31.08.2024, 14:35 ✶
Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber
Skrzyżowawszy na piersi ramiona, Charles popatrzył za Edgem i Laurentem, chociaż ci już dawno zniknęli między innymi bywalcami Lammas. Nie podobał mu się ten cały artysta i chociaż nie znał za dobrze Laurenta, doszedł do wniosku, że zasługuje na lepsze towarzystwo. Może i The Edge był gwiazdą, ale nie zaprezentował sobą nic, co Charles uznałby za godne gwiazdy w kontaktach osobistych. Napuszony buc, sądzący, że jest lepszy od wszystkich? Też coś! Leonard dobrze zrobił, karząc go uderzeniem penisa. Szkoda tylko, że nie trafił w sam środek czoła.
Ojciec też go nie znał. Charlie prychnął lekko pod nosem.
- Masz rację, tato. Nie znam go, nie będę się z nim zadawał. Ale Laurent jest miły. - Podzielił się swoją opinią. - Poznałem go ledwie wczoraj, wiesz? Ale...
Mógłby mówić dalej, ale stało się coś, co było ważniejsze od myśli o Edge'u, a nawet o Laurencie. Do stoiska zbliżał się ktoś, kogo Charles nie widział o wiele, o wiele za długo!
- Onkel! - Zawołał z norweskiego, wyrywając się natychmiast zza stosika. Poczuł rosnącą ekscytację, zupełnie jakby znów miał dziesięć lat i spotykał ulubionego przybranego wuja, którego należało odpowiednio przywitać. Charles znalazł się przy nim w parę sekund, zatrzymał się tuż przed mężczyzną, widząc, że ten miał towarzystwo, ale nie powstrzymał się na długo. Objął Anthony'ego tylko na chwilę, ścisnął go mocno, nie mogąc odmówić sobie przywitania, ale nie przeciągając go zbytnio. - Tak się cieszę, że cię widzę! Leo! - Charles odwrócił się, by zawołać brata. Uniósł dłoń, by zwrócić jego uwagę. Zobacz, kto tu jest! Dzień dobry również panu! - Przywitał się krótko z Selwynem.
Skrzyżowawszy na piersi ramiona, Charles popatrzył za Edgem i Laurentem, chociaż ci już dawno zniknęli między innymi bywalcami Lammas. Nie podobał mu się ten cały artysta i chociaż nie znał za dobrze Laurenta, doszedł do wniosku, że zasługuje na lepsze towarzystwo. Może i The Edge był gwiazdą, ale nie zaprezentował sobą nic, co Charles uznałby za godne gwiazdy w kontaktach osobistych. Napuszony buc, sądzący, że jest lepszy od wszystkich? Też coś! Leonard dobrze zrobił, karząc go uderzeniem penisa. Szkoda tylko, że nie trafił w sam środek czoła.
Ojciec też go nie znał. Charlie prychnął lekko pod nosem.
- Masz rację, tato. Nie znam go, nie będę się z nim zadawał. Ale Laurent jest miły. - Podzielił się swoją opinią. - Poznałem go ledwie wczoraj, wiesz? Ale...
Mógłby mówić dalej, ale stało się coś, co było ważniejsze od myśli o Edge'u, a nawet o Laurencie. Do stoiska zbliżał się ktoś, kogo Charles nie widział o wiele, o wiele za długo!
- Onkel! - Zawołał z norweskiego, wyrywając się natychmiast zza stosika. Poczuł rosnącą ekscytację, zupełnie jakby znów miał dziesięć lat i spotykał ulubionego przybranego wuja, którego należało odpowiednio przywitać. Charles znalazł się przy nim w parę sekund, zatrzymał się tuż przed mężczyzną, widząc, że ten miał towarzystwo, ale nie powstrzymał się na długo. Objął Anthony'ego tylko na chwilę, ścisnął go mocno, nie mogąc odmówić sobie przywitania, ale nie przeciągając go zbytnio. - Tak się cieszę, że cię widzę! Leo! - Charles odwrócił się, by zawołać brata. Uniósł dłoń, by zwrócić jego uwagę. Zobacz, kto tu jest! Dzień dobry również panu! - Przywitał się krótko z Selwynem.