01.09.2024, 18:16 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.09.2024, 18:33 przez Cameron Lupin.)
— Mhmm… Czyli na dobrą sprawę mamy dwie próbki krwi od przeklętych. — No, przynajmniej takich, co przetrwali większość życia walcząc z objawami tej konkretnej klątwy. Cameron zmarszczył brwi. — Jak rozumiem, Próbka nieobciążona pochodzi od kogoś, kto nie ma nic wspólnego z klątwą, a ostatnia jest od kogoś, kto ma tę klątwę, ale nie wykryto u niej żadnych objawów. A więc w tym przypadku klątwa jest... Uśpiona? — kontynuował nieśmiało Lupin, próbując ubrać swoje wnioski w odpowiednie słowa. — W takim razie próbka nieobciążona jest naszą próbą kontrolną, gdzie będziemy testować różne czynniki, sprawdzając, jak działają na zwykłych czarodziejów. Bezobjawowa pokaże nam, czy uśpiona magia klątwy może jakoś reagować na określone warunki i naciski zewnętrzne, a próbka aktywna... Ekhm, no wiadomo.
Uniósł brew, podejrzewając, że Florence będzie miała w tej sprawie więcej do powiedzenia.
— Leczymy objawy, nie usuwając źródła problemu — skomentował Cameron, kiwając powoli głową.
Oczywiście widział plusy tego typu terapii; człowiek wypracowywał coraz lepszą kontrolę nad własnym ciałem i emocjami, co z kolei przekładało się na możliwość okiełznania wybuchów klątwy. Na własne oczy widział, jak Heather potrafi ''odpalić się'' w najmniej spodziewanym momencie - jak wtedy, gdy wysadziła uliczny hydrant w powietrze podczas walki z przerośniętą kaczką w niemagicznym Londynie. Musiał jednak przyznać Bulstrode rację w jednym: nawet największy spokój nie pozbywał się klątwy żywiołów. A jeśli celem kobiety było dotarcie do tajemnicy jej usunięcia, to kierowanie się zasadami terapii wyciszających praktykowanych w Lecznicy Dusz czy przez niezależnych ekspertów raczej nie naprowadzi ich na nic nowego.
— Czy Szpital św. Munga ma dostęp do szczegółowej dokumentacji medycznej rodziców i syna tego pacjenta? — zaczął dopytywać Lupin, coraz intensywniej drapiąc się po głowie. — Zidentyfikowanie konkretnych markerów genetycznych byłoby chyba wtedy łatwiejsze? Może gdyby poszukać wzorców wśród osób, u których wystąpiło uśpienie klątwy, to udałoby się wyodrębnić czynnik... hamujący... jej przebudzenie? — Uniósł wzrok znad próbek, szukając na twarzy Florence jakiegoś potwierdzenia, że idzie dobrym tropem. — Jeśli klątwa żywiołów przypomina bardziej klasyczne choroby genetyczne, to możliwe, że geny ''zdrowego'' partnera są w stanie zdominować wadliwe struktury genetyczne ''chorej'' osoby, sprawiając, że dziecko nie wykazywałoby objawów choroby.
Wypuścił powoli powietrze z płuc. Tego typu badanie mogłoby być warte zachody, jednak wiele zależało od tego, do jakich wielu informacji i próbek udałoby się im dotrzeć w przypadku wdrożenia prac. Tak jak zdobycie próbek od dziecka i jego rodziców nie byłoby raczej szczególnie trudnym zadaniem, tak, gdyby chcieli się w to zagłębiać coraz głębiej, kopiąc coraz dalej w drzewie genealogicznym poszczególnych pacjentów... Nie wiadomo, co by tam znaleźli. O ile w ogóle byliby w stanie dokopać się do odpowiednich próbek. Nawet jeśli niektóre rodziny czarodziejów miały to szczęście, że żyli wśród nich nestorzy sprzed dwóch czy trzech pokoleń, tak najstarsi członkowie rodów byli już dosyć leciwi.
— Nooo i... Skoro klątwa ingeruje w możliwości tkania zaklęć, to jeśli mówimy o badaniach krwi, t-to mamy na myśli wystawienie próbek na efekty działań różnych typów magii?
Zmarszczył czoło. Magia kształtowania wydawała się tutaj kluczowa; bądź co bądź, klątwa odblokowywała właśnie jej potencjał. Magia to nie była jednak tylko krew, ale też emocje. A tutaj już pojawiała się kwestia ich intensywności, moralności i spaczenia osobowościowego. Czy Bulstrode naprawdę chciała sięgać tak daleko? A może wystarczyło jej eksperymentowanie z zaklęciami żywiołowymi?
Uniósł brew, podejrzewając, że Florence będzie miała w tej sprawie więcej do powiedzenia.
— Leczymy objawy, nie usuwając źródła problemu — skomentował Cameron, kiwając powoli głową.
Oczywiście widział plusy tego typu terapii; człowiek wypracowywał coraz lepszą kontrolę nad własnym ciałem i emocjami, co z kolei przekładało się na możliwość okiełznania wybuchów klątwy. Na własne oczy widział, jak Heather potrafi ''odpalić się'' w najmniej spodziewanym momencie - jak wtedy, gdy wysadziła uliczny hydrant w powietrze podczas walki z przerośniętą kaczką w niemagicznym Londynie. Musiał jednak przyznać Bulstrode rację w jednym: nawet największy spokój nie pozbywał się klątwy żywiołów. A jeśli celem kobiety było dotarcie do tajemnicy jej usunięcia, to kierowanie się zasadami terapii wyciszających praktykowanych w Lecznicy Dusz czy przez niezależnych ekspertów raczej nie naprowadzi ich na nic nowego.
— Czy Szpital św. Munga ma dostęp do szczegółowej dokumentacji medycznej rodziców i syna tego pacjenta? — zaczął dopytywać Lupin, coraz intensywniej drapiąc się po głowie. — Zidentyfikowanie konkretnych markerów genetycznych byłoby chyba wtedy łatwiejsze? Może gdyby poszukać wzorców wśród osób, u których wystąpiło uśpienie klątwy, to udałoby się wyodrębnić czynnik... hamujący... jej przebudzenie? — Uniósł wzrok znad próbek, szukając na twarzy Florence jakiegoś potwierdzenia, że idzie dobrym tropem. — Jeśli klątwa żywiołów przypomina bardziej klasyczne choroby genetyczne, to możliwe, że geny ''zdrowego'' partnera są w stanie zdominować wadliwe struktury genetyczne ''chorej'' osoby, sprawiając, że dziecko nie wykazywałoby objawów choroby.
Wypuścił powoli powietrze z płuc. Tego typu badanie mogłoby być warte zachody, jednak wiele zależało od tego, do jakich wielu informacji i próbek udałoby się im dotrzeć w przypadku wdrożenia prac. Tak jak zdobycie próbek od dziecka i jego rodziców nie byłoby raczej szczególnie trudnym zadaniem, tak, gdyby chcieli się w to zagłębiać coraz głębiej, kopiąc coraz dalej w drzewie genealogicznym poszczególnych pacjentów... Nie wiadomo, co by tam znaleźli. O ile w ogóle byliby w stanie dokopać się do odpowiednich próbek. Nawet jeśli niektóre rodziny czarodziejów miały to szczęście, że żyli wśród nich nestorzy sprzed dwóch czy trzech pokoleń, tak najstarsi członkowie rodów byli już dosyć leciwi.
— Nooo i... Skoro klątwa ingeruje w możliwości tkania zaklęć, to jeśli mówimy o badaniach krwi, t-to mamy na myśli wystawienie próbek na efekty działań różnych typów magii?
Zmarszczył czoło. Magia kształtowania wydawała się tutaj kluczowa; bądź co bądź, klątwa odblokowywała właśnie jej potencjał. Magia to nie była jednak tylko krew, ale też emocje. A tutaj już pojawiała się kwestia ich intensywności, moralności i spaczenia osobowościowego. Czy Bulstrode naprawdę chciała sięgać tak daleko? A może wystarczyło jej eksperymentowanie z zaklęciami żywiołowymi?