01.09.2024, 22:15 ✶
Jego zdaniem Mona byłaby wspaniałą nauczycielką. Miała w sobie niewymuszony urok i życzliwość w stronę innych. Kiedy się uśmiechała, rozświetlała całe pomieszczenie, kiedy się śmiała, nie dało się nie zaśmiać razem z nią, a kiedy mówiła, nie tylko umysł, lecz i serce słuchały jej słów. Nawet jak gadała głupoty o smoko-ludziach czy wampirach w starożytnym Rzymie. Mogłaby opowiadać o tym, co jadła na śniadanie, a Icarus by słuchał tego jak najpiękniejszej pieśni. Dlatego byłaby świetną nauczycielką. Na pewno inni mieli tak samo, gdy jej słuchali.
Kiedy rozmawiała ze Slughornem, odrobinę odpłynął. Zagapił się na nią, w szczególności na jej usta. Nawet o niczym szczególnym wtedy nie myślał. Zdarzało mu się czasem tak odpływać. Gdy długo się uczył, odkrywał, że przez kilka minut wpatrywał się w losowe słowo na stronie podręcznika. Bywało tak również na lekcjach, szczególnie na transmutacji, kiedy wpadał w taki stan, że przestawał na chwilę słuchać. A usta Mony były po prostu... punktem. Losowo wybranym.
Chciałbym ją pocałować, naszła go nagle myśl i natychmiast odwrócił wzrok od przyjaciółki. Poczuł falę wstydu i którą na szczęście ukrył za szybkim uśmiechem w stronę profesora. Dobrzy bogowie! To była jego przyjaciółka. A myśl o pocałowaniu jej była natrętna. Już od jakiegoś czasu powracała w najmniej odpowiednich momentach.
Chyba Slughorn tego nie dostrzegł, chociaż... skąd Icarus mógł to wiedzieć? Dlatego dopiero chwilę po tym jak profesor odszedł, trafiło do niego pytanie Mony.
– Um... Nie, myślę, że po prostu jeszcze z nami pogada, kiedy już nie będzie nowych gości do witania – stwierdził, choć było to coś oczywistego. – Nie martw się. Wyglądał na skłonnego do rozmowy o smokach. Ciekaw jestem jego reakcji na istnienie smoczych ludzi. Jak ich tam nazywałaś? Drakoni? – spytał zaczepnie.
Oj, to był temat rzeka. Normalnie by powodował między nimi jakiś konflikt, ale on to skrycie lubił. Przekomarzanie się, ale w ich własnej bezpiecznej strefie. On lubił, jak ona się irytowała, próbując udowodnić istnienie tych zmyślonych stworzeń, a ona czerpała satysfakcję z tego, że zaczynał przytaczać kroniki i podstawy nauk historycznych (przynajmniej tak się Icarusowi wydawało). Te rozmowy były też ich mechanizmem obronnym. Raz kiedy Mona była smutna po jakimś oblanym teście, Icarus napisał dla niej krótki łaciński wierszyk o smoczym człowieku. Może go nie rozumiała, ale inaczej nie potrafił rymować. W każdym razie, kończył się słowami "non sum", co wywołało wtedy śmiech jego przyjaciółki.
Teraz Icarus widział, że była niepewna. Sądziła, że sobie nie radziła, ale to nie była prawda. Dla niego była najlepszą osobą, którą mógł tu zabrać. Mimo, że był zestresowany, nie wyobrażał sobie zaprosić żadnej innej dziewczyny. Ani chłopaka (może poza Basilem, ale tylko dlatego, że domyślnie Icarus był tchórzem). Dziwił się Monie, że nie wierzyła w siebie, bo była przecież wspaniała. Coś mu podopowiadało, że pragnął przekonać ją o tym fakcie, udowadniać jej to każdego dnia.
Kiedy rozmawiała ze Slughornem, odrobinę odpłynął. Zagapił się na nią, w szczególności na jej usta. Nawet o niczym szczególnym wtedy nie myślał. Zdarzało mu się czasem tak odpływać. Gdy długo się uczył, odkrywał, że przez kilka minut wpatrywał się w losowe słowo na stronie podręcznika. Bywało tak również na lekcjach, szczególnie na transmutacji, kiedy wpadał w taki stan, że przestawał na chwilę słuchać. A usta Mony były po prostu... punktem. Losowo wybranym.
Chciałbym ją pocałować, naszła go nagle myśl i natychmiast odwrócił wzrok od przyjaciółki. Poczuł falę wstydu i którą na szczęście ukrył za szybkim uśmiechem w stronę profesora. Dobrzy bogowie! To była jego przyjaciółka. A myśl o pocałowaniu jej była natrętna. Już od jakiegoś czasu powracała w najmniej odpowiednich momentach.
Chyba Slughorn tego nie dostrzegł, chociaż... skąd Icarus mógł to wiedzieć? Dlatego dopiero chwilę po tym jak profesor odszedł, trafiło do niego pytanie Mony.
– Um... Nie, myślę, że po prostu jeszcze z nami pogada, kiedy już nie będzie nowych gości do witania – stwierdził, choć było to coś oczywistego. – Nie martw się. Wyglądał na skłonnego do rozmowy o smokach. Ciekaw jestem jego reakcji na istnienie smoczych ludzi. Jak ich tam nazywałaś? Drakoni? – spytał zaczepnie.
Oj, to był temat rzeka. Normalnie by powodował między nimi jakiś konflikt, ale on to skrycie lubił. Przekomarzanie się, ale w ich własnej bezpiecznej strefie. On lubił, jak ona się irytowała, próbując udowodnić istnienie tych zmyślonych stworzeń, a ona czerpała satysfakcję z tego, że zaczynał przytaczać kroniki i podstawy nauk historycznych (przynajmniej tak się Icarusowi wydawało). Te rozmowy były też ich mechanizmem obronnym. Raz kiedy Mona była smutna po jakimś oblanym teście, Icarus napisał dla niej krótki łaciński wierszyk o smoczym człowieku. Może go nie rozumiała, ale inaczej nie potrafił rymować. W każdym razie, kończył się słowami "non sum", co wywołało wtedy śmiech jego przyjaciółki.
Teraz Icarus widział, że była niepewna. Sądziła, że sobie nie radziła, ale to nie była prawda. Dla niego była najlepszą osobą, którą mógł tu zabrać. Mimo, że był zestresowany, nie wyobrażał sobie zaprosić żadnej innej dziewczyny. Ani chłopaka (może poza Basilem, ale tylko dlatego, że domyślnie Icarus był tchórzem). Dziwił się Monie, że nie wierzyła w siebie, bo była przecież wspaniała. Coś mu podopowiadało, że pragnął przekonać ją o tym fakcie, udowadniać jej to każdego dnia.