał i uciekał. Dlatego Laurent nie kładł na nim ciężaru tego, co mogłoby upaść wraz z nim. Uczył się tego po każdym spotkaniu - gdzie ten czarnowłosy bożek Nieszczęścia utworzył granicę i na co powinien się mentalnie przygotowywać. - Piękny "po prostu Crowie", jesteś dzisiaj mistrzem w unikaniu odpowiedzi na moje pytania. A "po prostu ja" jest bardzo ładnym oksymoronem. Wiesz, co to "oksymoron"?- Lubił słowa, różne słowa, czasami go zaskakiwał wręcz słowami, które znał. A potem zaskakiwał, że nie znał jakichś bardziej podstawowych. - Przed paroma chwilami zastanawiałem się, czy na pewno dobrze się czujesz. Jak twoja noga? - Chciał przesuwać palcami po jego lokach i rysach twarzy, ale się nie odważył przez te resztki farby, jakie sią tam krzątały przemieszane z zaschniętym potem.
- Obiecałeś mi koncert. Powiedz mi to zdanie, jak posłuchamy kogoś, kto i tak śpiewa gorzej ode mnie w romantycznej scenerii sennego Londynu. - Ujął jego dłoń, tę ranną, i ułożył ją delikatnie między swoimi.