01.09.2024, 16:52 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2024, 21:26 przez Icarus Prewett.)
Przez ostatnie lata Icarus nie miał żadnego problemu ze znalezieniem kogoś na przyjęcie. Zawsze brał Basila, mimo, że obaj byli prymusami z eliksirów, których profesor Slughorn nie omieszkał zaprosić do swojego elitarnego klubu. Jednak dzięki temu nie musieli kombinować. A teraz, gdy Icarus został w szkole sam, musiał zabrać kogoś innego. Czasami nawet zastanawiali się z bratem, czy nie zabrać jakiś dziewczyn, ale nie mieli na to weny. I... obawiali się odrzucenia, jako, że jeden z nich był chorowity, a drugi pasjonował się historią i nie potrafił latać na miotle.
Właściwie to, że Icarus zaprosił Monę było pierwszym razem, gdy zdobył się na odwagę, by zaprosić dziewczynę... właściwie gdziekolwiek. Normalnie spotykali się na korytarzu lub w Wielkiej Sali. To było prawie jak randka. Icarus nie wiedział, czy mógł w ogóle o tym myśleć w takich kategoriach. Przecież na pewno Mona tak nie uważała.
– Myślę, że będzie zachwycony rozmową o smokach. To temat, o którym można słuchać godzinami, szczególnie, jak ty o nim opowiadasz – powiedział trochę bezmyślnie, bo zaraz zorientował się, jak zabrzmialy jego słowa i oblał go rumieniec. – Znaczy... to o tobie dobrze świadczy. Mogłabyś kiedyś zostać jakąś nauczycielką, czy coś...
Był w tym beznadziejny. Niezręczny i spięty. Zestresowany. A po pytaniu o jego znajomych, zupełnie miał ochotę stąd zwiać. To było miejsce, gdzie jego szkolni dręczyciele zyskiwali nowy materiał do żartów na jego temat. Już miał udzielić jakiejś wymijającej odpowiedzi, ale uratował go profesor Slughorn, który podszedł do nich z szerokim uśmiechem.
– Icarusie, cieszę się, że przyszedłeś. I widzę tutaj panienkę Rowle? – przywitał się z nimi nauczyciel eliksirów. – Polecam wam ciasto dyniowe, w kuchni przeszli samych siebie.
Icarus pokiwał głową. Na razie zbyt ściskało go w żołądku, żeby jeść jakieś ciasto. Choć z drugiej strony, można było też zajadać stres. Cóż, każdy sposób był dobry...
Właściwie to, że Icarus zaprosił Monę było pierwszym razem, gdy zdobył się na odwagę, by zaprosić dziewczynę... właściwie gdziekolwiek. Normalnie spotykali się na korytarzu lub w Wielkiej Sali. To było prawie jak randka. Icarus nie wiedział, czy mógł w ogóle o tym myśleć w takich kategoriach. Przecież na pewno Mona tak nie uważała.
– Myślę, że będzie zachwycony rozmową o smokach. To temat, o którym można słuchać godzinami, szczególnie, jak ty o nim opowiadasz – powiedział trochę bezmyślnie, bo zaraz zorientował się, jak zabrzmialy jego słowa i oblał go rumieniec. – Znaczy... to o tobie dobrze świadczy. Mogłabyś kiedyś zostać jakąś nauczycielką, czy coś...
Był w tym beznadziejny. Niezręczny i spięty. Zestresowany. A po pytaniu o jego znajomych, zupełnie miał ochotę stąd zwiać. To było miejsce, gdzie jego szkolni dręczyciele zyskiwali nowy materiał do żartów na jego temat. Już miał udzielić jakiejś wymijającej odpowiedzi, ale uratował go profesor Slughorn, który podszedł do nich z szerokim uśmiechem.
– Icarusie, cieszę się, że przyszedłeś. I widzę tutaj panienkę Rowle? – przywitał się z nimi nauczyciel eliksirów. – Polecam wam ciasto dyniowe, w kuchni przeszli samych siebie.
Icarus pokiwał głową. Na razie zbyt ściskało go w żołądku, żeby jeść jakieś ciasto. Choć z drugiej strony, można było też zajadać stres. Cóż, każdy sposób był dobry...