14.01.2023, 23:28 ✶
To było trudne. Wielokrotnie analizował wydarzenie z tamtego gabinetu i za każdym razem nie potrafił zrozumieć jak to się stało. Znał Fergusa na tyle aby przeczuwać, że mógł po prostu podejść i zerknąć wszak zdradził, że kiedyś aspirował na klątwołamacza. Nie chciał w to wierzyć to oznaczałoby, że jego ciekawość sprowadziła na nich obu nieszczęście, narażając też przy okazji Brennę, którą sprowadził w akcie desperacji.
- To jedno z możliwości - interakcja innego rodzaju magii. Do tego musi być spełnione wiele warunków i okoliczności ale jak wiemy, gabinet jest mały, dwie osoby to już tłok więc odległość mogła być sprzyjająca... - próbował odnaleźć jakąś inną możliwą przyczynę. Niestety ale nie miał na to zbyt wiele sposobności. Od tamtego dnia nie wrócił do gabinetu. Bał się tam wejść a poza tym potrzebował kogoś z Banku Gringrotta do zabezpieczenia resztek artefaktu. Został zawieszony w pracy więc teraz każda najmniejsza czynność zawodowa była niemile widziana a jeśli była konieczna to tylko i wyłącznie w towarzystwie kogoś uprawnionego. To było uwłaczające dla jego doświadczenia i dumy.
- Nie jestem pewien. Dopiero rozpocząłem diagnostykę. W trakcie dziewięciogodzinnych badań artefakt nie wykazał żadnych samoistnych działań magicznych. Gdzieś w gabinecie będą na ten temat notatki choć wątpię aby teraz ktoś się tym zainteresował skoro artefakt został zniszczony. - a kosztował sporo, ściągnięcie go do Wielkiej Brytanii zajęło mu sporo czasu, wysiłku i zbierania podpisów. Spodziewał się wysokiej grzywny gdy tylko skończą prowadzić przeciwko niemu śledztwo. To solidnie nadszarpnie jego budżetem i będzie musiał prawdopodobnie zrezygnować z badań nad Erikiem likantropią.
- Zaklęcia ochronne obejmowały mnie i artefakt. Fergus nie... mieliśmy za chwilę wychodzić. - pochylił głowę, brodą dotykając obojczyka. Prawdą jest, że Olivander go rozproszył. Pamiętał wyraźnie ociężałość myśli z których dopiero się wyrywał.
- Nie rzuciłem na niego czaru ochrony. - to szeptał, do siebie i na tę myśl aż piekły go oczy. Zgarbił ramiona i pogrążył się w kolejnej fali wyrzutów sumienia. - Rozproszyłem się. Może mnie zniszczyć jeśli mnie oskarży... - zamknął oczy a minę miał zbolałą. Chciał schować się znów pod wodą, poczuć ból w płucach. Zapatrzył się tępo na spokojną taflę wody. Rozumiał niepokój Heather kiedy wytknęła mu, że "wyglądał jakby chciał utonąć". Nie sądził, że takie myśli kiedykolwiek zagoszczą w jego głowie. Cóż zrobić, nie był tak silny jak myślał. Nie radził sobie z poczuciem winy.
- To jedno z możliwości - interakcja innego rodzaju magii. Do tego musi być spełnione wiele warunków i okoliczności ale jak wiemy, gabinet jest mały, dwie osoby to już tłok więc odległość mogła być sprzyjająca... - próbował odnaleźć jakąś inną możliwą przyczynę. Niestety ale nie miał na to zbyt wiele sposobności. Od tamtego dnia nie wrócił do gabinetu. Bał się tam wejść a poza tym potrzebował kogoś z Banku Gringrotta do zabezpieczenia resztek artefaktu. Został zawieszony w pracy więc teraz każda najmniejsza czynność zawodowa była niemile widziana a jeśli była konieczna to tylko i wyłącznie w towarzystwie kogoś uprawnionego. To było uwłaczające dla jego doświadczenia i dumy.
- Nie jestem pewien. Dopiero rozpocząłem diagnostykę. W trakcie dziewięciogodzinnych badań artefakt nie wykazał żadnych samoistnych działań magicznych. Gdzieś w gabinecie będą na ten temat notatki choć wątpię aby teraz ktoś się tym zainteresował skoro artefakt został zniszczony. - a kosztował sporo, ściągnięcie go do Wielkiej Brytanii zajęło mu sporo czasu, wysiłku i zbierania podpisów. Spodziewał się wysokiej grzywny gdy tylko skończą prowadzić przeciwko niemu śledztwo. To solidnie nadszarpnie jego budżetem i będzie musiał prawdopodobnie zrezygnować z badań nad Erikiem likantropią.
- Zaklęcia ochronne obejmowały mnie i artefakt. Fergus nie... mieliśmy za chwilę wychodzić. - pochylił głowę, brodą dotykając obojczyka. Prawdą jest, że Olivander go rozproszył. Pamiętał wyraźnie ociężałość myśli z których dopiero się wyrywał.
- Nie rzuciłem na niego czaru ochrony. - to szeptał, do siebie i na tę myśl aż piekły go oczy. Zgarbił ramiona i pogrążył się w kolejnej fali wyrzutów sumienia. - Rozproszyłem się. Może mnie zniszczyć jeśli mnie oskarży... - zamknął oczy a minę miał zbolałą. Chciał schować się znów pod wodą, poczuć ból w płucach. Zapatrzył się tępo na spokojną taflę wody. Rozumiał niepokój Heather kiedy wytknęła mu, że "wyglądał jakby chciał utonąć". Nie sądził, że takie myśli kiedykolwiek zagoszczą w jego głowie. Cóż zrobić, nie był tak silny jak myślał. Nie radził sobie z poczuciem winy.