14.01.2023, 22:05 ✶
Może i dla siebie… choć Victoria tak na to nie patrzyła. Raczej uznała, że po prostu chwila rozmowy go trochę rozchmurzy, że sobie wyjaśnią to i owo i wrócą do normalności. Bo Tori nie miała mu jakoś bardzo za złe że wybrał akurat taki żart, który wystraszył jej biednego skrzata – i chyba to w ogóle należało powiedzieć. Ale jak mówić, kiedy drugą strona mówić nie chciała? Nie znali się. To była ta konkluzja – że się nie znali i nie mieli zielonego pojęcia jak na siebie reagować, a z nikąd instrukcji. A to powodowało frustrację, bo ilekroć próbowała, to wychodziło nie tak.
Jak miała więc do tego podejść? Z zapałem i energią, bo ktoś cię odtrąca, choć jedyne co chcesz to jakoś załagodzić nastrój? Nie była taką empatką i altruistką, żeby wypruwać sobie żyły wtedy, kiedy drugą stroną tego ani nie chce ani nie docenia. Więc było jak było. Nastrój siadł no i… no i tyle. Wyglądało że tak właśnie spędzą ze sobą ten wieczór.
Albo i nie, bo Sauriel miał na tyle instynktu zachowawczego, żeby uznać, że skoro nie ma humoru to on wraca do domu. Tyle, że Victoria uważała, że po prostu się nie starał, że mu nie zależało. Że nawet nie chciał nic sensownego z tego ulepić. Że szedł na łatwiznę. Że patrzył – właśnie – tylko na siebie i nie uwzględniał że w tym równaniu na siłę zostanie wciśnięta jeszcze jedna zmienna – ale będzie tam, czy tego chciał czy nie. Ona starała się mu robić jakieś miejsce w swoim poukładanym życiu, brała go pod uwagę, dla niej to nie była tylko zabawa.
– Jak chcesz – westchnęła. No przecież nie będzie go tutaj na siłę trzymać. Miał wolną wolę i mógł robić co tylko chciał. – Ale na tym skończy się ten zakład – znaczy nie będzie żadnego kolejnego odrabiania, nie będzie żadnego dawkowania. Miał dzisiaj cały wieczór na to i po tym jak ten wieczór się zakończy – wg niej kwestia ich zakładu zostanie rozwiązana.
Jak miała więc do tego podejść? Z zapałem i energią, bo ktoś cię odtrąca, choć jedyne co chcesz to jakoś załagodzić nastrój? Nie była taką empatką i altruistką, żeby wypruwać sobie żyły wtedy, kiedy drugą stroną tego ani nie chce ani nie docenia. Więc było jak było. Nastrój siadł no i… no i tyle. Wyglądało że tak właśnie spędzą ze sobą ten wieczór.
Albo i nie, bo Sauriel miał na tyle instynktu zachowawczego, żeby uznać, że skoro nie ma humoru to on wraca do domu. Tyle, że Victoria uważała, że po prostu się nie starał, że mu nie zależało. Że nawet nie chciał nic sensownego z tego ulepić. Że szedł na łatwiznę. Że patrzył – właśnie – tylko na siebie i nie uwzględniał że w tym równaniu na siłę zostanie wciśnięta jeszcze jedna zmienna – ale będzie tam, czy tego chciał czy nie. Ona starała się mu robić jakieś miejsce w swoim poukładanym życiu, brała go pod uwagę, dla niej to nie była tylko zabawa.
– Jak chcesz – westchnęła. No przecież nie będzie go tutaj na siłę trzymać. Miał wolną wolę i mógł robić co tylko chciał. – Ale na tym skończy się ten zakład – znaczy nie będzie żadnego kolejnego odrabiania, nie będzie żadnego dawkowania. Miał dzisiaj cały wieczór na to i po tym jak ten wieczór się zakończy – wg niej kwestia ich zakładu zostanie rozwiązana.