31.08.2024, 23:46 ✶
Przez Rodolphusa przemawiała czysta złośliwość, że postanowił złapać Lorien akurat w tym momencie. Przed pierwszą kawą, gdy ewidentnie była niewyspana, i miała na ramieniu masę swoich rzeczy. To nie tak, że jej nie lubił: nie znał jej. Miał do kobiety obrzydliwie obojętny stosunek, chociaż nie powinien, patrząc na to, że właził jej do głowy. Ale... Cóż, kimże by był, gdyby nie pomógł damie w potrzebie?
- Proszę pozwolić - ani myślał zwracać się do kobiety na ty. Nie przy innych i nie na osobności. A teraz patrzył na nich wstrętny goblin: niech nauczy się, kurwa, manier, bo Lestrange obstawiał, że maniery to dla niego jakaś egzotyczna zupa z Azji. Czy miał opory przed tym, żeby delikatnie zabrać spod ramienia Lorien Mulciber torebkę, płaszcz oraz chustkę? Żadnych. Jego męska duma nie ucierpi z powodu tego, że pomoże pani koleżance z pracy, nawet jeżeli ma za nią nosić torebkę. Oczywiście o ile ta się zgodzi, by ją oddać i ulżyć sobie trochę, bo przecież miała naprawdę dużo rzeczy w rękach.
Stał z boku, słuchając z nieukrywanym zdziwieniem jak mózg pani Mulciber przechodzi w tryb prawniczy. Zastanawiał się czy gdyby ją obudził w środku nocy i zapytał o konkretny paragraf, to nie tylko by odpowiedziała zgodnie z prawdą i wyrecytowała cały, ale również dodatkowe, które pomagały lepiej zrozumieć ten jeden? Umysły sędziów były naprawdę ciekawe - tak samo jak niektórych Brygadzistów. Podejrzewał, że w przypadku niektórych po kursie Aurorskim przyjdzie im rozpocząć karierę w Wizengamocie. Aż w jej umyśle nastąpiło zwarcie.
Gdyby był bardziej ekspresyjną osobą, to zapewne teraz składałby się ze śmiechu, nie bacząc na to, że i Lorien, i goblin, na niego patrzą. Ale mina pani Mulciber była tak komiczna, że nawet on nie mógł się powstrzymać od rozciągnięcia ust w szerokim, naprawdę szerokim uśmiechu. W jego stalowoszarych oczach błysnęło nie tylko rozbawienie, ale i jakaś taka... Satysfakcja?
- Myślę, że pan... Pan wszystko wyjaśni - a chuja, nie znał imienia goblina. Nawet jeżeli ta brudna istota mu je zdradziła podczas trajkotania od wejścia do Ministerstwa, to i tak by tego nigdy nie zapamiętał. Szkoda było zaśmiecać swój umysł tego typu informacjami.
- Grox! Mam na imię Grox! I tak, chcę zgłosić KRADZIEŻ BANKU, Gringotta konkretniej, przez WAS! zagrzmiał goblin, piekląc się. Gestykulował, żeby Lorien go zobaczyła: chociaż sama była cholernie niska, to goblin i tak był od niej niższy. Ale jakoś tak nie był skory do przeklinania, gdy zobaczył że sędzia z którym przyszło mu rozmawiać, jest podobnego wzrostu i jest kobietą. No i tak fachowo zaczęła odpowiadać na jego zgłoszenie! Czyli go szanowała! - No... Mówiłem panu eeee, temu tam, z tą tamtą chyba Lonbuttom, że niektórzy eeee z was kradną. W sensie przejęli nielegalnie bank!
Na Merlina. Lestrange odchrząknął, żeby tylko się nie roześmiać. Cała ta sytuacja tak cholernie go bawiła, że chyba nie mógł wymarzyć sobie lepszego poranka.
- Proszę pozwolić - ani myślał zwracać się do kobiety na ty. Nie przy innych i nie na osobności. A teraz patrzył na nich wstrętny goblin: niech nauczy się, kurwa, manier, bo Lestrange obstawiał, że maniery to dla niego jakaś egzotyczna zupa z Azji. Czy miał opory przed tym, żeby delikatnie zabrać spod ramienia Lorien Mulciber torebkę, płaszcz oraz chustkę? Żadnych. Jego męska duma nie ucierpi z powodu tego, że pomoże pani koleżance z pracy, nawet jeżeli ma za nią nosić torebkę. Oczywiście o ile ta się zgodzi, by ją oddać i ulżyć sobie trochę, bo przecież miała naprawdę dużo rzeczy w rękach.
Stał z boku, słuchając z nieukrywanym zdziwieniem jak mózg pani Mulciber przechodzi w tryb prawniczy. Zastanawiał się czy gdyby ją obudził w środku nocy i zapytał o konkretny paragraf, to nie tylko by odpowiedziała zgodnie z prawdą i wyrecytowała cały, ale również dodatkowe, które pomagały lepiej zrozumieć ten jeden? Umysły sędziów były naprawdę ciekawe - tak samo jak niektórych Brygadzistów. Podejrzewał, że w przypadku niektórych po kursie Aurorskim przyjdzie im rozpocząć karierę w Wizengamocie. Aż w jej umyśle nastąpiło zwarcie.
Gdyby był bardziej ekspresyjną osobą, to zapewne teraz składałby się ze śmiechu, nie bacząc na to, że i Lorien, i goblin, na niego patrzą. Ale mina pani Mulciber była tak komiczna, że nawet on nie mógł się powstrzymać od rozciągnięcia ust w szerokim, naprawdę szerokim uśmiechu. W jego stalowoszarych oczach błysnęło nie tylko rozbawienie, ale i jakaś taka... Satysfakcja?
- Myślę, że pan... Pan wszystko wyjaśni - a chuja, nie znał imienia goblina. Nawet jeżeli ta brudna istota mu je zdradziła podczas trajkotania od wejścia do Ministerstwa, to i tak by tego nigdy nie zapamiętał. Szkoda było zaśmiecać swój umysł tego typu informacjami.
- Grox! Mam na imię Grox! I tak, chcę zgłosić KRADZIEŻ BANKU, Gringotta konkretniej, przez WAS! zagrzmiał goblin, piekląc się. Gestykulował, żeby Lorien go zobaczyła: chociaż sama była cholernie niska, to goblin i tak był od niej niższy. Ale jakoś tak nie był skory do przeklinania, gdy zobaczył że sędzia z którym przyszło mu rozmawiać, jest podobnego wzrostu i jest kobietą. No i tak fachowo zaczęła odpowiadać na jego zgłoszenie! Czyli go szanowała! - No... Mówiłem panu eeee, temu tam, z tą tamtą chyba Lonbuttom, że niektórzy eeee z was kradną. W sensie przejęli nielegalnie bank!
Na Merlina. Lestrange odchrząknął, żeby tylko się nie roześmiać. Cała ta sytuacja tak cholernie go bawiła, że chyba nie mógł wymarzyć sobie lepszego poranka.