Jessie zmarszczył lekko brwi, powtarzając w myślach kilka razy słowa, wypowiedziane przez Charlotte.
-Kuzynka Cecylia... To ta, która miała krzywe zęby i za każdym razem mówiła, że to jeden z kanonów piękna w Chinach, czy Indiach? - a może nie była to kuzynka Cecylia, tylko jakaś dziewczyna ze szkoły, której imienia już nawet nie pamiętał. A może ktoś jeszcze inny? -No cóż, miał do wyboru dwanaście smaków. Byłoby prawdziwą klapą, gdyby żaden z nich mu nie smakował. Nie wiem, czy byłoby to gorsze przeżycie dla niego, widzieć tort i nie móc zjeść tortu, czy dla cukiernika, że dwanaście pięter, każde inne i sławnej osobistości nie smakowało żadne z nich.
Do tortu, który miał pojawić się na ślubie Charlotte i Jonathana, z oczywistych względów nie mógł porównać tortu, który zajadał teraz niewielkimi kawałkami, ale musiał przyznać, że z każdym kolejnym kawałkiem smakował on coraz lepiej, o czym świadczyć mógł błogi wyraz twarzy. Aż mu się trochę zrobiło szkoda jego rodzeństwa, że nie mogli tego tortu spróbować.
Odwrócił głowę, zainteresowany, kiedy matula odsunęła się od niego i zagadnęła gościa, który ją tu zaciągnął. Gość przez chwilę miał naprawdę głupi wyraz twarzy, przez który Jessie parsknął cichym śmiechem, omal nie krztusząc się ciastem. Oczywiście, sam nie byłby w stanie wymienić tyle odcieni barw, ile byłyby w stanie wymienić jego mama i siostra, ale zawsze go bawił widok kobiety, która trajkotała o jakichś seledynach, pudrowych różach, czy błękitach pruskich, a słuchający je facet jedynie pomrukiwał i potakiwał głową, chociaż nie miał absolutnie zielonego pojęcia, o czym jego partnerka właśnie mówiła.
Zaśmiał się cicho i pokręcił lekko głową, idąc z matką do stolika, na którym ustawione były tace z kieliszkami szampana, przy którym zaczęło zbierać się coraz więcej ludzi.
-No dobrze, Pannę Młodą znasz. A powiesz mi coś o Panu Młodym? Oprócz tego, że ma na imię Harold?