30.08.2024, 21:25 ✶
— Mhm… Mieliśmy kilka takich prób — odparł po dłuższym namyśle. — W wakacje i ferie zimowe zdarzało się Różdżkom organizować warsztaty z magii ofensywno-defensywnej. Wprawdzie eee starsze pokolenia nie były zbytnio zainteresowane, ale młodzi czasem do nas trafiali. Zawsze to trochę praktyki przed egzaminami z Zaklęć czy Obrony Przed Czarną Magią.
Wzruszył ramionami. W czasie pokoju raczej mało kto zwracał zbytnią uwagę na odpowiednie wyszkolenie młodych czarodziejów i czarownic. Owszem w Hogwarcie przywiązywaną sporą wagę do tego, jakie zaklęcia i uroki trafiały do repertuaru wychowanków poszczególnych domów. Prawda była taka, że jedynie parę osób z rocznika lądowała na stanowiskach, które faktycznie wymagały aktywnego użycia zaklęć wyższego stopnia.
Każdego roku do Brygady Uderzeniowej trafiały grupy świeżaków tuż po szkole, ale kilka razy tyle ludzi szukało szczęścia w innych miejscach. A bądź co bądź, Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nie specjalizowała się w szkoleniu wojowników. To dalej była akademia, a nie obóz wojskowy. Erik zerknął kątem oka na Sauriela, gdy ten rozgadał się na temat inicjatywy Klubu Pojedynków.
— Jesteś pewien, że nie chciałbyś czegoś takiego poprowadzić? — Uśmiechnął się pod nosem, jakby odczytał natychmiastowy sprzeciw mężczyzny, jako argument dosyć łatwy do zbicia. — Miałbyś nieco wolnej ręki w doborze materiałów, znaleźlibyśmy ci jakąś asystentkę ze Srebrnych Różdżek, rozkleili plakaty na mieście... Dalibyśmy jeszcze twoje zdjęcie z profilu, a wysoka obecność byłaby wręcz gwarantowana.
Czy udałoby im się wystartować z czymś takim jeszcze tego lata? Po Beltane i Lithcie oczy wszystkich czarodziejów spoglądały nieufnie ku pierwszemu dniu sierpnia. Czy w ogóle dojdzie do kultowych już obchodów Lammas? A może ze strachu przed kolejnym ''incydentem'' będą zmuszeni świętować w domach? W takim wypadku Srebrne Różdżki mogłyby zgrabnie wypełnić tę lukę i... Pokręcił głowa. Nie. Było za wcześnie, aby o tym wyrokować.
— Możliwe, że chciałem, żebyś pamiętał, że Brenna zawsze ma moje wsparcie — sarknął, wzruszając powoli ramionami. — Poza tym, nie przypiekło cię zbytnio. — Gdyby faktycznie osmalił Saurielowi ubranie, to zrobiłoby mu się trochę przykro. Może nawet zaoferowałby, że zapłaci za ich sztukę. Krawcy od Rosierów byli w stanie naprawić wszystko - za odpowiednią cenę. — A z instynktem... Masz trochę racji. Chociaż kompletnie zatracenie się w swoich odruchach rzadko kiedy jest w stu procentach dobre. To ryzykowne i czasem człowiek nie wie, kiedy faktycznie przestać.
Wzruszył ramionami. W czasie pokoju raczej mało kto zwracał zbytnią uwagę na odpowiednie wyszkolenie młodych czarodziejów i czarownic. Owszem w Hogwarcie przywiązywaną sporą wagę do tego, jakie zaklęcia i uroki trafiały do repertuaru wychowanków poszczególnych domów. Prawda była taka, że jedynie parę osób z rocznika lądowała na stanowiskach, które faktycznie wymagały aktywnego użycia zaklęć wyższego stopnia.
Każdego roku do Brygady Uderzeniowej trafiały grupy świeżaków tuż po szkole, ale kilka razy tyle ludzi szukało szczęścia w innych miejscach. A bądź co bądź, Szkoła Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie nie specjalizowała się w szkoleniu wojowników. To dalej była akademia, a nie obóz wojskowy. Erik zerknął kątem oka na Sauriela, gdy ten rozgadał się na temat inicjatywy Klubu Pojedynków.
— Jesteś pewien, że nie chciałbyś czegoś takiego poprowadzić? — Uśmiechnął się pod nosem, jakby odczytał natychmiastowy sprzeciw mężczyzny, jako argument dosyć łatwy do zbicia. — Miałbyś nieco wolnej ręki w doborze materiałów, znaleźlibyśmy ci jakąś asystentkę ze Srebrnych Różdżek, rozkleili plakaty na mieście... Dalibyśmy jeszcze twoje zdjęcie z profilu, a wysoka obecność byłaby wręcz gwarantowana.
Czy udałoby im się wystartować z czymś takim jeszcze tego lata? Po Beltane i Lithcie oczy wszystkich czarodziejów spoglądały nieufnie ku pierwszemu dniu sierpnia. Czy w ogóle dojdzie do kultowych już obchodów Lammas? A może ze strachu przed kolejnym ''incydentem'' będą zmuszeni świętować w domach? W takim wypadku Srebrne Różdżki mogłyby zgrabnie wypełnić tę lukę i... Pokręcił głowa. Nie. Było za wcześnie, aby o tym wyrokować.
— Możliwe, że chciałem, żebyś pamiętał, że Brenna zawsze ma moje wsparcie — sarknął, wzruszając powoli ramionami. — Poza tym, nie przypiekło cię zbytnio. — Gdyby faktycznie osmalił Saurielowi ubranie, to zrobiłoby mu się trochę przykro. Może nawet zaoferowałby, że zapłaci za ich sztukę. Krawcy od Rosierów byli w stanie naprawić wszystko - za odpowiednią cenę. — A z instynktem... Masz trochę racji. Chociaż kompletnie zatracenie się w swoich odruchach rzadko kiedy jest w stu procentach dobre. To ryzykowne i czasem człowiek nie wie, kiedy faktycznie przestać.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞