29.08.2024, 19:58 ✶
Florence miała rację. Należało, żeby wybrali bardziej istotny problem do rozwiązania zanim dadzą ponieść się wszystkim pomniejszym. Musieli działać na jednej płaszczyźnie. Jeśli im się poszczęści, reszta kłopotów zostanie zażegnana przez innych pracowników szpitala. Milczenie z jego strony należało potraktować jak aprobatę. Zarówno odnośnie planu działania, jak i komentarza dotyczącego delikwenta, który zwalił im problem na głowę. Ten bez dwóch zdań był łyżeczką do herbaty i to aluminiową, nie srebrną.
- Wręcz przeciwnie - odpowiedział bez owijania w bawełnę. - To coś to jakaś niesklasyfikowana hybryda - czy musiał mówić więcej? Nie wiedzieli czy to był przypadkowy wytwór klątwy. A jeśli tak to od czego zależało, że skrzyżowała te dwa gatunki? A może gdzieś tam był trzeci dodatek w postaci jakiejś rośliny, od której zapożyczono inną cechę niż wizualna?
Diabelskie sidła byłyby dziecinną igraszką. Nie wątpił, że Florence poradziłaby sobie z nimi z niewielką pomocą kogokolwiek. Tak samo z przerośniętym fruwokwiatem, gdyby nie te obrzydliwie fascynujące elementy zapożyczone od wnykopieńków.
-Ach. To powszechne kwiaty domowe. Nic specjalnego, ale ludzie z jakiegoś powodu upodobali to sobie do salonów - odpowiedział lakonicznie.
Jako człowiek znający się na botanice, mógłby z marszu wymienić dziesiątki dużo ładniejszych roślin, które przy okazji miałyby nie tylko walory estetyczne, ale też na przykład lecznicze. Tymczasem na parapetach i w kwiaciarniach królowały właśnie te pnącza. A gdyby w ogóle zaczął mówić o przypadkach pomylenia nasion albo młodych osobników z podobnymi dla laika diabelskimi sidłami, to pewnie do wieczora nie skończyłby tworzyć listy powodów, dla których nie przepadał za tym pospolitym kwiatkiem doniczkowym. Zanim diabelskie sidła rozrastały się do tego stopnia, żeby być wystarczająco mocne do ataku, bardzo łatwo było uznać je za młody fruwokwiat. To dlatego sfrustrowane gospodynie domowe, kochanki i teściowe od niedawna znalazły nowy prezent do nabycia na Nokturnie. Stragan rozstawiał się dostatecznie blisko przejścia na Pokątną, żeby były w stanie zaryzykować trochę dreszczyku robienia czegoś niezgodnego z prawem. Ostatnio miewali coraz więcej przypadków nieszczęśliwych pomyłek, o których wiedzieli, że były całkiem celowe. Niestety, nie mieli dowodów, więc leczyli poszkodowanych i utylizowali pnącza.
- Możesz sobie wyobrazić, że w mniejszym wydaniu i bez dodatkowych krzyżówek potrafią wydać się - poszukał odpowiedniego słowa i niemal je wypluł - urocze. Albo możesz tego nie robić i nie kupować sobie tego do domu. Choć wątpię, żebyś miała to planować po tym, co tu mamy - jakoś nie wątpił, że Florence przez jakiś czas zapomni o kupowaniu czegokolwiek nawet nieznacznie przypominającego jakieś pnącza.
Natomiast jeśli o niego chodziło, to te elementy krzyżówki wyglądały dla niego naprawdę fascynująco. Były bardzo toporne. Niemalże widział łączenia roślin, ale nie mógł nie docenić kreatywności. Ta hybryda była równie dziwaczna co fascynująca. Zapatrzył się na nią do tego stopnia, że gdyby nie reakcja Florence, pewnie zbliżyłby się za bardzo i dostałby pędem w twarz. Odruchowo wzdrygnął się na trzaśnięcie drzwiami, bo zapatrzył się jak dzieciak w sklepie ze słodyczami. Postanowił tego nie komentować.
- Jak dobre masz zaklęcia zabezpieczające w gabinecie? - spytał bez ogródek, bo od tego zależało, jak daleko mogli się posunąć. O ile było tam co zbierać i pnącza nie poczyniły własnych zniszczeń nie do odratowania. - Magia jest zbyt ryzykowna. Nie wiem czy chcemy ryzykować z eliksirami - powątpiewał. Prawdopodobnie wszystko związane z magią miało mieć równie marny skutek. Klątwa najpewniej była przygotowana na wszystkie okoliczności ich świata, ale...
...ich świata.
Jako klasyczny przedstawiciel magicznej klasy wyższej dobrze wiedział jak bardzo byli zapatrzeni w siebie. Nie raz nie dwa wpadł w tę pułapkę. Był magicznym egoistą. Ignorantem. To dało mu do myślenia (ale tylko niemal, bo wyłącznie o tej sytuacji i w kwestiach ich położenia).
- Mugole wymyślili sobie takie śmieszne imitacje eliksirów, które nazywają herbicydy. Normalnie powiedziałbym, że za jakieś pięćdziesiąt lat z górką tego pożałują, ale w tym wypadku mogą być całkiem skuteczne - stwierdził. Nie tak dawno niemal pobił się ze znajomym o bezsensowność i szkodliwość tego, co mugole zaczęli wnosić do natury. Nie podobało mu się ich przemysłowe podejście. Gardził lenistwem i pójściem na łatwiznę kosztem środowiska a te wymysły były dokładnie tym. Szczerze mówiąc, gdyby czarodzieje zrobili to samo, prawdopodobnie byłby równie niezadowolony. Nie chodziło o grupę społeczną. Nie był skrajnie anty-mugolski. Był skrajnie anty-idiotyczny. Nie pomyślałby, że te godne pożałowania nowinki agrokultury mogą być przydatne.
- Mamy tu stażystę mugolskiego pochodzenia? - spytał bez ogródek, bo u niego na oddziale takiego nie było. Chodziło mu, oczywiście, o kogoś dostępnego tu i teraz na dyżurze. Miał mieć dostęp do mugolskiej waluty i znać topografię Londynu, żeby w żabich podskokach wyskoczyć do najbliższego sklepu ogrodniczego. - Baniak tego specyfiku i siekiera. Załatwimy to jak mugole - naprawdę nie sądził, że to powie i nie doda żadnego "tfu" po drodze, ale nie widział lepszego wyjścia. Florence będzie go osłaniać a on spróbuje rozpłatać wcześniej popsikane pędy. Niech no tylko znajdą kogoś kto nie wygłupi się w drodze do sklepu. Na ich nieszczęście, najbardziej poinformowany kolega (ten od niezaszłej bójki) był poza szpitalem.
- Wręcz przeciwnie - odpowiedział bez owijania w bawełnę. - To coś to jakaś niesklasyfikowana hybryda - czy musiał mówić więcej? Nie wiedzieli czy to był przypadkowy wytwór klątwy. A jeśli tak to od czego zależało, że skrzyżowała te dwa gatunki? A może gdzieś tam był trzeci dodatek w postaci jakiejś rośliny, od której zapożyczono inną cechę niż wizualna?
Diabelskie sidła byłyby dziecinną igraszką. Nie wątpił, że Florence poradziłaby sobie z nimi z niewielką pomocą kogokolwiek. Tak samo z przerośniętym fruwokwiatem, gdyby nie te obrzydliwie fascynujące elementy zapożyczone od wnykopieńków.
-Ach. To powszechne kwiaty domowe. Nic specjalnego, ale ludzie z jakiegoś powodu upodobali to sobie do salonów - odpowiedział lakonicznie.
Jako człowiek znający się na botanice, mógłby z marszu wymienić dziesiątki dużo ładniejszych roślin, które przy okazji miałyby nie tylko walory estetyczne, ale też na przykład lecznicze. Tymczasem na parapetach i w kwiaciarniach królowały właśnie te pnącza. A gdyby w ogóle zaczął mówić o przypadkach pomylenia nasion albo młodych osobników z podobnymi dla laika diabelskimi sidłami, to pewnie do wieczora nie skończyłby tworzyć listy powodów, dla których nie przepadał za tym pospolitym kwiatkiem doniczkowym. Zanim diabelskie sidła rozrastały się do tego stopnia, żeby być wystarczająco mocne do ataku, bardzo łatwo było uznać je za młody fruwokwiat. To dlatego sfrustrowane gospodynie domowe, kochanki i teściowe od niedawna znalazły nowy prezent do nabycia na Nokturnie. Stragan rozstawiał się dostatecznie blisko przejścia na Pokątną, żeby były w stanie zaryzykować trochę dreszczyku robienia czegoś niezgodnego z prawem. Ostatnio miewali coraz więcej przypadków nieszczęśliwych pomyłek, o których wiedzieli, że były całkiem celowe. Niestety, nie mieli dowodów, więc leczyli poszkodowanych i utylizowali pnącza.
- Możesz sobie wyobrazić, że w mniejszym wydaniu i bez dodatkowych krzyżówek potrafią wydać się - poszukał odpowiedniego słowa i niemal je wypluł - urocze. Albo możesz tego nie robić i nie kupować sobie tego do domu. Choć wątpię, żebyś miała to planować po tym, co tu mamy - jakoś nie wątpił, że Florence przez jakiś czas zapomni o kupowaniu czegokolwiek nawet nieznacznie przypominającego jakieś pnącza.
Natomiast jeśli o niego chodziło, to te elementy krzyżówki wyglądały dla niego naprawdę fascynująco. Były bardzo toporne. Niemalże widział łączenia roślin, ale nie mógł nie docenić kreatywności. Ta hybryda była równie dziwaczna co fascynująca. Zapatrzył się na nią do tego stopnia, że gdyby nie reakcja Florence, pewnie zbliżyłby się za bardzo i dostałby pędem w twarz. Odruchowo wzdrygnął się na trzaśnięcie drzwiami, bo zapatrzył się jak dzieciak w sklepie ze słodyczami. Postanowił tego nie komentować.
- Jak dobre masz zaklęcia zabezpieczające w gabinecie? - spytał bez ogródek, bo od tego zależało, jak daleko mogli się posunąć. O ile było tam co zbierać i pnącza nie poczyniły własnych zniszczeń nie do odratowania. - Magia jest zbyt ryzykowna. Nie wiem czy chcemy ryzykować z eliksirami - powątpiewał. Prawdopodobnie wszystko związane z magią miało mieć równie marny skutek. Klątwa najpewniej była przygotowana na wszystkie okoliczności ich świata, ale...
...ich świata.
Jako klasyczny przedstawiciel magicznej klasy wyższej dobrze wiedział jak bardzo byli zapatrzeni w siebie. Nie raz nie dwa wpadł w tę pułapkę. Był magicznym egoistą. Ignorantem. To dało mu do myślenia (ale tylko niemal, bo wyłącznie o tej sytuacji i w kwestiach ich położenia).
- Mugole wymyślili sobie takie śmieszne imitacje eliksirów, które nazywają herbicydy. Normalnie powiedziałbym, że za jakieś pięćdziesiąt lat z górką tego pożałują, ale w tym wypadku mogą być całkiem skuteczne - stwierdził. Nie tak dawno niemal pobił się ze znajomym o bezsensowność i szkodliwość tego, co mugole zaczęli wnosić do natury. Nie podobało mu się ich przemysłowe podejście. Gardził lenistwem i pójściem na łatwiznę kosztem środowiska a te wymysły były dokładnie tym. Szczerze mówiąc, gdyby czarodzieje zrobili to samo, prawdopodobnie byłby równie niezadowolony. Nie chodziło o grupę społeczną. Nie był skrajnie anty-mugolski. Był skrajnie anty-idiotyczny. Nie pomyślałby, że te godne pożałowania nowinki agrokultury mogą być przydatne.
- Mamy tu stażystę mugolskiego pochodzenia? - spytał bez ogródek, bo u niego na oddziale takiego nie było. Chodziło mu, oczywiście, o kogoś dostępnego tu i teraz na dyżurze. Miał mieć dostęp do mugolskiej waluty i znać topografię Londynu, żeby w żabich podskokach wyskoczyć do najbliższego sklepu ogrodniczego. - Baniak tego specyfiku i siekiera. Załatwimy to jak mugole - naprawdę nie sądził, że to powie i nie doda żadnego "tfu" po drodze, ale nie widział lepszego wyjścia. Florence będzie go osłaniać a on spróbuje rozpłatać wcześniej popsikane pędy. Niech no tylko znajdą kogoś kto nie wygłupi się w drodze do sklepu. Na ich nieszczęście, najbardziej poinformowany kolega (ten od niezaszłej bójki) był poza szpitalem.