01.09.2024, 10:01 ✶
Tura do 05.09, godzina 9.00 (rano).
Ze względu na fakt, że przeprowadzona akcja Isaaca asadniczo niewiele by mu tu dała (wiedza historyczna niczego tu nie podpowie w tym konkretnym momencie), ale wypadła na nią 100, traktuję ją jako rzut na spostrzegawczość i przesuwam nieco w czasie – daję informację już po otworzeniu przejścia. Pamiętaj też, że rzuty na historię to wos.
*
Zaklęcie Morpheusa nie było na tyle potężne, by zamienić dzień w noc – ale gdy uniósł różdżkę nad nimi i kilka metrów dalej zrobiło się ciemniej i zalśniły gwiazdy. Wiedza o świecie mężczyzny nie była może aż tak wielka, by oddał układ nieba z Lithy w stu procentach, ale dzięki zdolnościom astronomicznym zdołał to zrobić w miarę dokładnie.
– Panie Longbottom! Proszę ostrzegać przed takimi rzeczami! – zawołała panna Moss z daleka. W pierwszej chwili, gdy niebo pociemniało przystanęła, chwytając za różdżkę i dopiero gdy zrozumiała, że to sprawka Niewymownego, opuściła tę i ruszyła truchtem w ich kierunku.
Słońce i księżyc – mężczyzna i kobieta, ale także dzień i noc.
Krew Morpheusa zrosiła ziemię i wyrośniętą trawę.
Zerwał się wiatr, zmierzwił włosy oby mężczyzn i Morpheusowi przyszło na raz na myśl, że w tym miejscu i tak dość krwi przelano – a sam Isaac mógł bez trudu przypomnieć sobie, że na samych początkach celtyckiej kultury bogom składano ofiarę i z tego, co żywe, a niektóre źródła wskazywały nawet na takie tradycje jak picie krwi czy ludożerstwo. Wbrew pozorom dowodów historycznych na składanie ofiar z ludzi nie było tak wiele, jak przyjmowało się obiegowo – robili to zapewne tylko niektórzy i… czy mieli rację?
A potem…
Nowa runa, wytyczona krwią na trawie zabłysła, i ziemia zaczęła się zapadać, najpierw zgodnie z jej kształtem, a potem dalej, i wreszcie przed nimi kształtowały się srebrzyste schody. To była przedziwna magia, zaklęcia tak stare, że zapomniano nie tylko o nich, ale także o imionach i może nawet o ludach, które je rzucały. Stonehange przez lata było miejscem kultu, rytuałów, ale pod nim znajdowała się komnata stworzona przez starożytnych czarodziejów, wypełniona magią. Bagshot wiedział, że Celtowie długo nie budowali świątyń, czcili lasy, drzewa, miejsca, nie była więc to raczej świątynia – musiała być więc czymś innym. Było więc zapewne kryjówką druidów, stworzoną pod słynnym kompleksem, aby mieć pewność, że nie dostaną się tutaj niemagiczni członkowie wspólnoty – i w takim wypadku istniała spora szansa, że coś tutaj ukryto. A może, skoro miało otwierać się podczas Lithy, pozwalało odprawić jakiś rytuał – aż z jakichś powodów przestało być to później możliwe?
Przy wejściu, tam gdzie kończyły się schody, dostrzegli rozsypane resztki jakiegoś materiału, przypominającego szkło, ale błyszczącego i zapewne wytworu magicznych rzemieślników, nie szklarzy. Jakieś naczynia się tu rozpadły, leżały pośród prochów. Być może późniejsze badania mogły przynieść tutaj jakieś podpowiedzi.
Kiedy pierwszy z nich postawił stopę na srebrzystym stopniu, Isaac mógł dostrzec jednak kątem oka, jakby ziemia poruszyła się w środku. I przypomniał sobie, że starożytni czarodzieje nieraz swoje kryjówki w różny sposób zabezpieczali, by nie weszli do nich niepowołani. Oto z ziemi powstawał zapewne strażnik, który za moment ich zaatakuje, a on zauważył go, zanim ten zdążył przeprowadzić pierwszy atak.
Ze względu na fakt, że przeprowadzona akcja Isaaca asadniczo niewiele by mu tu dała (wiedza historyczna niczego tu nie podpowie w tym konkretnym momencie), ale wypadła na nią 100, traktuję ją jako rzut na spostrzegawczość i przesuwam nieco w czasie – daję informację już po otworzeniu przejścia. Pamiętaj też, że rzuty na historię to wos.
*
Zaklęcie Morpheusa nie było na tyle potężne, by zamienić dzień w noc – ale gdy uniósł różdżkę nad nimi i kilka metrów dalej zrobiło się ciemniej i zalśniły gwiazdy. Wiedza o świecie mężczyzny nie była może aż tak wielka, by oddał układ nieba z Lithy w stu procentach, ale dzięki zdolnościom astronomicznym zdołał to zrobić w miarę dokładnie.
– Panie Longbottom! Proszę ostrzegać przed takimi rzeczami! – zawołała panna Moss z daleka. W pierwszej chwili, gdy niebo pociemniało przystanęła, chwytając za różdżkę i dopiero gdy zrozumiała, że to sprawka Niewymownego, opuściła tę i ruszyła truchtem w ich kierunku.
Słońce i księżyc – mężczyzna i kobieta, ale także dzień i noc.
Krew Morpheusa zrosiła ziemię i wyrośniętą trawę.
Zerwał się wiatr, zmierzwił włosy oby mężczyzn i Morpheusowi przyszło na raz na myśl, że w tym miejscu i tak dość krwi przelano – a sam Isaac mógł bez trudu przypomnieć sobie, że na samych początkach celtyckiej kultury bogom składano ofiarę i z tego, co żywe, a niektóre źródła wskazywały nawet na takie tradycje jak picie krwi czy ludożerstwo. Wbrew pozorom dowodów historycznych na składanie ofiar z ludzi nie było tak wiele, jak przyjmowało się obiegowo – robili to zapewne tylko niektórzy i… czy mieli rację?
A potem…
Nowa runa, wytyczona krwią na trawie zabłysła, i ziemia zaczęła się zapadać, najpierw zgodnie z jej kształtem, a potem dalej, i wreszcie przed nimi kształtowały się srebrzyste schody. To była przedziwna magia, zaklęcia tak stare, że zapomniano nie tylko o nich, ale także o imionach i może nawet o ludach, które je rzucały. Stonehange przez lata było miejscem kultu, rytuałów, ale pod nim znajdowała się komnata stworzona przez starożytnych czarodziejów, wypełniona magią. Bagshot wiedział, że Celtowie długo nie budowali świątyń, czcili lasy, drzewa, miejsca, nie była więc to raczej świątynia – musiała być więc czymś innym. Było więc zapewne kryjówką druidów, stworzoną pod słynnym kompleksem, aby mieć pewność, że nie dostaną się tutaj niemagiczni członkowie wspólnoty – i w takim wypadku istniała spora szansa, że coś tutaj ukryto. A może, skoro miało otwierać się podczas Lithy, pozwalało odprawić jakiś rytuał – aż z jakichś powodów przestało być to później możliwe?
Przy wejściu, tam gdzie kończyły się schody, dostrzegli rozsypane resztki jakiegoś materiału, przypominającego szkło, ale błyszczącego i zapewne wytworu magicznych rzemieślników, nie szklarzy. Jakieś naczynia się tu rozpadły, leżały pośród prochów. Być może późniejsze badania mogły przynieść tutaj jakieś podpowiedzi.
Kiedy pierwszy z nich postawił stopę na srebrzystym stopniu, Isaac mógł dostrzec jednak kątem oka, jakby ziemia poruszyła się w środku. I przypomniał sobie, że starożytni czarodzieje nieraz swoje kryjówki w różny sposób zabezpieczali, by nie weszli do nich niepowołani. Oto z ziemi powstawał zapewne strażnik, który za moment ich zaatakuje, a on zauważył go, zanim ten zdążył przeprowadzić pierwszy atak.