– O pieniądze na badania się nie martw – na biednego nie trafiło, a poza tym i on będzie coś w tym od siebie dawał: miał wszak zostać królikiem doświadczalnym. Po prostu eliksiry o jakie prosił wykraczały poza ten nie tak mały eksperyment, a Victoria ceniła sobie swój czas. No i wszyscy lepiej się czuli, gdy w tle nie było widma niespłaconego długu. – Ale składniki na pewno będą potrzebne i to niekoniecznie standardowe. Zobaczymy jak będzie – tu już mówiła o tym eksperymencie rzecz jasna. Miała w planach używać jak najbardziej dostępnych składników, ale jak nie będzie innego wyjścia… cóż, Astaroth powinien więc sobie poradzić. Nie patrzyła na niego jak na nieskutecznego łowcę, bo dał się złapać wampirowi. Tak naprawdę to mogło się przydarzyć każdemu, tym bardziej jeśli trafiało się na kogoś, kto u swoich podstaw bardzo różnił się od przedstawionych cech w różnych książkach – bo każdy wampir był tak naprawdę inny.
– Również nie został wampirem z własnej woli – wiedziała, że to nie jest przygoda życia. Zdawała sobie z tego sprawę doskonale, zwłaszcza gdy przypominała sobie wspomnienia, które wyglądały, jakby należały do niej samej. Strach ofiary, który napędzał nieskończony głód; chęć rzucenia się do gardła, zatopienia kłów, poczucia ciepłej krwi w martwym gardle… – Ale nie masz już teraz na to wpływu, więc pozostaje ci albo biczować się do końca tego darowanego życia za to, kim jesteś, albo pogodzić się i zaakceptować swoją nową naturę. Nauczyć się z nią współpracować – naprawdę rozumiała też, że mógł widzieć w sobie potwora. Rozumiała to wszystko. Ale stawianie się i granie na przekór nie pomoże nikomu, a zwłaszcza Astarothowi – tak sądziła. Że gdy nie akceptuje się siebie, tym trudniej nad sobą panować, bo zamiast nauczyć się ze sobą żyć, ciągle walczysz o kontrolę. Walczysz i przegrywasz ze sobą samym. – Pomogę ci na ile będę umiała – obiecała jeszcze i uśmiechnęła się lekko. Wiedziała, że Saurielowi tego brakowało w początkach jego wampirzego życia – kogoś, kto z czystej życzliwości byłby przy nim i go wspierał. Miał za to obok siebie bardzo starego wampira, swojego stwórcę, nie był więc tak całkowicie sam, w przeciwieństwie do Astarotha, który musiał wszystkiego uczyć się na własną rękę, co nie mogło być ani trochę proste. Pomyślała sobie też, że wspomni Saurielowi o Astarothcie, może sam będzie chciał się z nim zobaczyć i powiedzieć mu to i owo… zostawiła to sobie na razie jednak w głowie, bo to nie był na to dobry moment.
– Wspaniale, to trochę upraszcza sprawę – nie tryskała wielką radością, ale przynajmniej nie musiała się ograniczać w składnikach… o ile coś nie wyjdzie po drodze, bo tak też mogło się stać: że Astaroth po prostu nie był świadomy, że coś mu szkodzi. – No dobrze, w takim razie to już będzie wszystko. Nie będę ci zabierać reszty nocy – nie było sensu też siedzieć tutaj i udawać że wszystko jest w porządku, przecież dopiero co się poznali, a Yaxley miał w sumie wiele spraw do przemyślenia. – No chyba, że ty masz do mnie jakieś pytania?