W Ścieżce Życia Clemensa Longbottoma jaśniała blaskiem błyskawica, błyskawica Wieży. Nagłej zmiany.
— Yhym — mruknął ironicznie, przeciągnąć dogryzanie sobie nawzajem nieco za daleko, żeby nadal było zabawnie, typową braterską manierą. I był jeszcze dzieciakiem.
W przeciwieństwie do wielu swoich rówieśników, na przykład Anthony'ego Shafiq'a, Morpheus kochał swoich braci. Zdawał sobie też sprawę, że w braku ogłady znajduje się ich miłość do niego, na przykład wtedy, gdy wszyscy próbowali nauczyć go rodzinnej magii pojedynków i po kolei, nie wiedział czy jakoś się zmówili, dawali mu lekcje pojedynków. To nigdy nie zadziałało, Morpheus ani razu nie rzucił czaru, który pętał przeciwnika do walki. Co wyciągnął z tej lekcji to sposób, jak udawać, że posługuje się tym rodzajem magii. I tylko tyle. Mały profeta często spoglądał z podziwem na Jeremiaha, Derwina czy Clemensa, zwłaszcza gdy mieli na sobie mundury służbowe, nawet jeżeli udawał, że to pogarda. Zazdrościł im wszystkiego.
— Jeśli założymy, że przyciski nie mogą się powtarzać, to ma jakieś trzysta tysięcy różnych kombinacji. Co właściwie próbujesz zrobić? To nie jest zagadka, to jest klucz — oznajmił, absolutnie błędnie w swoich założeniach, Morpheus, z arogancją i pewnością siebie typową dla nastolatka, który wie lepiej.
Przed Clemensem i Morpheusem bowiem leżało coś, co było jednym i drugim, zagadką, która się otwierała dzięki prawidłowej kombinacji. Jednocześnie po odpowiednim kodzie rzeczywiście mogła służyć jako szybki generator pieczęci, bardzo prostych, ale szybszych niż ręczne wypisywanie kolejnych znaków na kole i łączenie ich zgodnie z kolejnością liter oraz oznaczanie.
Morpheus za to lubił tę część techniczną, ale samo wykonywanie działających pieczęci mu zupełnie nie wychodziło.
— Tylko skąd mamy znać punkt zaczepienia? Co dokładnie wam mówili? Każde słowo może mieć znaczenie, bo może być podpowiedzią! O, najlepiej pokaż mi wspomnienie, jaka była instrukcja!
Brakowało tylko, żeby młodszy Longbottom zaczął biegać dookoła drzewa w ekscytacji. Już ruszał nogą, a jego głos emanował ekscytacją na widok kostki.