01.09.2024, 18:41 ✶
Czy on właśnie... mnie skomplementował?
Przez chwilę zupełnie nie wiedziała, jak zareagować. Icarus Prewett, pewny siebie geniusz, którego wiedza i talent wydawały się zbyt wielkie na ten świat, naprawdę myślał, że ona potrafi mówić o smokach w sposób, który mógłby kogoś zachwycić? Tego wieczoru Mona Rowle zdążyła zarumienić się już milion razy. Na początku Icarus nonszalancko zaproponował jej swoje ramię. Zwykle nie reagowała w ten sposób, ale myśl o tym, że mogłaby stać się nagle centrum uwagi, wywołała w niej ciepło, które powędrowało na jej twarz. Jednak w tamtym momencie nawet nie zauważyła rumieńca na polikach chłopaka, bo jego słowa wywołały identyczną reakcję na jej twarzy.
Dla Mony smoki były właściwie wszystkim. Były jak dom, marzenie, coś, co towarzyszyło jej od zawsze. Kiedy Icarus powiedział, że mogłaby zostać nauczycielką, jej serce zabiło mocniej. Może nie był z nią szczery… Ale dlaczego miałby mówić coś, co mogła usłyszeć tylko ona? Mimo kłębka nerwów, jakim była, to w tamtym momencie wiedziała, jak wiele dla niej znaczą te stworzenia i jak ciężko było jej przekazać innym swoje uczucia. A gdy Icarus mówił takie słowa, złożył w całość coś, co dla niej było już od dawna na wyciągnięcie ręki, ale zawsze wydawało się nieosiągalne.
– Och... – wykrztusiła. — Dziękuję, to... miłe. Ale nie wiem, czy kiedykolwiek potrafiłabym być nauczycielką...
Mona poczuła, jak jej twarz stała się jeszcze bardziej czerwona. Próbując za wszelką cenę odzyskać choć odrobinę opanowania, posłała mu delikatny uśmiech. Nie minęło wiele czasu, a profesor Slughorn rzeczywiście do nich podszedł, z uśmiechem tak szerokim, jakby miał właśnie przed sobą dwie najcenniejsze perły swojego klubu. Starała się zachować spokój, ale gdy tylko zwrócił na nią swoją uwagę, poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej. Znowu.
— Profesorze Slughorne! Co za niespodzianka — wymusiła na swojej twarzy uśmiech. Niespodzianka? On dosłownie jest gospodarzem, głupia. Dlaczego się tak denerwuję? Icarusie, coś ty ze mną zrobił?
Lecz Mona kontynuowała dalej:
— Ciasto dyniowe brzmi naprawdę przepysznie, z pewnością go skosztujemy.
— Słyszałem, że masz niesamowitą wiedzę na temat smoków. Czy mogłabyś kiedyś opowiedzieć mi więcej o tym, co cię fascynuje w tych stworzeniach? Zawsze chciałem zrozumieć, co tak bardzo przyciąga młodych czarodziejów do tych... jak to się mówi? Krwiożerczych bestii? — Profesor zawołał z radosnym błyskiem w oku. Jego słowa wywołały u Mony mieszankę dumy i zażenowania. Uśmiechnęła się nieśmiało, czując na sobie spojrzenie Icarusa.
— Oczywiście – odpowiedziała zaskakująco cicho, jakby nagle zabrakło jej odwagi. – Chętnie opowiem, jeśli tylko będzie okazja. Może... w mniej formalnych okolicznościach?
Profesor roześmiał się serdecznie, poklepał ją po ramieniu i pokiwał głową z aprobatą. Mona odetchnęła, gdy tylko profesor odszedł, jednak czuła, że jej policzki jeszcze przez chwilę pozostaną lekko zaróżowione.
— Powiedziałam coś głupiego, prawda? – szepnęła w jego stronę, uśmiechając się z zakłopotaniem.
Przez chwilę zupełnie nie wiedziała, jak zareagować. Icarus Prewett, pewny siebie geniusz, którego wiedza i talent wydawały się zbyt wielkie na ten świat, naprawdę myślał, że ona potrafi mówić o smokach w sposób, który mógłby kogoś zachwycić? Tego wieczoru Mona Rowle zdążyła zarumienić się już milion razy. Na początku Icarus nonszalancko zaproponował jej swoje ramię. Zwykle nie reagowała w ten sposób, ale myśl o tym, że mogłaby stać się nagle centrum uwagi, wywołała w niej ciepło, które powędrowało na jej twarz. Jednak w tamtym momencie nawet nie zauważyła rumieńca na polikach chłopaka, bo jego słowa wywołały identyczną reakcję na jej twarzy.
Dla Mony smoki były właściwie wszystkim. Były jak dom, marzenie, coś, co towarzyszyło jej od zawsze. Kiedy Icarus powiedział, że mogłaby zostać nauczycielką, jej serce zabiło mocniej. Może nie był z nią szczery… Ale dlaczego miałby mówić coś, co mogła usłyszeć tylko ona? Mimo kłębka nerwów, jakim była, to w tamtym momencie wiedziała, jak wiele dla niej znaczą te stworzenia i jak ciężko było jej przekazać innym swoje uczucia. A gdy Icarus mówił takie słowa, złożył w całość coś, co dla niej było już od dawna na wyciągnięcie ręki, ale zawsze wydawało się nieosiągalne.
– Och... – wykrztusiła. — Dziękuję, to... miłe. Ale nie wiem, czy kiedykolwiek potrafiłabym być nauczycielką...
Mona poczuła, jak jej twarz stała się jeszcze bardziej czerwona. Próbując za wszelką cenę odzyskać choć odrobinę opanowania, posłała mu delikatny uśmiech. Nie minęło wiele czasu, a profesor Slughorn rzeczywiście do nich podszedł, z uśmiechem tak szerokim, jakby miał właśnie przed sobą dwie najcenniejsze perły swojego klubu. Starała się zachować spokój, ale gdy tylko zwrócił na nią swoją uwagę, poczuła, jak jej serce zaczyna bić szybciej. Znowu.
— Profesorze Slughorne! Co za niespodzianka — wymusiła na swojej twarzy uśmiech. Niespodzianka? On dosłownie jest gospodarzem, głupia. Dlaczego się tak denerwuję? Icarusie, coś ty ze mną zrobił?
Lecz Mona kontynuowała dalej:
— Ciasto dyniowe brzmi naprawdę przepysznie, z pewnością go skosztujemy.
— Słyszałem, że masz niesamowitą wiedzę na temat smoków. Czy mogłabyś kiedyś opowiedzieć mi więcej o tym, co cię fascynuje w tych stworzeniach? Zawsze chciałem zrozumieć, co tak bardzo przyciąga młodych czarodziejów do tych... jak to się mówi? Krwiożerczych bestii? — Profesor zawołał z radosnym błyskiem w oku. Jego słowa wywołały u Mony mieszankę dumy i zażenowania. Uśmiechnęła się nieśmiało, czując na sobie spojrzenie Icarusa.
— Oczywiście – odpowiedziała zaskakująco cicho, jakby nagle zabrakło jej odwagi. – Chętnie opowiem, jeśli tylko będzie okazja. Może... w mniej formalnych okolicznościach?
Profesor roześmiał się serdecznie, poklepał ją po ramieniu i pokiwał głową z aprobatą. Mona odetchnęła, gdy tylko profesor odszedł, jednak czuła, że jej policzki jeszcze przez chwilę pozostaną lekko zaróżowione.
— Powiedziałam coś głupiego, prawda? – szepnęła w jego stronę, uśmiechając się z zakłopotaniem.