01.09.2024, 14:36 ✶
Nie prowadzili tej gry od wczoraj, mijało już sześć lat, gdy próbowała zza stalowej kurtyny jego oczu odczytać cóż takiego, a raczej któż taki zaprząta jego myśli. Anthony był świadom jej intuicji, był świadom gry, w którą grali tak długo. Ich zaufanie było na tyle silne, że może i zwierzyłby się Quintessie wcześniej, podczas jednego z długich wieczorów przy kontemplowaniu muzyki i sztuki, ale... jeszcze wcześniej bawiło go to wodzenie jej za nos, teraz zaś sprawa była zbyt świeża, zbyt bolesna, zbyt upokarzająca. Nie przyszedł tu - zgodnie ze swoimi słowami - aby szukać pociechy w słowach, a w rozrywce, która zawsze mu pomagała.
– Cóż mi wpadło w oko poza Tobą? – ucałował jej dłoń flirtując otwarcie, jak tylko można flirtować z przyjaciółką, którą znało się zbyt długo. – Och... Rzeźba kruka, która bardzo mi przypomina wejście do domu Roweny, oraz... – zawahał się na moment, bo drugi z eksponatów przykuł jego uwagę w folderze swoim kolorem, co w przypadku jego dysfunkcji było raczej niezwykłą sytuacją. – ...dwa złote topazy. Ich... ich barwa bardzo mi przypomina oczy kogoś, kogo utraciłem. – Przyznał szczerze, proponując jej swoje cygaretki i paląc samemu, głównie po to by zająć czymś ręce i usta, by przypadkiem zmanipulować dym tak aby okadził mu twarz i uzasadnił zaczerwienione oczy. Był tak żałośnie sentymentalny, z trudem przychodziło mu dźwignięcie samego siebie i zgodnie ze słowami, które miał napisać do Morpheusa kilka dni później - zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby dał upust swoim uczuciom, gdyby tylko pozwolił sobie otworzyć się na kogoś i dać się poznać, ów nieszczęśnik z pewnością nie dałby sobie rady z powodzią, która miałaby miejsce chwilę później.
Mówienie o oczach było bezpieczne. Oczywistym był fakt, że nie widzi kolorów jak inni. Z tego co pamiętał, Erik mówił mu, że jego oczy są zielone, a tylko przy źrenicy realnie lśnią magią złota. Dla Shafiqa były to jednak lśniące kryształy otoczone szarą twarzą, nie był jeszcze tego pewien, ale na zdjęciu topazy oddawały ten blask zaskakująco dobrze.
– Musimy się upewnić, że jest to poszukiwana przeze mnie barwa. Rozważałem... mam kontakt z dość utalentowaną jubilerką, która od czasu do czasu wykonuje dla mnie różne prace. Liczę, że z tych kamieni można byłoby uczynić jakąś zgrzebną ozdobę. A Ty moja droga? Miałaś czas przejrzeć katalog, który podesłałem Ci wraz zaproszeniem? – odbił piłeczkę, licząc na dobre punkty zaczepienia, by zostać już w toku rozmowy przy osobie byłej żony Longbottoma. Byłoby to zdecydowanie wygodniejsze, nawet jeśli jego myśli wciąż krążyły wokół innego mieszkańca Warowni.
– Cóż mi wpadło w oko poza Tobą? – ucałował jej dłoń flirtując otwarcie, jak tylko można flirtować z przyjaciółką, którą znało się zbyt długo. – Och... Rzeźba kruka, która bardzo mi przypomina wejście do domu Roweny, oraz... – zawahał się na moment, bo drugi z eksponatów przykuł jego uwagę w folderze swoim kolorem, co w przypadku jego dysfunkcji było raczej niezwykłą sytuacją. – ...dwa złote topazy. Ich... ich barwa bardzo mi przypomina oczy kogoś, kogo utraciłem. – Przyznał szczerze, proponując jej swoje cygaretki i paląc samemu, głównie po to by zająć czymś ręce i usta, by przypadkiem zmanipulować dym tak aby okadził mu twarz i uzasadnił zaczerwienione oczy. Był tak żałośnie sentymentalny, z trudem przychodziło mu dźwignięcie samego siebie i zgodnie ze słowami, które miał napisać do Morpheusa kilka dni później - zdawał sobie sprawę z tego, że gdyby dał upust swoim uczuciom, gdyby tylko pozwolił sobie otworzyć się na kogoś i dać się poznać, ów nieszczęśnik z pewnością nie dałby sobie rady z powodzią, która miałaby miejsce chwilę później.
Mówienie o oczach było bezpieczne. Oczywistym był fakt, że nie widzi kolorów jak inni. Z tego co pamiętał, Erik mówił mu, że jego oczy są zielone, a tylko przy źrenicy realnie lśnią magią złota. Dla Shafiqa były to jednak lśniące kryształy otoczone szarą twarzą, nie był jeszcze tego pewien, ale na zdjęciu topazy oddawały ten blask zaskakująco dobrze.
– Musimy się upewnić, że jest to poszukiwana przeze mnie barwa. Rozważałem... mam kontakt z dość utalentowaną jubilerką, która od czasu do czasu wykonuje dla mnie różne prace. Liczę, że z tych kamieni można byłoby uczynić jakąś zgrzebną ozdobę. A Ty moja droga? Miałaś czas przejrzeć katalog, który podesłałem Ci wraz zaproszeniem? – odbił piłeczkę, licząc na dobre punkty zaczepienia, by zostać już w toku rozmowy przy osobie byłej żony Longbottoma. Byłoby to zdecydowanie wygodniejsze, nawet jeśli jego myśli wciąż krążyły wokół innego mieszkańca Warowni.