Stojący obok Rity Jonathan swoim bystrym okiem był w stanie dostrzec wiele detali poszczególnych dywanów, które umożliwiłyby mu całkiem sprawne ustalenie ich specyfikacji - miał do czynienia z nimi w przeszłości podczas wizyt w Stambule, materiały i wzornictwo leżało w przestrzeni jego prywatnych zainteresowań. Łatwo mógłby uzupełnić dokumentację, wesprzeć tych, którzy mieli spisać ich oficjalny ranking. Obecnie jednak...
... w biurze panował absolutny chaos. Pepitko-kratka z krzyczącym Aladdynem Enzo nie brała jeńców - lata układania, skrupulatnie układanych stosów reklamacji, próśb, pomniejszych raportów zbieranych w kolejne, niekończące się tabele danych... To wszystko wirowało teraz w chaosie, utrudniając wszystkim osiągnięcie celu.
– Masz mi DAĆ wygrać tępa pa...– nie dokończyła sfrustrowana Tahira, w którą rzeczywiście poleciała i koszulka i pakiet dokumentów opisujących problemy związane z rozrostem magicznej rzepy w Highlandsach. Podążający za nią Isaac zostawił w tyle BUMowca, spektakularnie lawirując między każdą przeszkodą, ustalając na leżąco najlepsze, optymalne przesmyki. Kartki papieru łaskotały jego plecy, gdy wyminął wściekłą, szamoczącą się z koszulą Tahirę. Kątem oka zobaczył jak sięga po różdżkę zrywając z twarzy jego ubranie, dostrzegł złoty poblask zalewający jej zwykle czarne jak węgiel ślepia.
Enzo wylądował przed Jonathanem i Ritą jako pierwszy. Niedługo po nim rozpłaszczył się na ziemi wraz ze swoim dywanem Isaac, a potem nad głowami zebranych przeleciał pusty różowy dywan z barwnymi rombami i rozbił się o ścianę. Zzieleniały Cedric dotarł na miejsce właściwie razem z Bobem i zzieleniał jeszcze bardziej na widok Jonathana, którego służbowe insygnia wskazywały jasno na szychę tego miejsca, które obecnie przedstawiało sobą obraz nędzy i rozpaczy.
Zapanowała cisza. Wiwatujący ludzie zorientowali się w końcu, że nie byli w biurze sami. Myszy zauważył kota. Ostatnia para wymieniła między sobą szybkie zakłady o rozwiązanie tej sprawy, wirujące papiery opadły na ziemię stanowiąc obecnie siódmy dywan. Nigdzie nie było widać Mirandy.
... w biurze panował absolutny chaos. Pepitko-kratka z krzyczącym Aladdynem Enzo nie brała jeńców - lata układania, skrupulatnie układanych stosów reklamacji, próśb, pomniejszych raportów zbieranych w kolejne, niekończące się tabele danych... To wszystko wirowało teraz w chaosie, utrudniając wszystkim osiągnięcie celu.
– Masz mi DAĆ wygrać tępa pa...– nie dokończyła sfrustrowana Tahira, w którą rzeczywiście poleciała i koszulka i pakiet dokumentów opisujących problemy związane z rozrostem magicznej rzepy w Highlandsach. Podążający za nią Isaac zostawił w tyle BUMowca, spektakularnie lawirując między każdą przeszkodą, ustalając na leżąco najlepsze, optymalne przesmyki. Kartki papieru łaskotały jego plecy, gdy wyminął wściekłą, szamoczącą się z koszulą Tahirę. Kątem oka zobaczył jak sięga po różdżkę zrywając z twarzy jego ubranie, dostrzegł złoty poblask zalewający jej zwykle czarne jak węgiel ślepia.
Enzo wylądował przed Jonathanem i Ritą jako pierwszy. Niedługo po nim rozpłaszczył się na ziemi wraz ze swoim dywanem Isaac, a potem nad głowami zebranych przeleciał pusty różowy dywan z barwnymi rombami i rozbił się o ścianę. Zzieleniały Cedric dotarł na miejsce właściwie razem z Bobem i zzieleniał jeszcze bardziej na widok Jonathana, którego służbowe insygnia wskazywały jasno na szychę tego miejsca, które obecnie przedstawiało sobą obraz nędzy i rozpaczy.
Zapanowała cisza. Wiwatujący ludzie zorientowali się w końcu, że nie byli w biurze sami. Myszy zauważył kota. Ostatnia para wymieniła między sobą szybkie zakłady o rozwiązanie tej sprawy, wirujące papiery opadły na ziemię stanowiąc obecnie siódmy dywan. Nigdzie nie było widać Mirandy.
Wyścig dobiegł końca z wynikiem: Enzo, Isaac, Cedric lub Bob (niejasne)
Kolejka dowolna, zbieram odpisy do 2.09 godz. 21:00
Kolejka dowolna, zbieram odpisy do 2.09 godz. 21:00