On najwyraźniej nie planował spać przez najbliższe kilkanaście godzin. Najpierw przyglądał się swojemu odbiciu w ciemnej tafli kawy, a następnie wypił całość duszkiem, trzymając filiżankę zamiast za uszko, to trzema palcami za brzeg czaszy, barbarzyńsko. Jego grdyka szybko poruszała się, przesuwając w dół, do żołądka, kawę. Odstawił filiżankę na spodek.
— Chciałem wysłać do każdej z nich pytanie z osobna, tak samo jak do Samuela z Kniei i może jeszcze pana Abbotta, w końcu kto, jak nie oni znają się na drzewach — rozwinął myśl dalej. — Mamy do zrobienia trzy rzeczy. — Uniósł w górę trzy palce, od najmniejszego do środkowego i po kolei je zamykał, wraz z wyliczaniem kolejnych możliwości. — Po pierwsze określić precyzyjnie czas wizji. Po drugie zaangażować władze administracyjne Doliny Godryka w projekt zbierania wody. Po trzecie nie doprowadzić do mojej śmierci i ataku kolegów z czaszką i wężem. To w sumie cztery. Opowiedzieć ci o wizji czy wolisz ją zobaczyć?
Zapytał, nie dając sobie wejść w słowo. Wszystkie te cztery rzeczy brzmiały bardzo absurdalnie i miały pozornie znikomą korelację, może poza atakiem Śmierciożerców i jego własną śmiercią. Przyłożył różdżkę do głowy, aby wyciągnąć z niej wspomnienie. W gruncie rzeczy ewentualnym końcem swojego życia zdawał się przejmować w tej wyliczance najmniej, spłynęło po nim jak po kaczce. Możliwe, że to dlatego, że widział w tym trochę kolejną metaforę, kolejne cierpienie duszy i spalenie przez własny ogień, a nie ten rzeczywisty.