01.09.2024, 18:31 ✶
Kiedy Electra otworzyła przesyłkę od Charlesa Mulcibera, prawie popłakała się ze śmiechu. Nie tylko ze względu na genialny kształt świeczki, którą dostała w prezencie, ale głównie dlatego, że podczas kiermaszu jej najstarszy brat zrobił wszystko, by falliczne świeczki nie wpadły w jej ręce. No cóż, ten się śmieje, kto się śmieje ostatni. Musiała tylko pomyśleć, gdzie ją schować. Świeczka była zbyt ładna, żeby ukrywać ją w jakimś pudełku, ale z drugiej strony Electra autentycznie obawiała się, że Basil może dostać zawału na widok czegoś takiego w jej pokoju. Z braku lepszych pomysłów, po prostu włożyła świeczkę do torebki, którą nosiła na co dzień. Tę samą torebkę zabrała ze sobą, kiedy wieczorem wyszła wyprowadzić psa.
Electra bardzo lubiła chodzić na spacery z Cerberem, bo pozwalały jej się trochę poruszać. Nie uprawiała sportu od czasów grania w szkolnej drużynie quidditcha i zaczynało jej brakować regularnej aktywności fizycznej. Co prawda wyprowadzanie pupila nie wymagało tak dużych pokładów energii jak trening, bo Cerber był najgrzeczniejszym pieskiem świata, ale zawsze był to jakiś ruch. Teraz czarny pudel spokojnie dreptał sobie obok niej, ani razu nie wyrywając się ze smyczy.
Spacerując po Horyzontalnej można było czasem spotkać znajome twarze i również tym razem udało jej się wypatrzeć dobrze znaną sylwetkę koło Fontanny Syreny.
– Jessie! – zawołała kolegę i podeszła w jego stronę, lekko ciągnąc za sobą smycz. – Tak dawno się nie widzieliśmy. Wszystko w porządku? – delikatnie objęła go na przywitanie. Basil opowiadał jej, że jakieś trzy tygodnie temu Kelly został ugryziony przez wampira. Z tego co Electra słyszała, obecnie stan chłopaka był stabilny ale dalej się o niego martwiła.
Electra bardzo lubiła chodzić na spacery z Cerberem, bo pozwalały jej się trochę poruszać. Nie uprawiała sportu od czasów grania w szkolnej drużynie quidditcha i zaczynało jej brakować regularnej aktywności fizycznej. Co prawda wyprowadzanie pupila nie wymagało tak dużych pokładów energii jak trening, bo Cerber był najgrzeczniejszym pieskiem świata, ale zawsze był to jakiś ruch. Teraz czarny pudel spokojnie dreptał sobie obok niej, ani razu nie wyrywając się ze smyczy.
Spacerując po Horyzontalnej można było czasem spotkać znajome twarze i również tym razem udało jej się wypatrzeć dobrze znaną sylwetkę koło Fontanny Syreny.
– Jessie! – zawołała kolegę i podeszła w jego stronę, lekko ciągnąc za sobą smycz. – Tak dawno się nie widzieliśmy. Wszystko w porządku? – delikatnie objęła go na przywitanie. Basil opowiadał jej, że jakieś trzy tygodnie temu Kelly został ugryziony przez wampira. Z tego co Electra słyszała, obecnie stan chłopaka był stabilny ale dalej się o niego martwiła.