02.09.2024, 18:31 ✶
Basilius słuchał tego co mówił Cameron uważnie, nawet jeśli czarodziej, zanim przeszedł do wyjaśnienia swojego rozumowania, opowiadał o rzeczach, które siłą rzeczy były znane i jemu, ale na sam wywód skinął głową.
– Niemagiczny? – spytał, unosząc jedną brew wyraźnie zaciekawiony. Rozumiał logikę Lupina. Zawsze istniała szansa, że coś powszechnego, przestanie być powszechne. No bo kto to wiedział? Może Śmierciożercy uznają, że nienawidzą gumochłonów, bo jeden kiedyś wlazł pod koszulkę ich Czarnego Pana i postanowią zgładzić wszystkie z nich? Albo przyroda znowu oszaleje i coś wyginie. – I mówiąc niemagiczny, masz na myśli po prostu jakąś substancję z ziół, lub odzwierzęcą, czy jakiś mugolski preparat, który opracowali?
Każda z opcji była ciekawa, chociaż w jednym przypadku zasugerowałby, by Cameron zabezpieczył się zarówno przed potencjalnymi wybuchami, jak i kontrowersjami, które mogłaby ona wywołać. Zakładał jednak, że chodziło o tę pierwsza możliwość.
– Jeśli będzie się pilnowało i podawało odpowiednią dawkę, nie powinno być z tym problemu i zostanie zdarta jedynie ta warstwa, która powinna. – powiedział, zerkając teraz bardziej z zaciekawieniem na stanowisko pracy Lupina, niż swoje własne. W końcu on nie kombinował z recepturą i po prostu wytwarzał stary, dobry eliksir na zdzieranie skóry. Lupin natomiast robił coś ciekawego. – No i najlepiej użyć konkretnego rodzaju maści regeneracyjnej ze sprawdzonych składników. Wtedy nic nie powinno się wydarzyć, ale tak dobrze kombinujesz. Dlatego warto używać pewnych kombinacji. Poczekaj chwilę. – Z tymi słowami, zaczął grzebać w swojej torbie, by wreszcie wyciągnąć już dość stary, obłożony granatowy materiałem dziennik i przerzucić kilka kartek, aż wreszcie znalazl odpowiednią stronę, na której kiedyś zapisał wskazówki do całej procedury i pokazał Cameronowi zapisane starannym charakterem pisma proporcje i rodzaje maści, aby młodszy uzdrowicieł mógł się lepiej temu przyjrzeć. Podobno Basilius był czasem zbyt miły dla stażystów, ale po pierwsze sam odrzucał takie pomówienia, bo jeśli sytuacja tego wymagała potrafił ustawić ich do pionu, a po drugie Lupin wydawał się być całkiem rozumnym stażystą. Będzie musiał spytać się kiedyś Florence co tak ogólnie o nim sądziła, ale raczej nie kojarzył, aby kuzynka, czy jakikolwiek inny wykładowcą, opowiadal jakieś makabryczne historie z Cameronem w roli głównej. No i nie wyglądał jakby miał zemdleć. Głupio byłoby mieć dwóch mdlejących studentów na swoim koncie, nie będąc nawet wykładowcą.
– Niemagiczny? – spytał, unosząc jedną brew wyraźnie zaciekawiony. Rozumiał logikę Lupina. Zawsze istniała szansa, że coś powszechnego, przestanie być powszechne. No bo kto to wiedział? Może Śmierciożercy uznają, że nienawidzą gumochłonów, bo jeden kiedyś wlazł pod koszulkę ich Czarnego Pana i postanowią zgładzić wszystkie z nich? Albo przyroda znowu oszaleje i coś wyginie. – I mówiąc niemagiczny, masz na myśli po prostu jakąś substancję z ziół, lub odzwierzęcą, czy jakiś mugolski preparat, który opracowali?
Każda z opcji była ciekawa, chociaż w jednym przypadku zasugerowałby, by Cameron zabezpieczył się zarówno przed potencjalnymi wybuchami, jak i kontrowersjami, które mogłaby ona wywołać. Zakładał jednak, że chodziło o tę pierwsza możliwość.
– Jeśli będzie się pilnowało i podawało odpowiednią dawkę, nie powinno być z tym problemu i zostanie zdarta jedynie ta warstwa, która powinna. – powiedział, zerkając teraz bardziej z zaciekawieniem na stanowisko pracy Lupina, niż swoje własne. W końcu on nie kombinował z recepturą i po prostu wytwarzał stary, dobry eliksir na zdzieranie skóry. Lupin natomiast robił coś ciekawego. – No i najlepiej użyć konkretnego rodzaju maści regeneracyjnej ze sprawdzonych składników. Wtedy nic nie powinno się wydarzyć, ale tak dobrze kombinujesz. Dlatego warto używać pewnych kombinacji. Poczekaj chwilę. – Z tymi słowami, zaczął grzebać w swojej torbie, by wreszcie wyciągnąć już dość stary, obłożony granatowy materiałem dziennik i przerzucić kilka kartek, aż wreszcie znalazl odpowiednią stronę, na której kiedyś zapisał wskazówki do całej procedury i pokazał Cameronowi zapisane starannym charakterem pisma proporcje i rodzaje maści, aby młodszy uzdrowicieł mógł się lepiej temu przyjrzeć. Podobno Basilius był czasem zbyt miły dla stażystów, ale po pierwsze sam odrzucał takie pomówienia, bo jeśli sytuacja tego wymagała potrafił ustawić ich do pionu, a po drugie Lupin wydawał się być całkiem rozumnym stażystą. Będzie musiał spytać się kiedyś Florence co tak ogólnie o nim sądziła, ale raczej nie kojarzył, aby kuzynka, czy jakikolwiek inny wykładowcą, opowiadal jakieś makabryczne historie z Cameronem w roli głównej. No i nie wyglądał jakby miał zemdleć. Głupio byłoby mieć dwóch mdlejących studentów na swoim koncie, nie będąc nawet wykładowcą.