Była zadowolona, że Brenna się z nią zgodziła. Nie lekceważyła jej zdania, mimo, że Rudej nie zawsze wydawało się, że to co mówi ma jakikolwiek sens. Często była pełna obaw, czy jej instynkt jej nie myli. Longbottom jednak nigdy nie ignorowała jej zdania. To było całkiem budujące, że mimo swojego zdecydowanie większego doświadczenia była skora realizować również jej pomysły.
- Mogę poprosić ojca, żeby nad tym popracował, taka miotła to całkiem niezły pomysł, myślę, że przydałoby się to w naszym asortymencie. - Najprostszą opcją wydawało jej się poproszenie taty o pomoc. W końcu nikt nie znał się na miotłach tak jak on. Na pewno znajdzie jakiś sposób, aby nie uszkodzić jej przy pomniejszaniu, czy powiększaniu. Dobrze by było ją mieć zawsze przy sobie. Niestety były miejsca do których nie mogła wejść ze swoim ulubionym środkiem transportu. Ciągłe taszczenie miotły na plecach też nie było szczególnie wygodnie. Niby mogła ją przywołać w każdej chwili, ale to zawsze były minuty, sekundy oczekiwania. Lepiej byłoby mieć ją zawsze pod ręką.
Wood nie usłyszała szlochu, czy płaczu. Niepokoiły ją jedynie kroki, które dochodził gdzieś z dołu. Próbowała zobaczyć coś w ciemności, jednak nie szło jej to najlepiej. Wokół panowała ciemność, pewnie mało kto potrafiłby wypatrzyć ruch w takich warunkach.
Heather zacisnęła mocniej dłoń na różdżce, nadal próbowała zobaczyć coś w ciemności, nie poddawała się. Tym bardziej, że usłyszała kolejne skrzypnięcie dochodzące z dołu schodów. Cóż musiało tam być. Teraz już była tego pewna.
- Coś słyszałam. - Wyszeptała cicho do Brenny.
Cieni wydawały się poruszać na parterze, tylko czy było to w ogóle możliwe. Czy ktoś rzucił na siebie zaklęcie kamuflujące, czy było to coś zupełnie innego, nie miała pojęcia.
Nie zamierzała zwlekać. Postanowiła machnąć różdżką i rozproszyć magię, zobaczyć, czy to jakaś klątwa, czy jeszcze coś innego.
Sukces!
Sukces!