Czyli jednak to była jakaś dziewczyna ze szkoły. W sumie było to do przewidzenia. Rodzina od strony matki, na wieczność już obrażona za solowy występ Jonathana podczas ich ślubu, była mu praktycznie nieznana, a jeśli już kogoś kojarzył, to tylko dlatego, że Charlotte czasami wspominała o kimś w rozmowie, jak teraz o tej całej kuzynce Cecylii. A ponieważ nie znał tej części rodziny za dobrze, to zdarzało mu się pomylić jedną osobę z drugą i czasami mógł powiedzieć coś, czego niektóre osoby nie chciałyby słyszeć - szczególnie, gdy mówił właśnie o nich.
-Czyli to był ktoś ze szkoły - wzruszył lekko ramionami, bo w sumie za dużo się nie pomylił, skoro ta kuzynka faktycznie miała wystające zęby. -Czemu nie? Jakby spróbował każdego po małym kawałku, to chyba nic by mu się nie stało. No, mogłoby go trochę zemdlić, gdyby któreś było bardzo słodkie. Bardziej bym się martwił o wuja Morpheusa - który przecież miał cukrzycę, więc zajadanie się dwunastoma różnymi ciastami mogło nie być najlepszym dla niego pomysłem. -Nie cierpiał po tym za bardzo? - oczywiście, istniały medykamenty, i całą pewnością wuj Morpheus pamiętał o regularnym ich stosowaniu, ale kto wie, czy i kiedy organizm przyzwyczai się do leku i nie będzie on tak skuteczny? Albo czy w natłoku emocjo po prostu wyleci to z głowy, zostawiając człowieka z niepewnym "Nie no, na pewno wziąłem leki", po czym okazuje się, że jednak się tego leku nie wzięło.
Na pytanie matki nie odpowiedział słownie, po prostu sięgając po jeden z kieliszków z winem. Szampan nigdy nie był jego ulubionym alkoholem - zawsze irytowały go te bąbelki, musujące na języku. A kiedy wzniesiono toast, jego kieliszek również poszedł w górę, zawołał nawet wspólnie z pozostałymi gośćmi, życząc młodej parze szczęśliwego pożycia (i szybkiego dorobienia się gromadki dzieci, ale tę część Jasper przemilczał, zajmując usta winem).
Ciekawie było obserwować Charlotte, gdy tak niby przypadkiem trącała ludzi, a potem prowadziła przemiłą, w jej wykonaniu, rozmowę z dwiema starszymi paniami, z których jedna marszczyła się, jak mops.
-Ładnie - powiedział, kiedy matula wróciła do niego z nowymi informacjami, i stuknął swoim kieliszkiem o ten jej. -A spróbujesz się jeszcze dowiedzieć, kim był ten przemiły jegomość, który wpisał nas niespodziewanie na listę gości?
Może dla niego Charlotte również byłaby taka miła?
I w momencie, gdy ostatnie słowa padły z jego ust, jakieś dzieciaki zaczęły się ganiać przy stołach, również obok nich, a para młoda zaczęła zapraszać gości na parkiet.
-Uważaj - powiedział, nachylając się do matki. -Chyba jakiś stryj po trzech kieliszkach będzie próbował cię zaciągnąć do tańca.