28.08.2024, 20:58 ✶
Lestrange zerknął na Charlesa z ukosa. Czy był aż tak pijany, czy po prostu głupi? Naprawdę wierzył, że byłby w stanie zostawić kompletnie obcą, nawaloną osobę w swoim mieszkaniu? Nawet jeżeli już w nim nie mieszkał?
- Jesteś drugą osobą w całym moim życiu, która pochwaliła wystrój tego wnętrza - z czego jedna nie zrobiła tego wprost, a druga była najebana. Nie żeby go to obchodziło, bo takie właśnie wystroje lubił: surowe, bezosobowe. Całkowicie nierozpraszające i niełapiące kurzu. Nie tak dawno temu miał rozmowę na ten temat z Victorią, która nie potrafiła zrozumieć, jak bardzo nie lubił kurzołapów: mimo że miał do pomocy skrzaty i magię. Nienawidził durnostojek, obojętnie czy były czyste, czy pokryte cieniutką warstewką pyłu.
Nie podziękował, nie odezwał się na ten temat więcej. Miast tego podszedł do barku i sięgnął po odwróconą do góry dnem szklankę. Chwilę obracał ją pod światło świec, żeby upewnić się, że była na pewno czysta. Mimo iż mieszkanie stało puste, to była to kolejna gra: skrzaty miały dbać o nie tak, jakby nadal tu mieszkał. Czasem tu przychodził, udawał że nadal tu urzęduje, gdy zjawiał się jeden z nich i zabierał do sprzątania. Wtedy wychodził i nie musiał już wracać, a potem miał spokój na dłuższy czas. Ważne było jednak to, by sprawić wrażenie, że on tu mieszka. Czyste szklanki, uzupełniana woda w karafce, po którą teraz sięgnął, poprzesuwane książki. Chciał uniknąć niewygodnych pytań - starał się ich unikać tak długo, jak tylko mógł. A przynajmniej dopóki nie znajdzie rozwiązania, które zadowoli zarówno jego, jak i jego rodziców w pewnej... Delikatnej kwestii.
- Napij się - polecił, wracając ze szklanką pełną wody. Widział jednak, że Mulciber nie do końca trzyma pion, więc na razie się nie ruszał, w razie gdyby ten nagle postanowił zaliczyć bliskie spotkanie z ziemią. Albo kanapą. Picie na leżąco to była jedna z tych głupot, które każdy z ludzi kiedykolwiek popełnił - zwykle w czasach dzieciństwa, lecz alkohol potrafił tak mocno ogłupić, że nie zdziwiłby się, gdyby i dorosły próbował to powtórzyć. - Jesteś na coś uczulony? Wolałbym nie teleportować się z tobą w takim stanie do Munga, jeżeli okaże się, że wystąpi jakaś niepożądana reakcja na eliksir.
Wolał dopytać, bo gdyby zjawili się w szpitalu, to na bank rozniosłoby się to po ludziach. A Lestrange starał się unikać zbędnego rozgłosu. Obserwował przy okazji, czy mu się Mulciber nie przekręci albo nie zerzyga przez tą nagłą zmianę pozycji ze stania do siedzenia i rozpłaszczenia się na kanapie. Jak na ten moment wydawało się, że Rodolphus był niezwykle uprzejmym, miłym kolegą, który dbał o innych. I nie wyglądało na to, by planował go zostawiać.
- Jesteś drugą osobą w całym moim życiu, która pochwaliła wystrój tego wnętrza - z czego jedna nie zrobiła tego wprost, a druga była najebana. Nie żeby go to obchodziło, bo takie właśnie wystroje lubił: surowe, bezosobowe. Całkowicie nierozpraszające i niełapiące kurzu. Nie tak dawno temu miał rozmowę na ten temat z Victorią, która nie potrafiła zrozumieć, jak bardzo nie lubił kurzołapów: mimo że miał do pomocy skrzaty i magię. Nienawidził durnostojek, obojętnie czy były czyste, czy pokryte cieniutką warstewką pyłu.
Nie podziękował, nie odezwał się na ten temat więcej. Miast tego podszedł do barku i sięgnął po odwróconą do góry dnem szklankę. Chwilę obracał ją pod światło świec, żeby upewnić się, że była na pewno czysta. Mimo iż mieszkanie stało puste, to była to kolejna gra: skrzaty miały dbać o nie tak, jakby nadal tu mieszkał. Czasem tu przychodził, udawał że nadal tu urzęduje, gdy zjawiał się jeden z nich i zabierał do sprzątania. Wtedy wychodził i nie musiał już wracać, a potem miał spokój na dłuższy czas. Ważne było jednak to, by sprawić wrażenie, że on tu mieszka. Czyste szklanki, uzupełniana woda w karafce, po którą teraz sięgnął, poprzesuwane książki. Chciał uniknąć niewygodnych pytań - starał się ich unikać tak długo, jak tylko mógł. A przynajmniej dopóki nie znajdzie rozwiązania, które zadowoli zarówno jego, jak i jego rodziców w pewnej... Delikatnej kwestii.
- Napij się - polecił, wracając ze szklanką pełną wody. Widział jednak, że Mulciber nie do końca trzyma pion, więc na razie się nie ruszał, w razie gdyby ten nagle postanowił zaliczyć bliskie spotkanie z ziemią. Albo kanapą. Picie na leżąco to była jedna z tych głupot, które każdy z ludzi kiedykolwiek popełnił - zwykle w czasach dzieciństwa, lecz alkohol potrafił tak mocno ogłupić, że nie zdziwiłby się, gdyby i dorosły próbował to powtórzyć. - Jesteś na coś uczulony? Wolałbym nie teleportować się z tobą w takim stanie do Munga, jeżeli okaże się, że wystąpi jakaś niepożądana reakcja na eliksir.
Wolał dopytać, bo gdyby zjawili się w szpitalu, to na bank rozniosłoby się to po ludziach. A Lestrange starał się unikać zbędnego rozgłosu. Obserwował przy okazji, czy mu się Mulciber nie przekręci albo nie zerzyga przez tą nagłą zmianę pozycji ze stania do siedzenia i rozpłaszczenia się na kanapie. Jak na ten moment wydawało się, że Rodolphus był niezwykle uprzejmym, miłym kolegą, który dbał o innych. I nie wyglądało na to, by planował go zostawiać.