29.08.2024, 08:44 ✶
Charlotte krytykowała czasem swoje dzieci - głównie ich wybory modowe albo decyzje o pracy dla goblinów - ale robiła to niezmiernie rzadko. Może wynikało to z tego, że była tak przekonana o własnej doskonałości, że oczywiście zakładała, że jej dzieci też są świetne. A może ze wspomnienia własnej, jakże nieprzyjemnej relacji z matką. Nawet więc jeśli czasem wolałaby, aby Jasper był bardziej samolubny i mniej miły, bo samolubstwo bardzo przydawało się w życiu, nie dzieliła się ta opinią na co dzień.
- Och, masz miał dwanaście pięter. Każde w innym smaku. Oświadczyłam, że nie wyjdę za mąż, jeśli nie dostanę droższego i ładniejszego tortu niż kuzynka Cecylia - powiedziała Charlotte, uśmiechając się do wspomnień. Ustąpili jej w tej sprawie, jak w wielu innych, kompletnie nieświadomi, że Crouchówna wyjść za mąż owszem, planuje, ale za zupełnie innego kandydata. - Bardzo nam wszystkim smakował, a wiesz, jak wybredny jest wujek Anthony.
Specjalnie załatwiła wszystko tak, aby tort dostarczono wcześniej i w inne miejsce. Nie zamierzała stracić radości jedzenia go, a potem resztki wolała rozdać mugolskim bezdomnym niż sprezentować je większości krewnych na weselu, którego nie będzie.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, z zadowoleniem, gdy spróbowała tortu. Był idealny, taki niezbyt słodki, z mocno wyczuwalną nutą czekolady, puchatym biszkoptem, warstwą lukru, w której na pewno nie znalazła się ani odrobina margaryny czy innych tańszych zamienników. No po prostu cudo sztuki cukierniczej, nawet jeśli nie dorównywało tamtemu tortowi sprzed lat, a poza tym za darmo, uczciwa cena.
- Dlaczego mieliby się zorientować? - stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Była pewna, że każdego przekona, że są tutaj legalnie, a nawet jak nie, mogła wskazać winowajcę, że och, ten tam ją tutaj zaciągnął, nie chciała się z nim szarpać, by nie psuć uroczystości, a syn poszedł z nią, by zadbać o jej bezpieczeństwo... - Patricia dziś wyjątkowo pięknie wygląda - powiedziała nieco głośniej, odsuwając się od syna, by zwrócić się do zajadającego się tortem mężczyzny, co ich tu wprowadził. - Suknia Rosierów to był doskonały wybór - stwierdziła. Teraz oczywiście sukni od Rosierów miała w szafie zaledwie parę sztuk, tu jakaś kupiona za zaoszczędzone pieniądze, tam prezent urodzinowy od Tonyego, ale wciąż przeglądała ich katalogi i rozpoznawała projekt. Przy okazji wiedziała, że to oznaczało: są majętnymi ludźmi, ale nie z wpływowego rodu. Kupili gotową suknię, drogą i piękną, ale gdyby pochodzili od takich Malfoyów, szyto by na zamówienie. - Miałam wątpliwości, czy odcień kości słoniowej nie podkreśliłby bardziej jej cery, ale ta złamana biel doskonale komponuje się z oczami.
- Eee... tak - odparł człowiek, który zapewne nie odróżniał więcej niż jednego odcienia bieli. - Ciągle mówiła o tej sukience, odkąd ją pół roku temu wybrała, a jeszcze ta afera z welonem... dobrze, że zdołali go zaszyć, zupełnie bez śladu, ale nie wiem czy wybaczy młodszej siostrze, że go przedwczoraj rozdarła.
- Straszne przeżycia. Cieszę się, że teraz promienieje - odparła Charlotte z udawanym współczuciem, zadowolona z zebranych informacji. - Jessie, skarbie, będą chyba wznosić kolejny toast, chodź po kieliszki... I oczywiście, że ją znam, Patricia, ma młodszą siostrę, sukienkę wybrała pół roku temu, bardzo ją sobie chwali. Od Rosierów, z katalogu wiosennego letniego.
- Och, masz miał dwanaście pięter. Każde w innym smaku. Oświadczyłam, że nie wyjdę za mąż, jeśli nie dostanę droższego i ładniejszego tortu niż kuzynka Cecylia - powiedziała Charlotte, uśmiechając się do wspomnień. Ustąpili jej w tej sprawie, jak w wielu innych, kompletnie nieświadomi, że Crouchówna wyjść za mąż owszem, planuje, ale za zupełnie innego kandydata. - Bardzo nam wszystkim smakował, a wiesz, jak wybredny jest wujek Anthony.
Specjalnie załatwiła wszystko tak, aby tort dostarczono wcześniej i w inne miejsce. Nie zamierzała stracić radości jedzenia go, a potem resztki wolała rozdać mugolskim bezdomnym niż sprezentować je większości krewnych na weselu, którego nie będzie.
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, z zadowoleniem, gdy spróbowała tortu. Był idealny, taki niezbyt słodki, z mocno wyczuwalną nutą czekolady, puchatym biszkoptem, warstwą lukru, w której na pewno nie znalazła się ani odrobina margaryny czy innych tańszych zamienników. No po prostu cudo sztuki cukierniczej, nawet jeśli nie dorównywało tamtemu tortowi sprzed lat, a poza tym za darmo, uczciwa cena.
- Dlaczego mieliby się zorientować? - stwierdziła, wzruszając lekko ramionami. Była pewna, że każdego przekona, że są tutaj legalnie, a nawet jak nie, mogła wskazać winowajcę, że och, ten tam ją tutaj zaciągnął, nie chciała się z nim szarpać, by nie psuć uroczystości, a syn poszedł z nią, by zadbać o jej bezpieczeństwo... - Patricia dziś wyjątkowo pięknie wygląda - powiedziała nieco głośniej, odsuwając się od syna, by zwrócić się do zajadającego się tortem mężczyzny, co ich tu wprowadził. - Suknia Rosierów to był doskonały wybór - stwierdziła. Teraz oczywiście sukni od Rosierów miała w szafie zaledwie parę sztuk, tu jakaś kupiona za zaoszczędzone pieniądze, tam prezent urodzinowy od Tonyego, ale wciąż przeglądała ich katalogi i rozpoznawała projekt. Przy okazji wiedziała, że to oznaczało: są majętnymi ludźmi, ale nie z wpływowego rodu. Kupili gotową suknię, drogą i piękną, ale gdyby pochodzili od takich Malfoyów, szyto by na zamówienie. - Miałam wątpliwości, czy odcień kości słoniowej nie podkreśliłby bardziej jej cery, ale ta złamana biel doskonale komponuje się z oczami.
- Eee... tak - odparł człowiek, który zapewne nie odróżniał więcej niż jednego odcienia bieli. - Ciągle mówiła o tej sukience, odkąd ją pół roku temu wybrała, a jeszcze ta afera z welonem... dobrze, że zdołali go zaszyć, zupełnie bez śladu, ale nie wiem czy wybaczy młodszej siostrze, że go przedwczoraj rozdarła.
- Straszne przeżycia. Cieszę się, że teraz promienieje - odparła Charlotte z udawanym współczuciem, zadowolona z zebranych informacji. - Jessie, skarbie, będą chyba wznosić kolejny toast, chodź po kieliszki... I oczywiście, że ją znam, Patricia, ma młodszą siostrę, sukienkę wybrała pół roku temu, bardzo ją sobie chwali. Od Rosierów, z katalogu wiosennego letniego.