15.01.2023, 03:05 ✶
Może dla kogoś była dziwna. Może dla kogoś i on był dziwny. Jeśli o Victorie chodziło, to po prostu dziwna była ta sytuacja między nimi, to zawieszenie. Kiedy poznajesz kogoś i nie zaczynacie od zwykłej prostej znajomości, tylko od razu wiesz, że za jakiś czas zostaniecie rodziną. I nikogo nie obchodzi, czy w ogóle do siebie pasujecie, czy nie. Czy się polubicie czy nie. Czy dobrze wam ze sobą będzie w łóżku, czy kompletnie się ze swoimi potrzebami i fascynacjami miniecie. Dlatego było tak dziwnie – bo była ta presja, że od tych spotkań wiele zależy pomiędzy nimi, jeśli nie chcieli być dla siebie w przyszłości jakimś takim ciężarem. Kulą u nogi, której najlepiej jak najszybciej się pozbyć. Nie byli jedyni – w sensie to przydarzało się w świecie czarodziejów czystej krwi na porządku dziennym, mało które małżeństwo zostało zawarte z miłości i faktycznej chęci małżonków, a nie z przymusu ze strony rodziców. Ale to nie oznaczało, że mieli się wobec siebie zachowywać niecywilizowanie… Dziwnie więc i trudno było się odnaleźć w wymuszonej znajomości, w której żadne z nich by się w normalnych warunkach raczej nie znalazło, bo kroczyli zupełnie innymi ścieżkami. Ścieżkami, które chcąc nie chcąc, musiały się teraz jakoś zbiec.
Ludzie często mówią, żebyś został, bo im głupio, ale przybierali wtedy taki specyficzny ton. Jakby nieco wyższy, przeciągane "nieeeeeee". "Nieeeeeee, no co tyyy", brakowało jeszcze tylko nerwowego śmiechu. Victoria jednak niczego takiego nie powiedziała. Momentami można było odnieść wrażenie, że zachowuje się jak jakiś konstrukt, a to po prostu… najczęściej były nawyki, których nie kontrolowała, jak próba oczyszczenia umysłu z emocji. Oklumencja niekontrolowana. I to nie tak, że była zimna, po prostu sama czuła się w tym wszystkim zagubiona.
- Nie obraziłeś mnie ani nic z tych rzeczy. Nic się nie stało… – tak, w jednej chwili popsuł jej humor, ale to było coś zupełnie innego niż na przykład na tej nieszczęsnej kolacji noworocznej. Uraził ją, bo chciała dobrze, ale to nie zostało docenione. Ale to tyle, tylko tyle.
Albo aż tyle?
Nie na tyle jednak, by go stąd wyrzucać.
- Na szczęście ja nie jestem pesymistką – mruknęła. - Szachy? Lubię szachy – a i więcej – dość regularnie grała w szachy z Lycoris. Ale tak jak chciał, otworzyła tę samą szafkę gdzie trzymała karty i wyciągnęła szachy czarodziejów, na których często grała.
Ludzie często mówią, żebyś został, bo im głupio, ale przybierali wtedy taki specyficzny ton. Jakby nieco wyższy, przeciągane "nieeeeeee". "Nieeeeeee, no co tyyy", brakowało jeszcze tylko nerwowego śmiechu. Victoria jednak niczego takiego nie powiedziała. Momentami można było odnieść wrażenie, że zachowuje się jak jakiś konstrukt, a to po prostu… najczęściej były nawyki, których nie kontrolowała, jak próba oczyszczenia umysłu z emocji. Oklumencja niekontrolowana. I to nie tak, że była zimna, po prostu sama czuła się w tym wszystkim zagubiona.
- Nie obraziłeś mnie ani nic z tych rzeczy. Nic się nie stało… – tak, w jednej chwili popsuł jej humor, ale to było coś zupełnie innego niż na przykład na tej nieszczęsnej kolacji noworocznej. Uraził ją, bo chciała dobrze, ale to nie zostało docenione. Ale to tyle, tylko tyle.
Albo aż tyle?
Nie na tyle jednak, by go stąd wyrzucać.
- Na szczęście ja nie jestem pesymistką – mruknęła. - Szachy? Lubię szachy – a i więcej – dość regularnie grała w szachy z Lycoris. Ale tak jak chciał, otworzyła tę samą szafkę gdzie trzymała karty i wyciągnęła szachy czarodziejów, na których często grała.