-"Albo słownikiem" - dodał od siebie, bo, niestety, do niektórych docierały jedynie czyny, podczas gdy słowa odbijały się od nich jak od solidnej tarczy. -W sumie chyba zapytam wuja Anthony'ego jak to będzie brzmiało po niemiecku.
Jak rozkaz rozstrzelania, zapewne, i w sumie mogłoby to być przydatne, więc może warto byłoby zapamiętać? I może w jeszcze kilku językach...
Oczy skierował w górę i westchnął cicho, sięgając po jedną pudrową różę i popijając ją winem. Domyślał się, o czym jego mama mogła pomyśleć po jego odpowiedzi, którą tak naprawdę nie odpowiedział ani na pierwsze, ani na drugie jej pytanie wcześniej. I tak na dobrą sprawę nie była to odpowiedź, która miała jego mamę w czymś uświadomić. Nie było to nawet miejsce i czas na takie wyznania, zdaniem Jessiego.
Wycierając wcześniej dłonie w jedną z chusteczek, do tej pory ładnie złożonych na stole, wyciągnął dłoń w stronę twarzy Charlotte i dotknął jej policzka bardzo blisko jej ust, by delikatnie unieść ich kącik, imitując uśmiech.
-Nie smęć, jesteś na weselu - powiedział i zaśmiał się krótko. -Niczego jeszcze nie zadeklarowałem. Może jeszcze kiedyś poznasz synową.
O ile jakaś kiedyś będzie, ale tym Jasper nie miał zamiaru za bardzo zaprzątać sobie głowy. Z pewnością któregoś dnia chciał przedstawić matce kogoś, z kim faktycznie chciał spędzić resztę swojego życia, z kim współdzielić będzie to szczególne uczucie, ale do tej pory nie czuł tego względem nikogo - ani dziewczyny, ani chłopaka.
-Coś mi się wydaje, że tej damie to ani trochę nie przeszkadza - powiedział, patrząc wymownie na wcale nie taką młodą kobietę, która zakręciła się wśród młodych panien i wraz z nimi próbowała złapać welon.
Jej zawód i oburzenie, gdy welon trafił w zgrabne dłonie młodszej i o wiele ładniejszej dziewczyny, były wręcz zabawne.
A potem w mgnieniu oka pojawiło się obok nich trzech dorosłych, bardzo radosnych mężczyzn (jeden z nich chyba był ojcem panny młodej). Ramię jednego z nich wylądowało na plecach Jessiego.
-Młody, a ty co tak stoisz? - zawołał. -Nic się nie bój. My mamusi popilnujemy, a ty idź i się baw. Młody jesteś, siły masz. Kiedy masz się wybawić jak nie teraz? Idź, bo ci wszystkie panny sprzed nosa sprzątną.
I tak zachęcany i popychany przez ojca panny młodej, Jessie dołączył do innych chłopaków i nawet wyciągnął ręce, żeby nie stać, jak ten kołek, i nawet spróbować złapać tę muchę.
No cóż, nie udało mu się. Ale szatyn po jego prawej, którego palce zaciskały się na muszce, cieszył się ze swojego sukcesu chyba nawet bardziej, niż Patricia i Harold ze swojego zamążpójścia.
Za to brunetka, w której włosy wpięto złapany przez nią welon, wcale nie wyglądała na taką szczęśliwą.