30.08.2024, 18:09 ✶
Emocja: Refleksja
Zmysł: Węch
Zmysł: Węch
Drgnął po słowach Millie skierowanych bezpośrednio do niego, niby nie było w nich nic nadzwyczajnego, jednak w Figga uderzyły one jak obuchem. Wbrew pozorom rozumiał on ją nad wyraz dobrze, może nie znał jej faktów i nie był świadom jej demonów to jednak byli sobie bliżsi niż oboje mogli podejrzewać. Dobrze znał ten tok myślenia, przecież nie różnił się tak bardzo od jego. Nurzanie się w smutku i goryczy - był tam, a może nadal był tylko tak dobrze udawał - wiecznie uśmiechnięty i sypiący żartami z rękawa. Zasępił się wiedząc, że te demony nie są tak proste do pokonania. Stwarzanie iluzji, że się trzyma tak jak reszta z nich, że wszystko jest w porządku, bo inni nie potrafią dojrzeć w nas tego co my, więc musi to być tak małe, że nie znaczy to nic. Że o wiele prościej jest po prostu odrysować krąg za którym ukryje się prawdę, ale potem już nie wiesz czy chcesz doczekać jutra, jak powiedzieć coś gdy słów brak. Potrząsnął głową czując, że znów stacza się w złym kierunku nie mógł pozwolić sobie na nurzanie się w smutku.
Był tu najstarszy (no dobra drugi Thomas nie był wiele młodszy, nie zamierzał też zuchwale uważać, że jest najbardziej doświadczony przez życie bo zapewne taki nie był), ale czuł swego rodzaju obowiązek opieki nad nimi, dlatego nie mógł zostać w środku kiedy ruszali nad staw. Tak jakby mógł, gdy tylko Moddy'ówna wspomniała o stawie nogi same go tam pokierowały. Miałą rację, że ich ciągnie ku przyrodzie, musieli iść nad staw! Nie zamierzał z tym walczyć i poddał się temu. Sięgnął po różdżkę i lewitował za nimi dzbanek z herbatą, filiżanki i talerz z ciastkami - tworząc z tego orszak dygoczący w rytm muzyki, którą grała w uszach chyba tylko Thomasowi, a na pewno trochę fałszowała, albo to jego stare kości były tak zastane od siedzenia na poddaszu.
- Tym razem już bez balonów z gumek? - przecież nie mógł nie rzucić dowcipu kiedy była okazja, a taka nadarzyła się po wspomnieniu o serpentynach.
Kiedy wyszli na zewnątrz uderzyło go w nozdrza to jak wiele zapachów unosiło się wokół. Zapach wilgotnej trawy, pobliskiego stawu, niedalekiego lasu - miał wrażenie, ze zaraz zakręci mu się głowie od tej kanonady przeróżnych doznań węchowych. Nieomal upuścił lewitowane naczynia od tego natłoku, ale w porę się zdołał opamiętać. Przelewitował je na ziemię nieopodal stawu, byli przeniesieni na zewnątrz, bliżej natury, która zdawała ich do siebie wzywać.
- Czujecie to? Jak zapach stawu łączy się z lasem tworząc harmonię, uzupełnia się tworząc jedno - nie dbał o to czy mówi składnie i zrozumiale, potrzebował to z siebie wyrzucić. Wszystko wokół zdawało się mieć swój zapach, nawet promienie słońca nadawały inny zapach rzeczom, na które padały.
-Cóż, ma rację, łowienie magią to już nie łowienie - co jak co, ale Alastor miał rację, że odrzucenie magii na rzecz łowienia ryb było wręcz "obowiązkiem" - inaczej przecież to było zwykłe czarownie, a to byle głupek z różdżką by potrafił. Zaśmiał się widząc, że Millie nagle postanowiła odpocząć na trawie. To było wspaniałe, a może by tak się położyć, poczuć bliżej zapach ziemi i trawy, popatrzeć na chmury.
- Ej to zajebisty pomysł - zwrócił się do leżącej na ziemi. - Kiedy ostatni raz położyliście się na trawie i mieliście odwagę nie mówić nic? - zapytał reszty i sam chciał w efektowny sposób rzucić się na trawę, poczuć bliskość natury, zamknąć oczy i delektować się jej zapachem. Tylko, że coś gdzieś poszło nie taki zapomniał, że mokra trawa nie zadziała jak hamulec. Zdziwiony nie zdążył nawet krzyknąć, a reszta mogła usłyszeć głośny plusk, gdy przejechał po trawie i wpadł do stawu.
Wynurzył się dosłownie chwile po tym, plując i parskając zawzięcie podczas gramolenia się z ziemi na brzeg. Pokryty wodorostami i mułem - cóż, nikt z pozostałej trójki nie był bliżej niż natury niż przemoczony Figg pokryty wodorostami niczym kamień z dna stawu. Kiedy już znalazł się na lądzie zwalił się na plecy i zaśmiał się głośno.