29.08.2024, 22:58 ✶
Wiedział jak ułożyć się, by wyglądać możliwie swobodnie. Był świadomy każdej krzywizny w jaką falował jedwab kremowo-białej koszuli, której rozchylony obszerny kołnierzyk zdobiły dwa złociste smoki. Materiałowe niebieskie spodnie wydłużały optycznie swoim krojem i tak już długie nogi, skórzane dodatki i mokasyny utrzymane były w naturalnym kolorze cielęcej skóry. Metalowe sprzączki lśniły złotem i tylko stalowy sygnet odcinał się, tak jak stal tęczówek gospodarza, od całkiem ciepłej aury, którą teraz roztaczał, oświetlony rozproszonym światłem unoszących się wkoło lampionów.
Oczywistym było, że Erik jest mile widziany, filiżanka została odłożona, muzyka odpowiednio ściszona tak, aby nie przeszkadzać rozmowie. Anthony nie zdążył jednak niczego zaproponować, o nic zapytać, gdy z ust gościa popłynęła fala narzekań. Mężczyzna westchnął tylko, podpierając głowę o kłykcie wspartej na oparciu ręki, nie mogąc wprost oderwać oczu od rosłej postaci, która przysiadła obok na chłodnym marmurze. Mundur sugerował, że przeskoczył do niego zaraz po służbie. To było miłe i tej miłej myśli uczepił się, jak rozbitek ściskający rzuconą mu linę.
– Widzę, że z wiekiem robisz się równie sentymentalny co ja... – mruknął mu w odpowiedzi, odwracając się na legowisku tak, by być skierowanym ku swojemu rozmówcy. Książka zsunęła się na miękki plusz, gdy uwolniona ręka sięgnęła do karku i za ucho w niespiesznej pieszczocie, zupełnie tak, jakby rzeczywiście Erik był psem, który przyszedł domagać się uwagi. – ...ale żeby chcieć obchodzić naszą miesięcznicę? Zdradź mi... czy będzie się to wiązało z rytualnym topieniem pojedynczego buta? – zapytał, na moment tylko wzrokiem uciekając ku spokojnej toni głębokiego na szalone półtora stopy basenu. – Mam nadzieję, że nie odwołałeś tego cateringu? Bo pozostałe dwa punkty są niebywale łatwe do uratowania – dodał miękko, palcami powoli eksplorując twardość kołnierzyka w detektywistycznym mundurze. Jego barwa nie przeszkadzała mu absolutnie, percypował ludzi wokół jako szarych, bez względu na ich decyzje stylistyczne podejmowane w garderobie.
Oczywistym było, że Erik jest mile widziany, filiżanka została odłożona, muzyka odpowiednio ściszona tak, aby nie przeszkadzać rozmowie. Anthony nie zdążył jednak niczego zaproponować, o nic zapytać, gdy z ust gościa popłynęła fala narzekań. Mężczyzna westchnął tylko, podpierając głowę o kłykcie wspartej na oparciu ręki, nie mogąc wprost oderwać oczu od rosłej postaci, która przysiadła obok na chłodnym marmurze. Mundur sugerował, że przeskoczył do niego zaraz po służbie. To było miłe i tej miłej myśli uczepił się, jak rozbitek ściskający rzuconą mu linę.
– Widzę, że z wiekiem robisz się równie sentymentalny co ja... – mruknął mu w odpowiedzi, odwracając się na legowisku tak, by być skierowanym ku swojemu rozmówcy. Książka zsunęła się na miękki plusz, gdy uwolniona ręka sięgnęła do karku i za ucho w niespiesznej pieszczocie, zupełnie tak, jakby rzeczywiście Erik był psem, który przyszedł domagać się uwagi. – ...ale żeby chcieć obchodzić naszą miesięcznicę? Zdradź mi... czy będzie się to wiązało z rytualnym topieniem pojedynczego buta? – zapytał, na moment tylko wzrokiem uciekając ku spokojnej toni głębokiego na szalone półtora stopy basenu. – Mam nadzieję, że nie odwołałeś tego cateringu? Bo pozostałe dwa punkty są niebywale łatwe do uratowania – dodał miękko, palcami powoli eksplorując twardość kołnierzyka w detektywistycznym mundurze. Jego barwa nie przeszkadzała mu absolutnie, percypował ludzi wokół jako szarych, bez względu na ich decyzje stylistyczne podejmowane w garderobie.