28.08.2024, 22:58 ✶
Tu na moment przystanął. Zmarszczył brwi w zamyśleniu i być może w jakimś swojego rodzaju zaskoczeniu. Co prawda był tylko w gabinecie Roberta, a potem minął nawet kilka par drzwi i korytarz, gdy Richard kazał mu wypierdalać, zanim wywali go przez okno, ale nie powiedziałby, że dom Mulciberów był zagracony. Ciemny, ciężki i oblepiający płuca - tak. Ale zagracony? Czy może gabinet Roberta wcale nie znajdował się w jego domu? Nie zdziwiłby się, gdyby Robert tak postąpił: w jakiś sposób zamaskował większą część domu tak, by ukryć jego serce przed wzrokiem Rodolphusa. Z drugiej jednak strony tamtego dnia Lestrange zjawił się w domu nieproszony, przy pomocy świstoklika.
- Nie jestem pewien, czy mówimy o tym samym domu - przyznał w końcu, nieco ostrożnie. - Lecz co prawda nie bywałem tam za często. Raz, tak w zasadzie. Większość interesów z Robertem i Richardem odbywała się w restauracjach. Powinniście pomyśleć o otworzeniu sklepu gdzieś niedaleko.
Zasugerował, chociaż przecież doskonale wiedział, że Robert miał swój sklep na Nokturnie. Ale Nokturn i Podziemne Ścieżki nie bez powodu miały taką a nie inną reputację: nie wiedział, czy Charles został wtajemniczony w ten etap biznesu, więc postanowił po prostu zgrywać niewinnego, bezbronnego klienta, który skupuje u Mulcibera chłam. Znaczy się kadzidła. Prawda była taka, że nigdy by go nie tknął, nawet gdyby od tego zależało jego życie. Wiedział jakie zdolności ma Robert, przez co korzystanie z tych kadzideł byłoby głupotą.
- Wypij go na koniec - odpowiedział dość wymijająco, wyciągając różdżkę. Machnął nią raz i drugi, a potem przeszedł do kuchni. Charles mógł usłyszeć dźwięk otwieranej szafki - oraz dźwięk podnoszącej się szklanki i dziwnej karafki w kształcie globusa ze statkiem w środku, która przechyliła się i zaczęła napełniać bursztynowym płynem. Szklanica napełniła się do połowy i podpłynęła w powietrzu do chłopaka mniej więcej w chwili, w której Lestrange wrócił z fiolką. Pękatą, wypełnioną błękitnym płynem. Nie miała etykiety, ale mieniący się srebrno-niebieski kolor wyglądał bardzo kojąco i oczyszczająco. - Albo jesteś młodszy, albo bardzo ufasz umiejętnościom brata. Ten tutaj eliksir został wytworzony przez jednego z członków mojej rodziny. Pozwala oczyścić organizm z toksyny, którą jest alkohol. Działanie nie jest natychmiastowe, oczywiście, lecz to jest cena za brak nieprzyjemnych skutków ubocznych. Jeżeli wypijesz go przed snem, jutro obudzisz się bez kaca.
Powiedział, ostrożnie odkładając fiolkę na stolik. Usiadł na kanapie obok Mulcibera, lekko obracając ciało w jego stronę. A więc Leonard zajmował się eliksirami. Cóż, Richard nie chwalił się swoimi potomkami - ciekawe dlaczego. Ale Lestrange skutecznie wyłuskiwał kolejne informacje na temat tej rodziny i notował je skrzętnie w pamięci. Pozostawała jeszcze tajemnicza Scarlett, ale tu się nie spieszyło.
- Zamiłowanie do porządku to jedna z rzeczy, która łączy mnie z twoim wujem[b]- wrócił do tematu, lekko wzruszając ramionami. [b]- A przynajmniej tak mi się wydawało. Skoro jednak mówisz, że dom jest ciemny i zagracony... Nie miej oporów, by się tu rozgościć, skoro mieszkanie ci pasuje. W przestrzeniach takich jak ta można prawdziwie odpocząć. Dać sobie czas na przemyślenie pewnych kwestii bez niepotrzebnych rozpraszaczy. Lub też zacząć od nowa.
Cóż, to mieszkanie było świadkiem naprawdę wielu rzeczy. Wielu spisków, wielu kłótni, wielu knowań ale i wielu godzin ciszy, gdy Rodolphus wracał po pracy, siadał na tej właśnie kanapie i po prostu regenerował siły.
- Jeśli potrzebujesz się upić, nie krępuj się. Nie zostawię cię. Chociaż osobiście uważam, że alkohol wyrządza nam zbyt wiele krzywdy i zbyt łatwo wpaść w jego sidła - powiedział jeszcze, chociaż starał się by ton jego głosu nie brzmiał specjalnie oceniająco. - Powoduje, że ludzie mówią i robią rzeczy, których normalnie by nie robili. Na dodatek potrafi trwale spustoszyć organizm.
- Nie jestem pewien, czy mówimy o tym samym domu - przyznał w końcu, nieco ostrożnie. - Lecz co prawda nie bywałem tam za często. Raz, tak w zasadzie. Większość interesów z Robertem i Richardem odbywała się w restauracjach. Powinniście pomyśleć o otworzeniu sklepu gdzieś niedaleko.
Zasugerował, chociaż przecież doskonale wiedział, że Robert miał swój sklep na Nokturnie. Ale Nokturn i Podziemne Ścieżki nie bez powodu miały taką a nie inną reputację: nie wiedział, czy Charles został wtajemniczony w ten etap biznesu, więc postanowił po prostu zgrywać niewinnego, bezbronnego klienta, który skupuje u Mulcibera chłam. Znaczy się kadzidła. Prawda była taka, że nigdy by go nie tknął, nawet gdyby od tego zależało jego życie. Wiedział jakie zdolności ma Robert, przez co korzystanie z tych kadzideł byłoby głupotą.
- Wypij go na koniec - odpowiedział dość wymijająco, wyciągając różdżkę. Machnął nią raz i drugi, a potem przeszedł do kuchni. Charles mógł usłyszeć dźwięk otwieranej szafki - oraz dźwięk podnoszącej się szklanki i dziwnej karafki w kształcie globusa ze statkiem w środku, która przechyliła się i zaczęła napełniać bursztynowym płynem. Szklanica napełniła się do połowy i podpłynęła w powietrzu do chłopaka mniej więcej w chwili, w której Lestrange wrócił z fiolką. Pękatą, wypełnioną błękitnym płynem. Nie miała etykiety, ale mieniący się srebrno-niebieski kolor wyglądał bardzo kojąco i oczyszczająco. - Albo jesteś młodszy, albo bardzo ufasz umiejętnościom brata. Ten tutaj eliksir został wytworzony przez jednego z członków mojej rodziny. Pozwala oczyścić organizm z toksyny, którą jest alkohol. Działanie nie jest natychmiastowe, oczywiście, lecz to jest cena za brak nieprzyjemnych skutków ubocznych. Jeżeli wypijesz go przed snem, jutro obudzisz się bez kaca.
Powiedział, ostrożnie odkładając fiolkę na stolik. Usiadł na kanapie obok Mulcibera, lekko obracając ciało w jego stronę. A więc Leonard zajmował się eliksirami. Cóż, Richard nie chwalił się swoimi potomkami - ciekawe dlaczego. Ale Lestrange skutecznie wyłuskiwał kolejne informacje na temat tej rodziny i notował je skrzętnie w pamięci. Pozostawała jeszcze tajemnicza Scarlett, ale tu się nie spieszyło.
- Zamiłowanie do porządku to jedna z rzeczy, która łączy mnie z twoim wujem[b]- wrócił do tematu, lekko wzruszając ramionami. [b]- A przynajmniej tak mi się wydawało. Skoro jednak mówisz, że dom jest ciemny i zagracony... Nie miej oporów, by się tu rozgościć, skoro mieszkanie ci pasuje. W przestrzeniach takich jak ta można prawdziwie odpocząć. Dać sobie czas na przemyślenie pewnych kwestii bez niepotrzebnych rozpraszaczy. Lub też zacząć od nowa.
Cóż, to mieszkanie było świadkiem naprawdę wielu rzeczy. Wielu spisków, wielu kłótni, wielu knowań ale i wielu godzin ciszy, gdy Rodolphus wracał po pracy, siadał na tej właśnie kanapie i po prostu regenerował siły.
- Jeśli potrzebujesz się upić, nie krępuj się. Nie zostawię cię. Chociaż osobiście uważam, że alkohol wyrządza nam zbyt wiele krzywdy i zbyt łatwo wpaść w jego sidła - powiedział jeszcze, chociaż starał się by ton jego głosu nie brzmiał specjalnie oceniająco. - Powoduje, że ludzie mówią i robią rzeczy, których normalnie by nie robili. Na dodatek potrafi trwale spustoszyć organizm.