31.08.2024, 17:03 ✶
– To jest wysnuwanie nieusprawiedliwionych wniosków i stawianie oskarżeń bez zgromadzenia należytego materiału dowodowego – oświadczyła z oburzeniem Brenna, nieodrodna córka, bratanica i wnuczka glin. – Nie można kogoś karać tylko dlatego, że stoi z kimś na korytarzu, bez żadnych dowodów na wolę popełnienia przestępstwa, poza własnymi domysłami, na to nie ma żadnego paragrafu. Tfu, znaczy się, nie ma żadnego punktu w szkolnym regulaminie.
No, ale było skuteczne, przynajmniej do pewnego stopnia, bo nie powstrzymało Brenny przed zgodzeniem się na udzielenie Thomasowi pomocy przy drobnym figlu, ale już sprawiło, że od razu zastrzegała, że żadnych żartów wobec profesor McGonagall. Nie żeby Minerwa była zadowolona, gdyby odkryła, że jej wychowanka przyprawiła kogoś o różowe włosy, nawet jeśli tylko na parę godzin, ale hej, byli w szkole pełnej magicznych dzieciaków, takie żarty zdarzały się na porządku dziennym i chyba nikt nie spodziewał się, że mogłoby w ogóle być inaczej.
– Taaak, wyobrażam sobie. To znaczy nie wyobrażam sobie. Chyba nie chcę sobie wyobrażać – stwierdziła, wzdrygając się lekko, bo to był zaiste cud, że Thomas w ogóle stał tutaj cały i zdrowy. Brenna wolała jednak, żeby kombinował, jak przefarbować komuś włosy niż bawić się w gorące krzesło z życiem i śmiercią. – Ooo, to rozumiem!
Oczy aż jej zabłysły na informację o książce skonfiskowanej przez Prince. Nie mogła być naprawdę niebezpieczna – takiej nauczycielka by się pozbyła. Ale musiała być interesująca, skoro kobieta postanowiła zadbać, aby pozycja nie dostała się w uczniowskie ręce. To nie tak, że Brenna planowała chodzić i używać jej co chwilę – wbrew pozorom na żarty tego typu pozwalała sobie niezmiernie rzadko, zwykle albo pomagając komuś, albo sięgając po nie, gdy ktoś bardzo, bardzo ją wkurzył, a to jednak zdarzało się rzadko. Raczej nie lubiła robić ludziom ot tak na złość. Ale róż na włosach nikogo nie skrzywdzi, niektórych rozbawi, a zawsze dobrze mieć możliwości. Nawet jeśli niekoniecznie zamierzało się z nich skorzystać.
– Czekaj, czekaj, trzeba się rozejrzeć, czy na pewno jest czysto – mruknęła, kiedy Thomas pociągnął ją w stronę biblioteki i zbliżyli się do wejścia. O tej porze, w dzień wolny od zajęć, niektórzy jeszcze jedli śniadanie, inni spali, a inni uczyli się do egzaminów, więc było na korytarzach dość pusto, ale Brenna nie zamierzała dać się złapać. – Sprawdzę, czy nikt nie idzie z drugiej strony – rzuciła, wysforowując na przód.
No, ale było skuteczne, przynajmniej do pewnego stopnia, bo nie powstrzymało Brenny przed zgodzeniem się na udzielenie Thomasowi pomocy przy drobnym figlu, ale już sprawiło, że od razu zastrzegała, że żadnych żartów wobec profesor McGonagall. Nie żeby Minerwa była zadowolona, gdyby odkryła, że jej wychowanka przyprawiła kogoś o różowe włosy, nawet jeśli tylko na parę godzin, ale hej, byli w szkole pełnej magicznych dzieciaków, takie żarty zdarzały się na porządku dziennym i chyba nikt nie spodziewał się, że mogłoby w ogóle być inaczej.
– Taaak, wyobrażam sobie. To znaczy nie wyobrażam sobie. Chyba nie chcę sobie wyobrażać – stwierdziła, wzdrygając się lekko, bo to był zaiste cud, że Thomas w ogóle stał tutaj cały i zdrowy. Brenna wolała jednak, żeby kombinował, jak przefarbować komuś włosy niż bawić się w gorące krzesło z życiem i śmiercią. – Ooo, to rozumiem!
Oczy aż jej zabłysły na informację o książce skonfiskowanej przez Prince. Nie mogła być naprawdę niebezpieczna – takiej nauczycielka by się pozbyła. Ale musiała być interesująca, skoro kobieta postanowiła zadbać, aby pozycja nie dostała się w uczniowskie ręce. To nie tak, że Brenna planowała chodzić i używać jej co chwilę – wbrew pozorom na żarty tego typu pozwalała sobie niezmiernie rzadko, zwykle albo pomagając komuś, albo sięgając po nie, gdy ktoś bardzo, bardzo ją wkurzył, a to jednak zdarzało się rzadko. Raczej nie lubiła robić ludziom ot tak na złość. Ale róż na włosach nikogo nie skrzywdzi, niektórych rozbawi, a zawsze dobrze mieć możliwości. Nawet jeśli niekoniecznie zamierzało się z nich skorzystać.
– Czekaj, czekaj, trzeba się rozejrzeć, czy na pewno jest czysto – mruknęła, kiedy Thomas pociągnął ją w stronę biblioteki i zbliżyli się do wejścia. O tej porze, w dzień wolny od zajęć, niektórzy jeszcze jedli śniadanie, inni spali, a inni uczyli się do egzaminów, więc było na korytarzach dość pusto, ale Brenna nie zamierzała dać się złapać. – Sprawdzę, czy nikt nie idzie z drugiej strony – rzuciła, wysforowując na przód.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.