30.08.2024, 22:14 ✶
Dla Patricka czerwiec był miesiącem krycia się w cieniu i zastanawiania nad tym, kim właściwie był i kim teraz – przez nieopatrzne zrządzenie losu na Beltane – właśnie się stawał.
Paradoksalnie, kiedy nie pracował i nie musiał nosić munduru aurora; większość wolnego czasu spędzał właśnie w mugolskiej części Londynu. W bluzie z kapturem, z rękami wsuniętymi do kieszeni jeansów, mógł stopić się z tłumem. Znowu był nierozpoznawalny. Znowu nikt go nie znał. I nawet jeśli przypadkiem jakiś mugol trącił go ramieniem, w tłumie, zimno skóry Stewarda nie zaskakiwało aż tak, nie wzbudzało pytań.
Nawet lęki dotyczące wspomnień ojca – tak dobrze ujarzmione przez Sebastiana – tutaj, w mugolskiej części Londynu przerażały dużo mniej. Łatwiej było oprzeć się plecami o ściankę autobusowej wiaty lub przysiąść na jednej z parkowych ławek w Hyde Parku i odsunąć się myślami od samego siebie. Po prostu obserwować i widzieć. A potem odsunąć się od tajemniczego zaginięcia Alanny (przecież ciągle, jakby to głupio nie brzmiało, wydawało mu się, że znał ją bardziej niż wskazywałaby na to ich znajomość) oraz od… od Florence.
Ledwie przed paroma dniami zerwali łączącą ich więź. Patrick nie był wcale pewien, czy naprawdę chciał by ta została zerwana, bo jakby to żałośnie nie zabrzmiało, pokazała mu inną twarz Bulstrode. Już nie tylko pragmatycznej przyjaciółki, do której mógł przybiec w trudnych chwilach, ale wrażliwej kobiety. I czasami, czasami zdarzało mu się żałować, że kiedy miał okazję, nie spróbował jej pocałować.
Kiedy wszedł razem z Erikiem w zaułek, podniósł głowę i rozejrzał się odruchowo po okolicy. Niezbyt atrakcyjne tylne fasady budynków mieszkalnych nie miały w sobie wiele artyzmu, ale raczej nie musiały go mieć, by pełnić swoją funkcję.
- Jakby było naprawdę źle, dowody zobaczyłbyś wysoko na niebie – odpowiedział, mimowolnie kierując wzrok jeszcze wyżej.
Ale nieba nie zdobił Mroczny Znak.
Wsunął ręce do kieszeni obszernej bluzy – odwrotnie do Erika, wolał na górną część munduru nałożyć coś, co sprawiało, że nie przyciągał uwagi mijanych mugoli. Posłał Thomasowi powitalne kiwnięcie głową a potem krótko uścisnął jego dłoń.
- Znasz go? – zapytał na wzmiankę o czarodzieju. Tak właściwie to mieszkanie w mugolskiej części Londynu nie było niczym szczególnym wśród przedstawicieli Świata Magii. Przesuwał wzrokiem po budynku, szukając okien wskazanego przez Figga mieszkania. Sama historia zaś… Magia nie była na stałe. Nawet gdyby mieli stanąć twarzą w twarz z mistrzem transmutacji to transmutowanie mugoli w zwierzęta było raczej krótkotrwałą procedurą, która musiałaby prowadzić do czegoś dalej. Przeniesienia ich w inne miejsce? Może w takie, w którym zaklęcia transmutacyjnie mogły być jakoś podtrzymane? O ile rzeczywiście czarodziej transmutował mugola w papugę a nie był przypadkiem znanym ornitologiem. – W sumie… skoro go nie ma, to chyba nie zawadzi zbliżyć się do drzwi i zapukać? Zawsze może się okazać, że wspomniany przez ciebie mugol siedzi w środku i pilnuje dobytku.
A jeśli nikt nie odpowie na pukanie to zawsze można się przecież… włamać. W końcu dostali zgłoszenie, istniała realna szansa, że w środku jest ktoś, kto potrzebuje pomocy.
Paradoksalnie, kiedy nie pracował i nie musiał nosić munduru aurora; większość wolnego czasu spędzał właśnie w mugolskiej części Londynu. W bluzie z kapturem, z rękami wsuniętymi do kieszeni jeansów, mógł stopić się z tłumem. Znowu był nierozpoznawalny. Znowu nikt go nie znał. I nawet jeśli przypadkiem jakiś mugol trącił go ramieniem, w tłumie, zimno skóry Stewarda nie zaskakiwało aż tak, nie wzbudzało pytań.
Nawet lęki dotyczące wspomnień ojca – tak dobrze ujarzmione przez Sebastiana – tutaj, w mugolskiej części Londynu przerażały dużo mniej. Łatwiej było oprzeć się plecami o ściankę autobusowej wiaty lub przysiąść na jednej z parkowych ławek w Hyde Parku i odsunąć się myślami od samego siebie. Po prostu obserwować i widzieć. A potem odsunąć się od tajemniczego zaginięcia Alanny (przecież ciągle, jakby to głupio nie brzmiało, wydawało mu się, że znał ją bardziej niż wskazywałaby na to ich znajomość) oraz od… od Florence.
Ledwie przed paroma dniami zerwali łączącą ich więź. Patrick nie był wcale pewien, czy naprawdę chciał by ta została zerwana, bo jakby to żałośnie nie zabrzmiało, pokazała mu inną twarz Bulstrode. Już nie tylko pragmatycznej przyjaciółki, do której mógł przybiec w trudnych chwilach, ale wrażliwej kobiety. I czasami, czasami zdarzało mu się żałować, że kiedy miał okazję, nie spróbował jej pocałować.
Kiedy wszedł razem z Erikiem w zaułek, podniósł głowę i rozejrzał się odruchowo po okolicy. Niezbyt atrakcyjne tylne fasady budynków mieszkalnych nie miały w sobie wiele artyzmu, ale raczej nie musiały go mieć, by pełnić swoją funkcję.
- Jakby było naprawdę źle, dowody zobaczyłbyś wysoko na niebie – odpowiedział, mimowolnie kierując wzrok jeszcze wyżej.
Ale nieba nie zdobił Mroczny Znak.
Wsunął ręce do kieszeni obszernej bluzy – odwrotnie do Erika, wolał na górną część munduru nałożyć coś, co sprawiało, że nie przyciągał uwagi mijanych mugoli. Posłał Thomasowi powitalne kiwnięcie głową a potem krótko uścisnął jego dłoń.
- Znasz go? – zapytał na wzmiankę o czarodzieju. Tak właściwie to mieszkanie w mugolskiej części Londynu nie było niczym szczególnym wśród przedstawicieli Świata Magii. Przesuwał wzrokiem po budynku, szukając okien wskazanego przez Figga mieszkania. Sama historia zaś… Magia nie była na stałe. Nawet gdyby mieli stanąć twarzą w twarz z mistrzem transmutacji to transmutowanie mugoli w zwierzęta było raczej krótkotrwałą procedurą, która musiałaby prowadzić do czegoś dalej. Przeniesienia ich w inne miejsce? Może w takie, w którym zaklęcia transmutacyjnie mogły być jakoś podtrzymane? O ile rzeczywiście czarodziej transmutował mugola w papugę a nie był przypadkiem znanym ornitologiem. – W sumie… skoro go nie ma, to chyba nie zawadzi zbliżyć się do drzwi i zapukać? Zawsze może się okazać, że wspomniany przez ciebie mugol siedzi w środku i pilnuje dobytku.
A jeśli nikt nie odpowie na pukanie to zawsze można się przecież… włamać. W końcu dostali zgłoszenie, istniała realna szansa, że w środku jest ktoś, kto potrzebuje pomocy.