15.01.2023, 00:13 ✶
– Przejdzie mi – zawsze przechodziło, o ile druga strona nie próbowała ją utrzymać w paskudnym nastroju i o ile silne emocje nie trzymały tego nastroju w sidłach. Tu jednak nie było tak silnych emocji, by aż telepało człowiekiem, dlatego sądziła, że to po prostu kwestia czasu. – Ale to ty stwierdziłeś, że idziesz, nie ja powiedziałam, że masz sobie iść – przekrzywia głowę na ramię. Czyli co, nagle to była jak wina? Jej sygnały? Bo nie powiedziała mu na to, że nie nie nie, nie może, bo musi tu z nią zostać? – Przecież to twoja wola, jeśli chcesz iść to idź. Jeśli chcesz zostać to zostań. Gdybym cię tu nie chciała, to byłbyś pierwsza osobą, którą bym o tym poinformowała – stwierdziła po prostu i zapatrzyła się na niego z konsternacją. Czego on się po niej spodziewał? Że będzie mu mówić co ma myśleć, robić, mówić? Że będzie ten kaganiec na niego jednak pomalutku zakładać, żeby w odpowiednim momencie pociągnąć za smycz? Victoria zmarszczyła brwi i wyprostowała głowę, mierząc go tak spojrzeniem, próbując ewidentnie zrozumieć. On uważał, że ona nie komunikuje się wyraźnie, że wysyła sprzeczne sygnały. Ona coś takiego uważała o nim. Czy była tutaj jakaś porażka? Ledwie nieporozumienie, które popsuło mu humor. Nieporozumienie, które Victoria była gotowa mu wyjaśnić żeby przestało nim być, tyle że on go wyjaśniać nie chciał. I od tego się właściwie zaczęło, bo Lestrange też na to zareagowała po swojemu i…
I byli w tym punkcie. Ona wcale nie chciała żeby poszedł, a on nie wiedział czego ta naprawdę chce.
I byli w tym punkcie. Ona wcale nie chciała żeby poszedł, a on nie wiedział czego ta naprawdę chce.