29.08.2024, 10:06 ✶
– Nic nie przeskrobałam! Słowo honoru i z ręką na sercu, nie tym razem, to znaczy byłam z Mav na korytarzu po ciszy nocnej, ale przecież nikt nas nie przyłapał, a poza tym byłam na korytarzu już po tej rozmowie, więc nie mam pojęcia, o co jej chodziło… Może poczuła, że musi dać mi pogadankę tak na wszelki wypadek albo nie wiem, jest jasnowidzem i przewidziała, że będziemy coś knuć? – wyrzuciła z siebie, tak jak bardzo często się jej zdarzało mówiąc dużo i szybko, że przerwy pomiędzy słowami niemal znikały, i ciężko było momentami za wypowiedzianą nadążyć. – Słyszałeś wyrzekania w trakcie lotu? – spytała z nagłym zainteresowaniem, spoglądając na Thomasa uważnie. Opowieści o jego przygodzie rzecz jasna do niej dotarły, ale nie było w tych historiach ani słowa o tym, że McGonagall stała na górze i na niego wyrzekała albo coś takiego.
Roześmiała się na ten pomysł z kuwetą, ale nie podchwyciła go. Były rzeczy, na które nawet Brenna by się nie poważyła, a jednym z nich było bez powątpienia posłanie śpiewającej kuwety za nauczycielką transmutacji. Za jakimś uczniem, ewentualnie na przykład za tą niedojdą, która w tym roku uczyła OPCM? Jasne, żaden problem! Ale jednak w Minerwie było coś takiego, że wzbudzała nieraz niechęć, owszem, ale także pewien szacunek. Brenna ją szanowała i, po prawdzie, także do pewnego stopnia lubiła.
Przysunęła się nieco, gdy Figg dzielił się swoim genialnym planem, a potem pochyliła nad pergaminem.
– To chyba nie z jakiejś księgi z biblioteki, nie? Jestem pewna, że dawno usunęli takie czary – powiedziała z pewnym rozbawieniem. Oczywiście, że nie wsadzaliby takich zaklęć tam, gdzie uczniowie mogą je łatwo znaleźć, bo cała szkoła ciągle chodziłaby przefarbowana na różowo. Brenna miała też już dość rozsądku, aby tak od razu nie rzucać na innych podejrzanych zaklęć nie wiadomo skąd, ale jeszcze nie dość, aby nie być gotową użyć takiego, skoro Figg twierdził, że już je sprawdził i najwyraźniej był dalej cały i zdrowy. – Skoro je testowałeś i nie było efektów ubocznych, to czemu nie, to będzie całkiem zabawne, zwłaszcza że widziałam, że weszło tam paru Ślizgońskich chłopców… – To nie tak, że Brenna miała uprzedzenia wobec Ślizgonów. Lubiła wielu z nich. Po prostu większość Gryfonów na ten dowcip raczej się będzie śmiać, a podejrzewała, że tę konkretną grupkę różowość włosów może załamać i zdawało się jej to nawet całkiem zabawne. – Tylko potem musimy bardzo – bardzo szybko zwiewać, żeby nas nie przyłapali, jestem prawie pewna, że widziałam, jak do biblioteki idzie Padma, jak Padmę przyprawimy o różowe włosy, to jak nas dorwie… – Tu umilkła i przesunęła palcem po gardle w bardzo wymownym geście.
Roześmiała się na ten pomysł z kuwetą, ale nie podchwyciła go. Były rzeczy, na które nawet Brenna by się nie poważyła, a jednym z nich było bez powątpienia posłanie śpiewającej kuwety za nauczycielką transmutacji. Za jakimś uczniem, ewentualnie na przykład za tą niedojdą, która w tym roku uczyła OPCM? Jasne, żaden problem! Ale jednak w Minerwie było coś takiego, że wzbudzała nieraz niechęć, owszem, ale także pewien szacunek. Brenna ją szanowała i, po prawdzie, także do pewnego stopnia lubiła.
Przysunęła się nieco, gdy Figg dzielił się swoim genialnym planem, a potem pochyliła nad pergaminem.
– To chyba nie z jakiejś księgi z biblioteki, nie? Jestem pewna, że dawno usunęli takie czary – powiedziała z pewnym rozbawieniem. Oczywiście, że nie wsadzaliby takich zaklęć tam, gdzie uczniowie mogą je łatwo znaleźć, bo cała szkoła ciągle chodziłaby przefarbowana na różowo. Brenna miała też już dość rozsądku, aby tak od razu nie rzucać na innych podejrzanych zaklęć nie wiadomo skąd, ale jeszcze nie dość, aby nie być gotową użyć takiego, skoro Figg twierdził, że już je sprawdził i najwyraźniej był dalej cały i zdrowy. – Skoro je testowałeś i nie było efektów ubocznych, to czemu nie, to będzie całkiem zabawne, zwłaszcza że widziałam, że weszło tam paru Ślizgońskich chłopców… – To nie tak, że Brenna miała uprzedzenia wobec Ślizgonów. Lubiła wielu z nich. Po prostu większość Gryfonów na ten dowcip raczej się będzie śmiać, a podejrzewała, że tę konkretną grupkę różowość włosów może załamać i zdawało się jej to nawet całkiem zabawne. – Tylko potem musimy bardzo – bardzo szybko zwiewać, żeby nas nie przyłapali, jestem prawie pewna, że widziałam, jak do biblioteki idzie Padma, jak Padmę przyprawimy o różowe włosy, to jak nas dorwie… – Tu umilkła i przesunęła palcem po gardle w bardzo wymownym geście.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.