02.09.2024, 12:49 ✶
– Nie mam szczęśliwie żadnego problemu w mówieniu takim „nie”. I zamianie tego „nie” w „czy potrzebujesz słownika, tępaku, skoro nie rozumiesz po angielsku? – stwierdziła Charlotte lekceważąco, chwytając po kolejnego drinka, i przy okazji pochylając się, aby z patery porwać dwa makaroniki. Jak wszystko w Zorzy – były oczywiście wyborne.
Kelly nie martwiła się, co ludzie o niej pomyślą, nie czuła potrzeby bycia grzeczną dziewczynką, nie bała się i przemocy – w społeczeństwie mugoli mężczyźni mieli nad kobietami ogromną przewagę, wśród czarodziejów tę niwelowały różdżki w kieszeni. Co z tego, że on był większy, skoro ona lepiej radziła sobie w wyczarowywaniu kolumny ognia?
Upiła kolejny łyk drinka, obserwując syna uważnie. Niezbyt się bała, że ktoś coś usłyszy, stali akurat sami, bo reszta tłoczyła się wokół młodych, nikt ich za bardzo nie znał, a poza tym cóż, i tak był synem zdrajczyni krwi i szlamy, dostatecznie duży powód do problemów. Tak duży, że Charlotte czasem zastanawiała się, czy nie powinni wrócić do Ameryki – ale od śmierci Neda nic ich tam nie trzymało, a tym, co wypłoszyłoby ich z Anglii byłby tylko strach.
Charlie nie chciała uciekać po raz drugi.
– No cóż, rozumiem – oświadczyła z pewnym żalem, najwyraźniej już zupełnie pewna, że skoro odpowiedział tak wymijająco, znaczy się: jej syn był gejem. Co za szczęście, że przynajmniej Rita zdawała się zainteresowana płcią przeciwną, Charlotte bardzo chciała kiedyś urządzić wystawne wesele. (Kiedyś – nie za szybko, oczywiście, bo czułaby się wtedy staro.) – Ja? Jestem wdową, to zabawa dla panien i kawalerów. Ale ty się nie krępuj, jeśli masz ochotę – stwierdziła z rozbawieniem. Nie miała też oporów wobec flirtowania z młodszymi mężczyznami, ale jednak dziesięć lat to była dla niej absolutna granica, a tam, w tłumie chętnym do łapania muszki, stali i chłopcy w wieku jej syna. Miała jednak jakąś tam odrobinę przyzwoitości.
Obserwowała więc tylko popijając szampana i zjadając makaroniki, jak panna młoda rzuca welonem – i jak łapie go jakaś ładna brunetka.
Kelly nie martwiła się, co ludzie o niej pomyślą, nie czuła potrzeby bycia grzeczną dziewczynką, nie bała się i przemocy – w społeczeństwie mugoli mężczyźni mieli nad kobietami ogromną przewagę, wśród czarodziejów tę niwelowały różdżki w kieszeni. Co z tego, że on był większy, skoro ona lepiej radziła sobie w wyczarowywaniu kolumny ognia?
Upiła kolejny łyk drinka, obserwując syna uważnie. Niezbyt się bała, że ktoś coś usłyszy, stali akurat sami, bo reszta tłoczyła się wokół młodych, nikt ich za bardzo nie znał, a poza tym cóż, i tak był synem zdrajczyni krwi i szlamy, dostatecznie duży powód do problemów. Tak duży, że Charlotte czasem zastanawiała się, czy nie powinni wrócić do Ameryki – ale od śmierci Neda nic ich tam nie trzymało, a tym, co wypłoszyłoby ich z Anglii byłby tylko strach.
Charlie nie chciała uciekać po raz drugi.
– No cóż, rozumiem – oświadczyła z pewnym żalem, najwyraźniej już zupełnie pewna, że skoro odpowiedział tak wymijająco, znaczy się: jej syn był gejem. Co za szczęście, że przynajmniej Rita zdawała się zainteresowana płcią przeciwną, Charlotte bardzo chciała kiedyś urządzić wystawne wesele. (Kiedyś – nie za szybko, oczywiście, bo czułaby się wtedy staro.) – Ja? Jestem wdową, to zabawa dla panien i kawalerów. Ale ty się nie krępuj, jeśli masz ochotę – stwierdziła z rozbawieniem. Nie miała też oporów wobec flirtowania z młodszymi mężczyznami, ale jednak dziesięć lat to była dla niej absolutna granica, a tam, w tłumie chętnym do łapania muszki, stali i chłopcy w wieku jej syna. Miała jednak jakąś tam odrobinę przyzwoitości.
Obserwowała więc tylko popijając szampana i zjadając makaroniki, jak panna młoda rzuca welonem – i jak łapie go jakaś ładna brunetka.