01.09.2024, 01:04 ✶
- Umiarkowanie - odrzekł bez zająknięcia. - Potrzebujemy cię rano na oddziale - o tak, nawet zakamuflowane żarty nie były warte narażania się na gniew kolegów i koleżanek z Urazów pozaklęciowych i wleczenia (za sobą cielska ociężałego od) klątw, jakie by na niego rzucono, gdyby Florence nie stawiła się na dyżur. Można było wiele o niej mówić, ale niezaprzeczalnie była opoką swojego małego królestwa.
- Powinnaś wiedzieć, że nie wszystkie ścieżki nauki zostały zbadane - skwitował głównie po to, żeby odgryźć się po tym, co usłyszał. Był ekspertem w swoim fachu, ale nie posiadł całej wiedzy. Zwłaszcza ku swemu niezadowoleniu. Jak było widać, szczególnie kulał w kwestii łączenia metod magicznych z mugolskimi, bo nigdy wcześniej nie wpadł na to, że mogłoby być to zaskakująco najbezpieczniejsze rozwiązanie. Jednakże mógłby sobie pozwolić, żeby zauważyć, że nigdy wcześniej nie mieli też problemów z niezidentyfikowanym żywym gąszczem duszących hybryd, które były wynikiem klątwy, ale nie zniknęły razem z nią.
Jeśli mieliby się liczyć, prawdopodobnie powinni to uznać za zero zero. No, może zero jeden, gdyby jakimś cudem udało mu się nakłonić Florence do złapania siekiery. Oczywiście, zaraz by ją wyręczył, ale chodziło o sam widok.
- Nie zniechęcasz, by spróbować się przekonać - pokręcił głową, nadal z głupim uśmieszkiem. Jeśli mu groziła (a tak właściwie było), to nie była w stanie pozbawić go dobrego humoru, jaki nieświadomie wywołała. Potrzebował chwili bądź dwóch, żeby przywrócić powagę. W tym czasie postarał się wysłuchać wszystkiego, co miała mu do przekazania. Po raz kolejny dziś stwierdził, że miała w tym wiele racji. I jeszcze więcej nudy, ale to zachował dla siebie.
- Dobrze, jak sobie życzysz - nie dał po sobie poznać, że mógł być co najmniej zawiedziony jej zachowawczym brakiem ochoty do udziału w eksperymentach.
Ależ nie mógł zapomnieć o tym, z kim współpracował. Tak właściwie to nie dała mu okazji, aby o tym zapomniał. To samo, co było największą zaletą pracy obok Florence było jednocześnie jej największą wadą. Niemal nudna konserwatywność i poruszanie się zgodnie z utartymi schematami. Ambroise nie mógł zaprzeczyć. To działało i miało niemal stuprocentową skuteczność. Sprawdzało się, bo było kompletnie pozbawione wigoru i wyobraźni, ale za to bardzo skuteczne. Tam, gdzie nie było przestrzeni do eksperymentów, tam najpewniej nie miało być miejsca na pomyłkę.
Namawianie do skorzystania z ciekawszych rozwiązań nie brzmiało jak coś, co miało wyjść poza strefę domniemań i spekulacji. Widział to prawie tak wyraźnie jak zaciśnięte usta Flo, której oziębłość mogłaby w tym momencie gasić nawet najbardziej rozszalałe pożary.
Mimo to nie czuł się zrażony jej zachowaniem. Jak już wcześniej ustalili, sam również nie byłby zadowolony z jej położenia. Gdyby to przed nim roztaczano wizję jeszcze dwugodzinnego oczekiwania na coś, co równie dobrze mogło się nie udać...
...no, szczerość to podstawa. Pewnie by się na to zgodził, bo lubił eksperymenty. Natomiast przez bite dwie godziny oczekiwania byłby podminowany i niezadowolony, żeby na sam koniec nie zobaczyć skutecznego efektu i wrócić do punktu wyjścia. W tym wypadku był, co prawda prawie pewny, że zrobiliby coś, co chociaż trochę zbliżyłoby ich do pozbycia się pnączy. Osłabiliby je tym śmiesznym mugolskim środkiem a potem dokończyli dzieła siekierą, ale dalsze teoretyzowanie nie było sposobem na rozwiązanie problemu. Mogło go jedynie zaognić, jeśli pnącza nadal się rozrastały.
Florence miała rację. Nie mogli zmarnować dwóch godzin bez uprzedniego przekonania się, czy mogli zrobić coś innego. Wracali do punktu wyjścia, ale tylko trochę. Znów obracali się wokół ławki.
- Arseniusz Jigger wpadł na coś podobnego już na długo przed mugolami - poinformował. - Musisz wiedzieć, że to dlatego z początku sprzeciwiałem się tym niemagicznym wytworom - oni już dawno mieli w swoich księgach coś, co było skuteczne i całkowicie naturalne. Zawierało wyłącznie starannie wyselekcjonowane składniki, nie wymyślne chemikalia o dziwnych nazwach. - Trzymamy gdzieś butelkę bądź dwie na wypadek - zamyślił się, nie wiedząc, od czego miałby zacząć, żeby wyjaśnić różne zastosowania eliksiru (jak na ironię) herbicydowego. - Wiele przypadków. No, nieistotne. Jeśli możesz posłać kogoś na oddział, ktoś od nas na pewno go znajdzie - zapewnił. - Tymczasem my skupmy się na naszych niekonwencjonalnych metodach - to mówiąc, rozejrzał się po najbliższym otoczeniu w poszukiwaniu czegoś, czym mógłby dźgnąć i wyciąć część roślin z ławki.
- Powinnaś wiedzieć, że nie wszystkie ścieżki nauki zostały zbadane - skwitował głównie po to, żeby odgryźć się po tym, co usłyszał. Był ekspertem w swoim fachu, ale nie posiadł całej wiedzy. Zwłaszcza ku swemu niezadowoleniu. Jak było widać, szczególnie kulał w kwestii łączenia metod magicznych z mugolskimi, bo nigdy wcześniej nie wpadł na to, że mogłoby być to zaskakująco najbezpieczniejsze rozwiązanie. Jednakże mógłby sobie pozwolić, żeby zauważyć, że nigdy wcześniej nie mieli też problemów z niezidentyfikowanym żywym gąszczem duszących hybryd, które były wynikiem klątwy, ale nie zniknęły razem z nią.
Jeśli mieliby się liczyć, prawdopodobnie powinni to uznać za zero zero. No, może zero jeden, gdyby jakimś cudem udało mu się nakłonić Florence do złapania siekiery. Oczywiście, zaraz by ją wyręczył, ale chodziło o sam widok.
- Nie zniechęcasz, by spróbować się przekonać - pokręcił głową, nadal z głupim uśmieszkiem. Jeśli mu groziła (a tak właściwie było), to nie była w stanie pozbawić go dobrego humoru, jaki nieświadomie wywołała. Potrzebował chwili bądź dwóch, żeby przywrócić powagę. W tym czasie postarał się wysłuchać wszystkiego, co miała mu do przekazania. Po raz kolejny dziś stwierdził, że miała w tym wiele racji. I jeszcze więcej nudy, ale to zachował dla siebie.
- Dobrze, jak sobie życzysz - nie dał po sobie poznać, że mógł być co najmniej zawiedziony jej zachowawczym brakiem ochoty do udziału w eksperymentach.
Ależ nie mógł zapomnieć o tym, z kim współpracował. Tak właściwie to nie dała mu okazji, aby o tym zapomniał. To samo, co było największą zaletą pracy obok Florence było jednocześnie jej największą wadą. Niemal nudna konserwatywność i poruszanie się zgodnie z utartymi schematami. Ambroise nie mógł zaprzeczyć. To działało i miało niemal stuprocentową skuteczność. Sprawdzało się, bo było kompletnie pozbawione wigoru i wyobraźni, ale za to bardzo skuteczne. Tam, gdzie nie było przestrzeni do eksperymentów, tam najpewniej nie miało być miejsca na pomyłkę.
Namawianie do skorzystania z ciekawszych rozwiązań nie brzmiało jak coś, co miało wyjść poza strefę domniemań i spekulacji. Widział to prawie tak wyraźnie jak zaciśnięte usta Flo, której oziębłość mogłaby w tym momencie gasić nawet najbardziej rozszalałe pożary.
Mimo to nie czuł się zrażony jej zachowaniem. Jak już wcześniej ustalili, sam również nie byłby zadowolony z jej położenia. Gdyby to przed nim roztaczano wizję jeszcze dwugodzinnego oczekiwania na coś, co równie dobrze mogło się nie udać...
...no, szczerość to podstawa. Pewnie by się na to zgodził, bo lubił eksperymenty. Natomiast przez bite dwie godziny oczekiwania byłby podminowany i niezadowolony, żeby na sam koniec nie zobaczyć skutecznego efektu i wrócić do punktu wyjścia. W tym wypadku był, co prawda prawie pewny, że zrobiliby coś, co chociaż trochę zbliżyłoby ich do pozbycia się pnączy. Osłabiliby je tym śmiesznym mugolskim środkiem a potem dokończyli dzieła siekierą, ale dalsze teoretyzowanie nie było sposobem na rozwiązanie problemu. Mogło go jedynie zaognić, jeśli pnącza nadal się rozrastały.
Florence miała rację. Nie mogli zmarnować dwóch godzin bez uprzedniego przekonania się, czy mogli zrobić coś innego. Wracali do punktu wyjścia, ale tylko trochę. Znów obracali się wokół ławki.
- Arseniusz Jigger wpadł na coś podobnego już na długo przed mugolami - poinformował. - Musisz wiedzieć, że to dlatego z początku sprzeciwiałem się tym niemagicznym wytworom - oni już dawno mieli w swoich księgach coś, co było skuteczne i całkowicie naturalne. Zawierało wyłącznie starannie wyselekcjonowane składniki, nie wymyślne chemikalia o dziwnych nazwach. - Trzymamy gdzieś butelkę bądź dwie na wypadek - zamyślił się, nie wiedząc, od czego miałby zacząć, żeby wyjaśnić różne zastosowania eliksiru (jak na ironię) herbicydowego. - Wiele przypadków. No, nieistotne. Jeśli możesz posłać kogoś na oddział, ktoś od nas na pewno go znajdzie - zapewnił. - Tymczasem my skupmy się na naszych niekonwencjonalnych metodach - to mówiąc, rozejrzał się po najbliższym otoczeniu w poszukiwaniu czegoś, czym mógłby dźgnąć i wyciąć część roślin z ławki.