01.09.2024, 09:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2024, 21:26 przez Icarus Prewett.)
Owszem, Icarus był niezwykle dramatyczną osobą. Gdyby Hogwart miał kółko teatralne, zostałby z niego wyrzucony za zbyt duże zaangażowanie w takie przedsięwzięcie. Potrafił cytować z pamięci „Eneidę” i wiersze Horacego, a poza tym, był zdania, że wprowadzenie ponownie chóru jako postaci w teatralnych przedstawieniach było najlepszym możliwym pomysłem. Poza tym, choć nigdy by tego nie przyznał, szczególnie jako nastolatek, lubił robić z siebie męczennika, przynajmniej we własnej głowie. Kiedy inni uczniowie krzyczeli za nim na korytarzu i przezywali go od „kujona” lub później „bękarta”, on wyobrażał sobie, że Cezar musiał przeżywać to samo, gdy cały Senat był przeciwko niemu. A jednak stał się wielki, zapamiętany. Była to w pewnym sensie wielka inspiracja.
– Być może masz rację co do profesora, ale przychodzę już na te przyjęcia od kilku lat i kończą mi się tematy. Może teraz zaczepi ciebie? – uśmiechnął się.
Właściwie, mógł się też pochwalić Basilem. W końcu szedł na szkolenie do Munga, to była wielka duma dla rodziny. Gdyby relacje między braćmi były gorsze, Icarus byłby zazdrosny i wściekły, ale nie znajdował w sobie żadnego z tych uczuć. Kochał brata i cieszył się z tego, że mu się udało.
Icarus wziął głęboki oddech i wszedł do komnat. Natychmiast przytłoczyła go ilość ludzi. Profesor już rozmawiał z innymi uczniami, zadowolony z tego, że mógł być gospodarzem takiej imprezy. Wiele osób też spojrzało na Icarusa i Monę, po czym zaczęli o czymś szeptać. Chłopak chciał już zawrócić i zwiać do pokoju wspólnego lub do biblioteki, by zaszyć się gdzieś z książką. Tyle, że nie chciał wyjść na durnia w oczach Mony. To naturalne, pomyślał, że zależy mi na opinii moich przyjaciół.
– Może... um... chcesz coś do picia? – zapytał niepewnie. Wtedy właśnie przyszedł do nich jeden z uczniów, którzy co prawda nie byli zaproszeni, ale pełnili role kelnerów. Ten miał w ręku tacę z kieliszkami z ponczem. – Dzięki – Icarus wziął jeden kieliszek dla siebie. A może powinien najpierw wziąć dla Mony, a potem dla siebie? Cóż, wszystkie lekcje etykiety poszły do diabła.
– Być może masz rację co do profesora, ale przychodzę już na te przyjęcia od kilku lat i kończą mi się tematy. Może teraz zaczepi ciebie? – uśmiechnął się.
Właściwie, mógł się też pochwalić Basilem. W końcu szedł na szkolenie do Munga, to była wielka duma dla rodziny. Gdyby relacje między braćmi były gorsze, Icarus byłby zazdrosny i wściekły, ale nie znajdował w sobie żadnego z tych uczuć. Kochał brata i cieszył się z tego, że mu się udało.
Icarus wziął głęboki oddech i wszedł do komnat. Natychmiast przytłoczyła go ilość ludzi. Profesor już rozmawiał z innymi uczniami, zadowolony z tego, że mógł być gospodarzem takiej imprezy. Wiele osób też spojrzało na Icarusa i Monę, po czym zaczęli o czymś szeptać. Chłopak chciał już zawrócić i zwiać do pokoju wspólnego lub do biblioteki, by zaszyć się gdzieś z książką. Tyle, że nie chciał wyjść na durnia w oczach Mony. To naturalne, pomyślał, że zależy mi na opinii moich przyjaciół.
– Może... um... chcesz coś do picia? – zapytał niepewnie. Wtedy właśnie przyszedł do nich jeden z uczniów, którzy co prawda nie byli zaproszeni, ale pełnili role kelnerów. Ten miał w ręku tacę z kieliszkami z ponczem. – Dzięki – Icarus wziął jeden kieliszek dla siebie. A może powinien najpierw wziąć dla Mony, a potem dla siebie? Cóż, wszystkie lekcje etykiety poszły do diabła.