29.08.2024, 21:29 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.08.2024, 21:48 przez Millie Moody.)
Południowe stragany
Brenna miała dla niej wiele znajomego ciepła i pomogła jej ogarnąć ciuchy. To był dobry pomysł, żeby do niej przyjść. Kiedy wspomniała o hałasie Mildred zadrżały ramiona, ale tylko trochę, tylko troszeczkę. Nie mogła po sobie pokazać, że hałas ją przytłaczał, że milion razy bardziej wolałaby spędzić ten czas z bratem, zamknięta w czterech ścianach ich małego wynajętego mieszkanka, zasłuchana w jego zdrapany głos, który kaleczy imiona bohaterów jej ulubionych książek.
Nagle poczuła się bardzo zmęczona i w sumie nie chciała już tu zostawać. Słuchała słów przyjaciółki i mimowolnie kiwała głową. Jeśli Alastor miał dzisiaj służbę, to raczej prędko nie wróci do domu, a ona nie chciała za szybko wracać do Doliny. Powietrze pachniało jej tam wciąż Lecznicą Dusz, nawet jeśli nie musiała być w jej murach.
– Dzięki Brenna, chętnie ja... chętnie skoczę z Tobą potem gdzieś indziej – przyznała, nieco skołowana, zmuszając myśli by trzymały się prosto i nie spierdalały wszędzie w koło. W chaosie. W zbiorowym koszmarze i strachu przed kolejnym atakiem.
Kilkukrotnie potarła dłońmi uda ukryte znów w spodniach, gdy usłyszała znajomy głos. Pomachała Dorze, a potem nie chcąc im przeszkadzać w rozmowie ruszyła na poszukiwanie swojego dzisiejszego anioła stróża.
Zgrawitowali w końcu we troje ze zwyciężczynią konkursu pokazowego do koła, gdzie największą nagrodą była obecność Alka. Przylgnęła do niego czekając na swoją kolej w zakręceniu kołem. Momentalna cisza, która wypełniła jej umysł była kojącym kontrastem do otaczającego ich szumu. Sielanka nie mogła jednak trwać długo, koło zaterkotało, gdy podawała swoje losy i odbierała fanty jeden za drugim. Próbowała się uśmiechać, zawsze przecież była dobra w udawaniu. Dopiero gdy brat oznajmił jej, że na dziś koniec, jej twarz rozjaśniała szczerym uśmiechem. A jeszcze ona mogła wybierać! A skoro tak, wolała oddalić się od tłumu, wolała zajrzeć do Bucky'ego, który swoją kawiarenkę miał na Alei Horyzontalnej, a która przez wzgląd na stare pieczywo zapewne nie była teraz oblegana. Pożegnawszy się z Guinevrą, oddalili się wspólnie ku ulubionej kawie Millie. Ku smaku normalności.
Brenna miała dla niej wiele znajomego ciepła i pomogła jej ogarnąć ciuchy. To był dobry pomysł, żeby do niej przyjść. Kiedy wspomniała o hałasie Mildred zadrżały ramiona, ale tylko trochę, tylko troszeczkę. Nie mogła po sobie pokazać, że hałas ją przytłaczał, że milion razy bardziej wolałaby spędzić ten czas z bratem, zamknięta w czterech ścianach ich małego wynajętego mieszkanka, zasłuchana w jego zdrapany głos, który kaleczy imiona bohaterów jej ulubionych książek.
Nagle poczuła się bardzo zmęczona i w sumie nie chciała już tu zostawać. Słuchała słów przyjaciółki i mimowolnie kiwała głową. Jeśli Alastor miał dzisiaj służbę, to raczej prędko nie wróci do domu, a ona nie chciała za szybko wracać do Doliny. Powietrze pachniało jej tam wciąż Lecznicą Dusz, nawet jeśli nie musiała być w jej murach.
– Dzięki Brenna, chętnie ja... chętnie skoczę z Tobą potem gdzieś indziej – przyznała, nieco skołowana, zmuszając myśli by trzymały się prosto i nie spierdalały wszędzie w koło. W chaosie. W zbiorowym koszmarze i strachu przed kolejnym atakiem.
Kilkukrotnie potarła dłońmi uda ukryte znów w spodniach, gdy usłyszała znajomy głos. Pomachała Dorze, a potem nie chcąc im przeszkadzać w rozmowie ruszyła na poszukiwanie swojego dzisiejszego anioła stróża.
Zgrawitowali w końcu we troje ze zwyciężczynią konkursu pokazowego do koła, gdzie największą nagrodą była obecność Alka. Przylgnęła do niego czekając na swoją kolej w zakręceniu kołem. Momentalna cisza, która wypełniła jej umysł była kojącym kontrastem do otaczającego ich szumu. Sielanka nie mogła jednak trwać długo, koło zaterkotało, gdy podawała swoje losy i odbierała fanty jeden za drugim. Próbowała się uśmiechać, zawsze przecież była dobra w udawaniu. Dopiero gdy brat oznajmił jej, że na dziś koniec, jej twarz rozjaśniała szczerym uśmiechem. A jeszcze ona mogła wybierać! A skoro tak, wolała oddalić się od tłumu, wolała zajrzeć do Bucky'ego, który swoją kawiarenkę miał na Alei Horyzontalnej, a która przez wzgląd na stare pieczywo zapewne nie była teraz oblegana. Pożegnawszy się z Guinevrą, oddalili się wspólnie ku ulubionej kawie Millie. Ku smaku normalności.
Postać opuszcza sesję