Drogi Astarothcie,
siadając do napisania tego listu zastanawiałem się nad wieloma rzeczami. Wyobrażałem sobie też Twoje zaprzeczenia na pewne moje słowa, przeprosiny oraz szereg innych przyczynowo-skutkowych wypadowych, które doprowadziły mnie do właśnie tego wieczoru. Wiem dobrze, że kiedy napiszę "to nie tylko Twoja wina" - zaprzeczysz. Wiem też, że Twoje milczenie to szereg minusów, które wpisałeś na własny rachunek sumienia. Nie ważne, jak bardzo będziesz starał się zaprzeczyć musisz zrozumieć, że nie jesteś jedyną osobą odpowiedzialną za tę sytuację.
Potrzebowałem kilku dni, żeby przepracować to, co się wydarzyło. Albo raczej to, że świadomie wyciągnąłem dłoń do Śmierci i widzisz, samolubnie chciałem się tym na Tobie podeprzeć. Przez tych kilka chwil chciałem przestać istnieć. I chciałem udowodnić samemu sobie, że ludziom nie wolno ufać. Igrałem z Twoim temperamentem znając zagrożenie i ryzyko, świadomie je wywoływałem. Wybacz moją arogancję, ale byłeś pięknym pierścionkiem na moim paluszku. W gruncie rzeczy wybory tamtej nocy były iluzoryczne.
Znajduję ironicznym fakt, jak bardzo zaciera się granica między ofiarą i oprawcą, kiedy prawda wybija na wierzch jak źródło w górach. Kiedy woda już wypłynie - płynie wartkim strumieniem. Umniejszyliśmy sobie wzajem mądrości przez niemądre pragnienia. Za te pragnienia prawie zapłaciliśmy życiem. W chwili tej opłaty przypomniałem sobie, jak życie jest cenne i nawet, jeśli jest bardzo trudne - żaden produkt nie będzie wart jego ceny. Po prostu nie istnieje. Ciężar niesionej przez Ciebie klątwy jest tym bardziej niesprawiedliwy, bo bez cudzego życia Twoje nie istnieje. Nadal wierzę, że nie ma dwóch dróg rozwiązania, że zawsze są drogi pomiędzy. To nie jest tylko droga ku zatraceniu, bądź droga do poddania się.
Słońce jest ciepłe, a jego rumieńce opływają nam świat ostatni raz. Błyszczą w morskiej pianie i lśnią na końskim grzbiecie. Hipogryfy czyszczą swoje pióra w mirażu światła prześwitującego przez szumiące korony drzew. Śpiewają ptaki i trzepoczą skrzydła memortków. Znajome ci krajobrazy, prawda? W takich chwilach ciężko o strach. Lecz teraz panuje noc. Nic skuteczniej nie pobudza lęków niż ciemność pochłaniająca światło.
Mam nadzieję, że moje światło było tego warte.