31.08.2024, 21:37 ✶
Może kiedyś, kiedy będzie miał więcej sił i mniej alkoholu we krwi... wygada się Basilowi. Może opowie o tym, jak często Dedalus powtarzał mu, że był niegotowy na własną karierę, że mógł zaistnieć jako historyk tylko pod jego pieczą... A teraz to było niemożliwe. Stracone marzenia, stracony potencjał... Dlatego pokiwał głową. Nawet jeśli nie był to ten moment, to Icarus wiedział, że przy bracie mógł się czuć bezpiecznie.
Ale... czy opowiedzenie o swoich problemach by mu pomogło? Nie zmieniało przecież faktu, że był żałosnym alkoholikiem bez prospektów. Jego bar był dość średnim biznesem. Lubił go, ale... przez niego nadal trochę tkwił w przeszłości. Te wszystkie rzymskie dekoracje, nazwa... nie potrafił sobie odpuścić. A czy to wszystko było naprawdę jego? A może to robił tylko, żeby zadowolić ojca? Żeby nie być bękartem, ale prawowitym synem, jakiego zawsze pragnął? A jednocześnie tym samym sabotował swoje rodzeństwo. Ile zabrał im chwil, które by mogli spędzić z ojcem? Ile rodzinnych momentów się przez niego zmarnowało?
Kiedy Basil usiadł obok niego, Icarus położył głowę na jego ramieniu. Był w tym momencie młodszym bratem, który tak bardzo potrzebował oparcia... I przez tę chwilę, to dawał mu Basil. Uśmiechnął się nawet słabo, gdy starszy Prewett wspomniał o gadaniu o Imperium Rzymskim. Nie mógł się zaśmiać, za bardzo go bolało...
– Dziękuję. Naprawdę. Wiem, że nie umiem do końca tego okazywać, ale... kocham cię, bracie. Ciebie i Electrę – wtedy właśnie przyszedł ich kochany pudel i podał Icarusowi piłkę. I Cerbera. Ale... wybacz, piesku, ten rzut będzie żałosny.
Z trudem chwycił piłeczkę i potoczył ją po podłodze. Cerber pobiegł po nią i po krótkiej chwili wypuścił ją z pyszczka. Podszedł za to do braci i zaczał łasić się do Basiliusa. Tak jakby czuł, że obaj bracia byli w tym momencie przeorani przez życie.
– To co teraz? Nie sądzę, żeby można było po prostu poczekać aż się zagoi? – zapytał, odsuwając się lekko od brata.
Ale... czy opowiedzenie o swoich problemach by mu pomogło? Nie zmieniało przecież faktu, że był żałosnym alkoholikiem bez prospektów. Jego bar był dość średnim biznesem. Lubił go, ale... przez niego nadal trochę tkwił w przeszłości. Te wszystkie rzymskie dekoracje, nazwa... nie potrafił sobie odpuścić. A czy to wszystko było naprawdę jego? A może to robił tylko, żeby zadowolić ojca? Żeby nie być bękartem, ale prawowitym synem, jakiego zawsze pragnął? A jednocześnie tym samym sabotował swoje rodzeństwo. Ile zabrał im chwil, które by mogli spędzić z ojcem? Ile rodzinnych momentów się przez niego zmarnowało?
Kiedy Basil usiadł obok niego, Icarus położył głowę na jego ramieniu. Był w tym momencie młodszym bratem, który tak bardzo potrzebował oparcia... I przez tę chwilę, to dawał mu Basil. Uśmiechnął się nawet słabo, gdy starszy Prewett wspomniał o gadaniu o Imperium Rzymskim. Nie mógł się zaśmiać, za bardzo go bolało...
– Dziękuję. Naprawdę. Wiem, że nie umiem do końca tego okazywać, ale... kocham cię, bracie. Ciebie i Electrę – wtedy właśnie przyszedł ich kochany pudel i podał Icarusowi piłkę. I Cerbera. Ale... wybacz, piesku, ten rzut będzie żałosny.
Z trudem chwycił piłeczkę i potoczył ją po podłodze. Cerber pobiegł po nią i po krótkiej chwili wypuścił ją z pyszczka. Podszedł za to do braci i zaczał łasić się do Basiliusa. Tak jakby czuł, że obaj bracia byli w tym momencie przeorani przez życie.
– To co teraz? Nie sądzę, żeby można było po prostu poczekać aż się zagoi? – zapytał, odsuwając się lekko od brata.