31.08.2024, 23:31 ✶
Rodolphus ostatnio nie był sobą. To mogła stwierdzić bez żadnych przeszkód. Nie nosił sygnetu, który zawsze był na jego palcu. Nie wychodził z domu gdy nie musiał. Siedział w mieszkaniu i w pracy, odmawiał niemal każdego zaproszenia towarzyskiego. Ale czy można mu było się dziwić? W końcu to, co powiedział jej ostatnio było... Cóż, ciężkie dla każdego - nawet osoby, która z pozoru była tak nieczuła, jak on. I mimo że mogło się wydawać, że rozstanie wcale go nie obchodzi, to sam fakt, że poprosił o wcześniejsze spotkanie, sugerował że jednak ten chłopak nie miał serca z kamienia.
Albo udawał.
Ale skoro drugi raz zaprosił Victorię, tym razem w sprawie jej przypadłości, to chyba jednak coś musiało być na rzeczy. On sam nie przepadał za swoją rodziną, a przynajmniej na to wyglądało. Praktycznie nie utrzymywał z nikim kontaktu, a jedyną osobą z Lestrange'ów, z którą rozmawiał, była właśnie ona. Czy jednak Victoria była gotowa na to, co miał jej do przekazania? I tego, co zrobi gdy tylko ją ujrzy?
Młody Lestrange wstał, bo tego uczyła go matka. Tak naprawdę to gdyby nie ona, to pewnie jego edukacja i dobre maniery poszłyby w dupę, bo ojca szanował, ale niekoniecznie jego metody wychowawcze. Za to matki... To ona go ukształtowała. Sprawiła, że w przeciwieństwie do swojego mentora szanował kobiety nawet bardziej, niż mężczyzn. Wierzył, że są potęgą i przyszłością tego magicznego świata. Wstał więc, bo tego wymagała kultura. Ale tego, że zrobił krok w bok, a potem w przód, by przytulić niższą od siebie kuzynkę, to już kultura nie wymagała. Trupi chłód, który ział od jej ciała, był paradoksalnie dla niego samego kojący i uspokajający.
- Jesteś warta każdej minuty oczekiwania - odpowiedział, lekko unosząc kąciki ust, gdy wypuścił ją ze swoich objęć. Jak na gentelmana przystało, odsunął jej także krzesło, by mogła usiąść. Czuł na sobie wzrok osób, które zauważyły wejście Victorii. Była piękna i jak zwykle doskonale ubrała się do okazji. Czuł, że mu zazdroszczą nie mając pojęcia, że łączą ich wyłącznie stosunki rodzinne. Ale nie byłby sobą, gdyby nie postanowił odrobinę zagrać na nosie obcym ludziom. - Ale nie, dopiero przyszedłem.
Oczywiście że kłamał i wcale się z tym nie krył. On zawsze wolał być wcześniej, żeby dopilnować że wszystko pójdzie tak, jak sobie zaplanował. Gdy kelner podszedł, przerywając początek ich rozmowy, Lestrange poprosił o wino.
Wino.
Czerwone, takie jak Victoria. A przecież ten dziad nigdy nie pił. Więc to chyba była doskonała odpowiedź na pytanie, czy lepiej się czuje.
- Nie do końca. Rozmowa z tobą dużo mi dała, ale nadal nie widzę rozwiązania tej kwestii - odpowiedział zgodnie z prawdą, wzruszając lekko ramionami. Nachylił się jednak i splótł dłonie na stoliku, wwiercając w Victorię wzrok. - A ty? Ostatnio masz sporo na głowie. I normalnie zostawiłbym cię w spokoju, patrząc na twoją... Sytuację. Ale dowiedziałem się kilku rzeczy, które mogą pomóc ci w poszukiwaniach.
Wyrażał się dość enigmatycznie dla osób, które chciałyby ewentualnie podsłuchać ich rozmowę, lecz na tyle jasno, że kuzynka mogła bez przeszkód zrozumieć, o co mu chodzi.
- Ale tak. Ostatnio nie miałem czasu, więc pomyślałem, że ci to wynagrodzę - i wpadł na to sam. Mama mu nie kazała, chociaż zapewne miała w tym swój udział, patrząc jak ogromny wpływ miała na Rodolphusa. - W końcu rodzinie trzeba pomagać, prawda?
Przerwał, gdy pojawił się kelner. Przyszedł z tacą, na której były dwa kryształowoczyste kieliszki. Postawił je na serwetkach przed kuzynostwem, a potem przy nich otworzył wino. Nalał płyn do trzeciego kieliszka i podsunął Rodolphusowi, lecz ten uniósł dłoń.
- Panna Victoria jest znawczynią win, zdaję się na jej gust - odpowiedział, a kelner natychmiast podał trzeci kieliszek na spróbowanie Victorii. Obsługę mieli tutaj naprawdę dobrą.
Albo udawał.
Ale skoro drugi raz zaprosił Victorię, tym razem w sprawie jej przypadłości, to chyba jednak coś musiało być na rzeczy. On sam nie przepadał za swoją rodziną, a przynajmniej na to wyglądało. Praktycznie nie utrzymywał z nikim kontaktu, a jedyną osobą z Lestrange'ów, z którą rozmawiał, była właśnie ona. Czy jednak Victoria była gotowa na to, co miał jej do przekazania? I tego, co zrobi gdy tylko ją ujrzy?
Młody Lestrange wstał, bo tego uczyła go matka. Tak naprawdę to gdyby nie ona, to pewnie jego edukacja i dobre maniery poszłyby w dupę, bo ojca szanował, ale niekoniecznie jego metody wychowawcze. Za to matki... To ona go ukształtowała. Sprawiła, że w przeciwieństwie do swojego mentora szanował kobiety nawet bardziej, niż mężczyzn. Wierzył, że są potęgą i przyszłością tego magicznego świata. Wstał więc, bo tego wymagała kultura. Ale tego, że zrobił krok w bok, a potem w przód, by przytulić niższą od siebie kuzynkę, to już kultura nie wymagała. Trupi chłód, który ział od jej ciała, był paradoksalnie dla niego samego kojący i uspokajający.
- Jesteś warta każdej minuty oczekiwania - odpowiedział, lekko unosząc kąciki ust, gdy wypuścił ją ze swoich objęć. Jak na gentelmana przystało, odsunął jej także krzesło, by mogła usiąść. Czuł na sobie wzrok osób, które zauważyły wejście Victorii. Była piękna i jak zwykle doskonale ubrała się do okazji. Czuł, że mu zazdroszczą nie mając pojęcia, że łączą ich wyłącznie stosunki rodzinne. Ale nie byłby sobą, gdyby nie postanowił odrobinę zagrać na nosie obcym ludziom. - Ale nie, dopiero przyszedłem.
Oczywiście że kłamał i wcale się z tym nie krył. On zawsze wolał być wcześniej, żeby dopilnować że wszystko pójdzie tak, jak sobie zaplanował. Gdy kelner podszedł, przerywając początek ich rozmowy, Lestrange poprosił o wino.
Wino.
Czerwone, takie jak Victoria. A przecież ten dziad nigdy nie pił. Więc to chyba była doskonała odpowiedź na pytanie, czy lepiej się czuje.
- Nie do końca. Rozmowa z tobą dużo mi dała, ale nadal nie widzę rozwiązania tej kwestii - odpowiedział zgodnie z prawdą, wzruszając lekko ramionami. Nachylił się jednak i splótł dłonie na stoliku, wwiercając w Victorię wzrok. - A ty? Ostatnio masz sporo na głowie. I normalnie zostawiłbym cię w spokoju, patrząc na twoją... Sytuację. Ale dowiedziałem się kilku rzeczy, które mogą pomóc ci w poszukiwaniach.
Wyrażał się dość enigmatycznie dla osób, które chciałyby ewentualnie podsłuchać ich rozmowę, lecz na tyle jasno, że kuzynka mogła bez przeszkód zrozumieć, o co mu chodzi.
- Ale tak. Ostatnio nie miałem czasu, więc pomyślałem, że ci to wynagrodzę - i wpadł na to sam. Mama mu nie kazała, chociaż zapewne miała w tym swój udział, patrząc jak ogromny wpływ miała na Rodolphusa. - W końcu rodzinie trzeba pomagać, prawda?
Przerwał, gdy pojawił się kelner. Przyszedł z tacą, na której były dwa kryształowoczyste kieliszki. Postawił je na serwetkach przed kuzynostwem, a potem przy nich otworzył wino. Nalał płyn do trzeciego kieliszka i podsunął Rodolphusowi, lecz ten uniósł dłoń.
- Panna Victoria jest znawczynią win, zdaję się na jej gust - odpowiedział, a kelner natychmiast podał trzeci kieliszek na spróbowanie Victorii. Obsługę mieli tutaj naprawdę dobrą.